French extremity. Odmiana francuskiej ekstremy przez 12 przypadków.

Francuska ekstrema to nurt, który wdarł się do kina trochę jak ten nieproszony gość: brutalny, bezczelny, zdeterminowany. Przewietrzył  poniekąd salonowe wyobrażenia o tym, czym może być film i horror przede wszystkim. Twórcy tacy jak Gaspar Noé, Alexandre Aja czy Claire Denis potraktowali ekran jak pole doświadczalne, gdzie granice cielesności, przemocy i intymności nie są po to, by je respektować, lecz by sprawdzić, co się stanie gdy się je przekroczy. Burzenie ścian? Między innymi. Ale też burzenie tabu i wchodzenie w nieprzyjemne rewiry.

Jednak francuska ekstrema to nie tylko ciągły gwałt i przemoc. Jest tu, na tej liście, kilka przykładów, które łapią się w nurt, ale nie epatują nieprzerwaną grozą i nie atakują przez bite dwie godziny przemocą. Czasem wystarczy jeden akt, jedna sekwencja. Istotne jest to wychodzenie ze strefy komfortu. W finale, lub nieco wcześniej, zawsze przekroczymy wspomnianą granicę.  Termin powstał w 2004, a po raz pierwszy użył go filmowy krytyk James Quandt i wykorzystał go właśnie do opisu brutalnych dzieł francuskiej kinematografii.

Francuska ekstrema – odmiana w 12 przypadkach.

Martyrs - Martyrs. Skazani na strach (2008), reż. Pascal Laugier

Martyrs – Martyrs. Skazani na strach (2008), reż. Pascal Laugier

dzieło Pascala Laugiera nie należy do seansów łatwych. Ba! Można napisać, że to jeden z trudniejszych i bardziej bolesnych horrorów traktujących o cierpieniu. Jednak wbrew temu co myślałem wcześniej, Laugier nie tworzy swojej sztuki tylko, by wzbudzić odrazę, a bestialskimi obrazkami wnieść do kina posmak kontrowersji. Pokazywany po raz pierwszy w Cannes w 2008 roku z pewnością postawił publiczność do pionu, a niejeden z widzów (jeżeli nie opuścił sali w porę) patrzył na ekran przez palce. Efekt szoku, który osiągnął Laugier zmusza jednak widza do refleksji, stawia go w niewygodnej sytuacji, gdy ten (widz) próbuje odnieść się w chłodny sposób do wydarzeń.

Francusko – kanadyjska produkcja z mało znanymi aktorami i reżyserem, który zaczął dopiero co się rozkręcać (debiutował w pełnym metrażu filmem Szepty w mroku w 2004 roku, który przeszedł raczej bez echa) w światku entuzjastów horroru wybuchła z siłą bomby atomowej. Opowieść o dziewczynie, która tropi oprawców, którzy torturowali ją gdy była dzieckiem odbiera się na początku niczym wrzask rozpoczynający się gdzieś w tunelu w ciemności.  CZYTAJ WIĘCEJ

Sheitan (2006), reż. Kim Chapiron
Sheitan (2006), reż. Kim Chapiron

Wsi spokojna, wsi wesoła, a we francuskiej ekstremie, wsi spływająca posoką. Ale zanim bohaterowie dotrą na wieś a lokalsi ich zmaltretują, muszą przepłynąć Styks (w filmie rzekę zastępuje klub Styxx, co stanowi aż nadto wymowną metaforę). Punktem zwrotnym i momentem, gdy wszystko zaczyna się zmieniać i rozpoczyna się podróż jest rozbita butelka na głowie jednego z mieszczuchów. Warto się na chwilę zatrzymać, bo wypada nakreślić to zabawne trio, które z wielkomiejskiej dżungli trafi do willi na dalekiej prowincji. Jest ich troje i z charakterów są całkiem podobni do innej francuskiej młodzieżowej trójki, kumpli z Nienawiści. To najprawdopodobniej ukłon w kierunku filmu Mathieu Kassovitza, bo i w obsadzie znalazł się Vincent Cassel, tutaj współproducent obrazu. Bohaterowie to najgorszy sort blokersów, bez zasad, wulgarni, prymitywni, młodociani kryminaliści. Na wieś zwabia ich poznana w klubie dziewczyna, a na miejscu czeka „nadzorca” włości Joseph (Vincent Cassel), który ze swoim specyficznym zachowaniem oferuje wprawdzie gościnę i poczęstunek, ale również inne, nieco osobliwe atrakcje… CZYTAJ WIĘCEJ

Trouble Every Day - Głód miłości (2001), reż. Calire Denis
Trouble Every Day – Głód miłości (2001), reż. Calire Denis

Claire Denis w swoim Głodzie Miłości dotarła do miejsca, do którego większość filmowców wejść się bała i de facto wciąż wejść się boi. Być może wielu było na progu, ale z reguły brakowało im ikry, by dać jeszcze jeden krok naprzód. Francuska reżyserka zrobiła więc to, o czym skrycie marzy wielu, nakręciła film trudny, dosłowny, nie poszła na skróty, a fabularnie przedstawiła obraz cielesnego pragnienia, które spełnić się może przy finałowym kanibalistycznym akcie.

Ten seksualny kanibalizm prezentuje chowana przed światem zewnętrznym Coré (Béatrice Dalle). Gdy tylko zostaje wypuszczona na żer, łapie w sidła przygodnie napotkanych mężczyzn, kusi ich swoim erotycznym powabem, którego przecież trudno jej odmówić i w momencie ostatniego miłosnego uniesienia przechodzi do brutalnej konsumpcji. Kobieta mieszka z doktorem Leo, który zdaje sobie sprawę z przypadłości podopiecznej, ale oprócz prób „uwięzienia” jej i tuszowania miejsc po kolejnej uczcie, nie jest w stanie głodu zniwelować. Rozumie sytuację i jedyne co może zrobić, to otoczyć kobietę opieką. Głód miłości jest więc pod złudną kontrolą. Podobnie jest w przypadku Shane’a (Vincent Gallo), mężczyzny, który do Paryża przylatuje ze świeżo upieczoną małżonką. Ten związek to atrapa klasycznie rozumianego uczucia, bo Shane podobnie jak Coré jest kanibalem miłości. Ich losy już raz się splotły w przeszłości, a podróż poślubna mężczyzny to tylko pretekst. Shane próbuje odnaleźć Coré, swoją bratnią duszę. CZYTAJ WIĘCEJ

Baby Blood (1990), reż. Alain Robak

Baby Blood (1990), reż. Alain Robak

W 1990 roku Alain o wdzięcznym nazwisku Robak (Francuz z pochodzenia) nakręcił swój drugi pełnometrażowy film. O pierwszym już nikt nie pamięta, tak samo jak o kolejnych kilku, bo Baby Blood to opus magnum twórcy. Film, który w XXI wieku pomógł zdefiniować pojęcie francuskiej ekstremy, sam powstał pod wpływem dokonań wielu reżyserów zza oceanu, a później stał się kolejnym źródłem inspiracji. Baby Blood to horror, który w swojej pierwszej fazie czerpie wiele z pierwszych filmów Cronenberga, by zakończyć gdzieś w okolicach radosnej twórczości zmarłego niedawno Larry’ego Cohena i jego trylogii A jednak żyje. Moje myśli uciekały jeszcze w kierunku Martwicy mózgu Petera Jacksona, bo u Nowozelandczyka i Francuza zaczyna się podobnie. U Jacksona sprowadzony zostaje do zoo egzemplarz egzotycznego stworzenia – małposzczura, u Robaka zaś do cyrku lampart, nosiciel rozwijającego się w nim monstrum.

Ale właściwa akcja zaczyna się, gdy pasożyt wnika w perfidny sposób w Yankę (Emmanuelle Escourrou), dziewczynę z cyrkowej trupy. Dziewczyna znalazła się w błogosławionym stanie, ucieka z cyrku i ląduje w Paryżu, gdzie telepatycznie jest w stanie porozumiewać się z płodem, który zrobi wszystko, by prawidłowo się rozwijać. Aby odpowiednio przybierać na masie, potrzebuje przede wszystkim krwi! CZYTAJ WIĘCEJ

Haute tension - Blady strach (2003), reż. Alexandre Aja
Haute tension – Blady strach (2003), reż. Alexandre Aja

Alexandre Aja zaskakuje nie tylko pomysłowością, brutalnymi sekwencjami, ale też dbałością o sugestywnie wykonane gore. Z pomocą przyszedł tutaj Giannetto De Rossi, zasłużony dla horroru specjalista od efektów specjalnych, który pracował między innymi z Lucio Fulcim. Największe jednak pozytywne wrażenie, obok dorodnego gore, wywarła na mnie pieczołowicie i z oddaniem przedstawiona postać antagonisty. Wyrwany jakby z najgorszego koszmaru grubas, daleki krewniak Leatherface’a, w stroju mechanika (zesztywniały od mieszanki smarów i ludzkiej krwi) porusza się zdezelowanym, charakterystycznym Citroënem modelu H, utrzymanym w takim samym porządku jak właściciel. Bus, który po kilometrze daje środowisku tyle co mała fabryka, razem z kierowcą stanowi idealne zespolenie. Jasne, można narzekać na finałowy twist, który nazywam tu oryginalnym (i taki jest!), ale po prawdzie nie wynika on zapewne z burzliwych dyskusji i nieprzespanych nocy scenarzysty, a raczej z rzuconego pomysłu, który później trzeba jakoś oprawić akcją. Nie będę jednak narzekać, bo film dostarczył przecież i wielu emocji i solidnego, ponadprzeciętnego wykonania bez CGI, ze splatter fantazją i z przekonaniem. CZYTAJ WIĘCEJ

Frontière(s) - Kanibale (2007), reż. Xavier Gens
Frontière(s) – Kanibale (2007), reż. Xavier Gens

Frontière(s) to francuska masakra bez piły mechanicznej. Nie bez powodu zawarłem w tym zdaniu elementy składowe tytułu arcydzieła Tobe’a Hoopera, bo do niego właśnie Xaveir Gens się przede wszystkim odwołuje. I nie ma w tym nic złego, bo każdy twórca horrorów Teksańską.. zapewne szanuje, a niektórzy, tak jak Francuz, filmowo jej hołduje.

W filmie Xaviera Gensa ważne jest więc tło, czyli sytuacja w kraju. Do władzy może dojść kandydat skrajnej prawicy, a na ulicach wybuchają zamieszki. Archiwalne zdjęcia z policyjnych starć na paryskich ulicach (tych materiałów z pewnością filmowcom nigdy nie zabraknie) zostają zgrabnie wmontowane w akcję Frontière(s). Grupka mężczyzn, złodziei i jedna zamieszana w napad dziewczyna w ciąży (jak to we francuskiej ekstremie) uciekają przed policyjną obławą. Udaje im się zbiec z miasta. Tymczasowe schronienie znajdują na prowincji (jak to we francuskiej ekstremie).

Bohaterami filmu (pozytywnymi?) są mieszkańcy francuskich osiedli, którzy nigdy nie wyjeżdżali poza miasto. To zahartowana w pyskówkach i łomocie dorosła młodzież, niczym ta trójka z Nienawiści Mathieu Kassovitza. Na swojej drodze odnajdą nazistowski, kanibalistyczny pomiot. Dalszy ciąg już znacie. CZYTAJ WIĘCEJ

À l'intérieur - Najście (2007), reż. Alexandre Bustillo, Julien Maury

À l’intérieur – Najście (2007), reż. Alexandre Bustillo, Julien Maury

Julien Maury (wyśmienity rocznik 1978) i Alexandre Bustillo (urodzony w roku 1975), reżyserski duet, czołowi przedstawiciele francuskiej ekstremy swoim debiutem z 2007 roku zaczęli z wysokiego C. Najście to home-invasion i splatter, w którym niejednokrotnie przyjdzie nam wzdrygnąć się na widok brutalnych obrazów. Nie znaczy to, że mamy tu do czynienia z prymitywną rozrywką, bo u ujścia historii leży traktat o cierpieniu.

Wydaje się, że bardziej opresyjnej atmosfery dla widza nie można już było stworzyć. W centrum wydarzeń jest Sarah (Alysson Paradis) w zaawansowanej ciąży. Swego czasu przeżyła wypadek samochodowy, w którym zginął jej mąż. Ciążę musi więc donosić sama. To jej ostatnia noc w domu przed wizytą w szpitalu na oddziale położniczym. W domu, który powinien stanowić bezpieczny azyl dla właścicielki. Sam tytuł Najście oddaje idealnie zarys fabuły. Do domu Sary wtargnie nieproszony gość, kobieta (Béatrice Dalle), która za cel obierze sobie nie tyle Sarę, co jej nienarodzone jeszcze dziecko. CZYTAJ WIĘCEJ

Recenzja filmu "Raw" (2016), reż. Julia Ducournau

Raw – Mięso (2016), reż. Julia Ducournau

W konstruowaniu klimatu, w tym przypadku narastającego apetytu, Raw przypomniał mi po trosze Starry Eyes i Zło we mnie. Pierwszy koresponduje tutaj z dziełem francuskiej twórczyni skalą budowanego napięcia, przy którym wiesz, że granice z pewnością ostatecznie będą przekroczone. Zło we mnie natomiast, to przecież podobne pragnienie dostąpienia czegoś nienazwanego, wyższego, czegoś, co w finale może się od ciebie odwrócić, choć robisz wszystko, by to zaspokoić.

Odwołując się już do samego przekazu, Ducournau nie szczędzi rodzajowi ludzkiemu zestawienia go na równi ze zwierzętami. I ja się z tym zgadzam. Mam przez to nieodparte wrażenie, że gdy ktoś poczuje krew, nie zatrzyma się na jednym kęsie. Raw jest widowiskiem bardzo brutalnym, chociaż skromnym. Obrzydliwym, obleśnym, ale koniecznym, by wyrazić pełną twórczą ideę. Wierzę też, że osoby z delikatniejszymi żołądkami mogły opuszczać w pośpiechu salę, tudzież mdleć (jak donosiły pierwsze festiwalowe przekazy). Tym samym muszę napisać, że Raw oddziaływał na mnie niemal fizycznie. Kręciłem się w fotelu, pauzowałem, oglądałem dalej, marszczyłem czoło zdumiony reżyserską odwagą, ale i zaniepokojony tym co widzę na ekranie. CZYTAJ WIĘCEJ

Demonlover (2002), reż. Olivier Assayas
Demonlover (2002), reż. Olivier Assayas

Najłatwiej byłoby napisać, że Demonlover jest o wojnie korporacji, o szpiegostwie i o poszerzaniu wpływów w branży. Gdyby chcieć się zagłębić, to trzeba wskazać, że jest filmem o złudnym wrażeniu kontroli własnego życia i o tym, że każda ryba trafi na większą. To wszystko prawda, ale Demonlover to przede wszystkim obraz o kondycji naszego społeczeństwa, ostrzeżenie i historia o wchodzeniu z premedytacją w świat deprawacji tylko po to, aby coś poczuć.

Walczące po cichu filmowe korporacje to giganci dystrybucji pornografii. Obie próbują podpisać kontrakt z japońską firmą, która produkuje hentai w 3D. Ta „technologia” dopiero wchodzi na rynek, ale zyskuje sobie coraz więcej odbiorców. Zyski będą ogromne, więc zarówno francuski potentat, jak i amerykański moloch zrobią wszystko, by wciągnąć do portfolio japońskie porno.

Pionkiem w tej grze jest Diane de Monx (Connie Nielsen), zimna, wyrachowana, pewna siebie menadżerka we francuskiej firmie. By awansować w hierarchii, posuwa się do sabotażu i wykluczenia z gry swojej przełożonej. Zajmuje jej miejsce, ale nowa pozycja wiąże się z kolejnymi niebezpieczeństwami, a może kolejnymi pokusami? CZYTAJ WIĘCEJ

Ils - Oni (2006), reż. David Moreau, Xavier Palud
Ils – Oni (2006), reż. David Moreau, Xavier Palud

Zdecydowali się opuścić Francję i osiedlić na przedmieściach Bukaresztu w Rumunii. Kobieta jest nauczycielką francuskiego, mężczyzna pisarzem. Mieszkają w za dużej dla dwóch osób posiadłości. Tej nocy ktoś podszedł pod ich dom. I nie jest to jedna, dwie osoby. Ktoś przestawił samochód, ktoś jest już w środku.

Jeśli rozpatrywać tytuł w kwestii przynależności do francuskiej ekstremy, to Oni powinien być dodany do nurtu głównie ze względu na podjęty temat. Fani makabry (która w naturalny sposób łączyła się od początku z definicją) z pewnością będą rozczarowani. Analizujący ’french extremity’ jako brutalny komentarz do dzisiejszej ludzkiej kondycji, z pewnością będą usatysfakcjonowani seansem i faktem, że Oni jest kolejną pozycją, którą śmiało można włączyć do listy filmów z rzeczonego tematu (choć trzeba przyznać, że jest wymieniany stosunkowo rzadko z innymi, bardziej „zasłużonymi dla sprawy”).

Podchodząc do filmu debiutantów Davida Moreau i Xavier Paluda od strony gatunku, łatwo jest francuski Oni zakwalifikować. To home invasion bardzo ponury i intensywny, w którym prawdziwy horror, wynikający głównie z kontekstu opowieści (i niech będzie, że „twistu”), przychodzi po napisach końcowych. To wtedy powinniśmy siedzieć nieruchomo i roztrząsać w naszej głowie kwestię: „Dokąd zmierza ten świat?”. CZYTAJ WIĘCEJ

Twentynine Palms - Dwadzieścia dziewięć palm (2003), reż. Bruno Dumont

Twentynine Palms – Dwadzieścia dziewięć palm (2003), reż. Bruno Dumont

Pierwsze półtorej godziny filmu to jedzenie, seks, jedzenie i jeżdżenie i raz jeszcze seks w różnych pozycjach, zawsze inicjowanych przez Davida, co ważne. Nudy, powiesz. Ale wszystko prowadzi do wspomnianego finału, tyleż zaskakującego, co zmieniającego cały obraz i znaczenie, bo Bruno Dumont pyta: „I co teraz?”. Zaproszenie do dyskusji to temat z wywróconym na lewą stronę sposobem postrzegania całej kultury z kobietą w centrum, głównie ze sposobem jej traktowania, uprzedmiotowieniem i całym mizoginicznym przedstawianiem jej przez świat kina. Bruno Dumont w brutalny sposób przefiltrował rape & revenge i pokazał światu, że twórczy nonkonformizm może tylko wnieść ciekawy dyskurs do świata kina. Może, ale nie musi. Teraz, mając na uwadze, że od premiery tego nietuzinkowego dramatu (horroru?), który w jakimś stopniu przypomniał mi o Looking for mr. Goodbar Richarda Brooksa z 1977 roku, minęło 15 lat, stwierdzić niestety trzeba, że Dumont pozostał ze swoim oryginalnym podejściu do gatunku osamotniony. CZYTAJ WIĘCEJ

Seul contre tous - Sam przeciw wszystkim (2006), reż. Gaspar Noé
Seul contre tous – Sam przeciw wszystkim (2006), reż. Gaspar Noé

Rzeźnik (Philippe Nahon) nienawidzi. Jest w tym sam, ale postanowił tę nienawiść wypluć jako narrator. Nie wykrzykuje jej jednak i przez to jest niezwykle groźny. Dokłada kolejne laski dynamitu do swojej frustracji, ale na zewnątrz jest jak skała, bez emocji, bez uśmiechu czy gniewnego wyrazu twarzy. Rzeźnik z zawodu, który dobija do 50 lat, w dzieciństwie molestowany, ze smutną wojenną historią ojca, z kolejnymi życiowymi porażkami. Małżeństwo z przypadku doprowadziło do tego, że mieszka z żoną, nienarodzonym jeszcze dzieckiem i teściową. Nienawidzi całej trójki i w tym ognisku zapalnym dojdzie do pierwszego wybuchu.

Gaspar Noé robi bardzo wiele, by utrudnić nam odbiór. Francuski reżyser nakręcił film, który trudno jest jednoznacznie polecić, bo przecież to nie był ani przyjemny seans i de facto nie wiadomo komu zarekomendować tytuł. Co to za film, w którym przegrany koleś bije po brzuchu kobietę w ciąży, musimy z nim oglądać pornosy w kinie, a w swoim wewnętrznym monologu skazuje wszystkich i wszystko na śmierć, najlepiej w męczarniach.

Tak, Gaspar Noé to mistrz formy. Reżyser nie tyle wytrąca nas ze strefy komfortu, co wręcz wykopuje nas poza jej obręb i widłami wpycha nas w piwnicę filmowego dyskomfortu. A jak tam jest? Tak jak w życiu rzeźnika, brudno, wilgotno, z obdrapanymi ścianami i grzybem na nich, z wybitymi szybami, na ulicach bez spacerujących ludzi. Nędzny jest więc żywot głównego bohatera, bezrobotnego, wykluczonego, który zamierza tym samym odpłacić się społeczeństwu. CZYTAJ WIĘCEJ