Niewiele jest filmów z tak przygnębiającą ponurą aurą. Jnusz Zaorski w 1975 roku nakręcił film z pogranicza snu i jawy. Po prawdzie znajdujemy się tu w półśnie, ale nie ma w tym nic magicznego. To jak przedsionek piekła, w którym nadzorcą jest niemiecki porucznik Anton (Piotr Fronczewski). Dzisiaj Anton przybył do małej biednej mieściny. To Polska, czas okupacji, ludzie boją się wyściubić nosa poza swoje liche domostwa. Ludzie umierają, nie ma pracy, nie ma żadnego zajęcia, trzeba przetrwać. Porucznik Anton przybył do lokalnego tartaku ze zleceniem. Wprawdzie na wykonanie roboty jest kilka dni, ale będą nawet z tego jakieś pieniądze. Trzeba szybko zrobić szubienice.
Czy właściciel tartaku może odmówić? Trudno tak stanąć przed niemieckim mundurem i powiedzieć „nie”. To nie wszystko, bo przecież właściciel tartaku sam szubienicy nie zrobi, tym bardziej że ma to być nielicha szubienica. Projekt jest bardzo ambitny, ma tu zawisnąć kilkudziesięciu skazańców. Właściciel tartaku zbiera ekipę, tłumaczy że to przecież zawisną jacyś przyjezdni, ludzie „spoza wsi”, więc… wiecie, rozumiecie, „nie nasi”.
Partita na instrument drewniany, czyli każdy wybór jest zły.
Głównym majstrem ma być cieśla Weych (Jerzy Turek), którego córka jest chora. Oczywiście pojawia się dylemat moralny (żeby tylko jeden!) i to ten z kategorii największych i najcięższych. Niemcy już przywieźli skazańców – ci czekają w wagonie towarowym na obrzeżu miasta. Jest już drewno, jest szkic, czas załączyć maszyny. Zimowa sceneria potęguje wrażenie rosnącego niepokoju. W tej martwocie rodzi się przemoc. Tartak staje się miejscem, gdzie codzienność styka się z grozą.
Partita na instrument drewniany to kino zatrważające, autentycznie zimne i przyprawiające o dreszcze. To, co tutaj zrobił autor zdjęć Sławomir Idziak jest niebywałe. Wieś jest przez cały czas opatulona złowieszczą mgłą, w tle pobrzmiewa muzyka Johannesa Brahmsa, między chatami przemykają żywe trupy. „Bez jedzenia można umrzeć, ale bez wódki zwariować”, tak tutaj się mówi. Mężczyźni piją, kobiety patrzą w podłogę albo w ścianę, dzieci umierają. A porucznik Anton rozkazuje, kusi pieniędzmi, właścicielowi tartaku wprost mówi że ma głośno i wyraźnie oznajmić jakie to jest zlecenie i co cieśle będą wykonywać. To ma być rzetelna robota, wszak mają tu zawisnąć…
Mroczny, zimny, przygnębiający.
Niesamowity film, brudny, mroczny, gęsty. Nakręcony na podstawie sztuki Stanisława Grochowiaka ma wszystko, by być rozpatrywanym w kategorii gatunkowej grozy. Fronczewski natomiast jest prawie jak De Niro w Harry Angel – elegancki, nienaganne maniery, chłodne spojrzenie, mocny uścisk dłoni, spojrzenie diabła. Obserwuje miasteczko, wykorzystuje swoją pozycję, a za nim stoją wierni uzbrojeni hitlerowcy.
To jeden z mocniejszych filmów rozgrywających się w czasie okupacji. Niezwykła jest też jego siła rażenia – dużo mówi o ludziach, ale trudno winić ich decyzje, nie było nas tam, łatwo dzisiaj wyrokować. A przecież to tylko prawdy o moralnych deformacjach z czasów wojennych. Cieśla Weych jest zdesperowany, ma umierające dziecko, potrzebuje pieniędzy, wszystko jest na wyciągnięcie ręki.
Gatunek: dramat, wojenny
Reżyseria: Janusz Zaorski
Scenariusz: Janusz Zaorski, Stanisław Grochowiak
Obsada: Jerzy Turek, Piotr Fronczewski, Janusz Paluszkiewicz
Muzyka: Johannes Brahms
Zdjęcia: Sławomir Idziak

