Obserwatorzy

Na stronie wydawcy można przeczytać, że to najambitniejsza opowieść Briana K. Vaughna. Nie znam wszystkich historii Briana K. Vaughna, ale serio, mogę stanąć murem chociażby za tym stwierdzeniem, że to jest cholernie ambitna historia.

I wydaje mi się, że akurat to, czy dana opowieść jest ambitna czy nie, można obiektywnie ocenić. Rozmach, ilość warstw interpretacyjnych, rozpiętość gatunkowa, w końcu podjęte tematy (znowu ilość). Tak, Obserwatorzy to jest bardzo śmiała powieść graficzna, doskonale zresztą wydana – twarda okładka, dodatkowa obwoluta.

Za obiektywną stroną oceny (którą mamy już za sobą) idą subiektywne odczucia czytelnika – i te już absolutnie nie pokrywają się z tymi ambitnymi założeniami. Serio, szanuję za próby, ale przecież ja Obserwatorów przeczytałem i… męczyłem się strasznie.

A zaczyna się od mocno problematycznej dla mnie treści (czyli znowu ten cholerny subiektywizm). W zamachu terrorystycznym ginie dziewczyna, główna bohaterka. To treści bardzo wrażliwe. Nie podoba mi się takie otwarcie, nie podoba mi się takie zawiązanie tematu – dziewczyna zatem ginie i dalszą część komiksu funkcjonuje jako duch – tytułowa obserwatorka z dokooptowanym obserwatorem.

Zatem jest ich dwoje, lewitują nad Nowym Jorkiem z przyszłości, komentują, rozmawiają, uprawiają ten inteligentny dialog przeplatany niewyobrażalną ilością wulgaryzmów (och, zaraz o nich). Koncept zaiste ciekawy: dwójka ludzi z różnych epok, kobieta i mężczyzna, spotyka się w tym osobliwym czyśćcu dusz. Przedstawieni w kolorach obserwują czarno-biały dogasający świat, tak, wszystko chyli się ku powolnemu upadkowi. Przecież one, dusze, są już wieczne, teraz mogą tylko patrzeć. Więc znowu aspiracje.

ObserwatorzyObserwatorzy, którzy potknęli się o własne ambicje.

Co natomiast podkusiło scenarzystę, by zaprząc do swojej interesującej skądinąd opowieść tak wulgarny język? Rozumiem, że tłumaczka Olga Mysłowska stanęła na wysokości zadania, nie mogła sobie pofolgować i „poprawić” wielu zdań, tak aby brzmiały one lepiej. Och, to pewnie miał być ten znany Vaughnanowski sznyt na lekki, „naturalny” i swojsko brzmiący dialog bez względu na czas, miejsce czy jakiekolwiek inne uwarunkowania (vide znana mi Saga). I idąc dalej tym mocno już osobliwym zamysłem autor scenariusza wtrynił jeszcze (znowu vide Saga) mocną erotykę. Ba, intensywną! Najmocniejszą. Przepraszam, jakoś nie trafił do mnie ten motyw. I jeszcze ten quasi filmoznawczy charakter kilku wątków – filmowe tropy, które owszem, wskazują na dobry gust autora scenariusza, ale… czemu miało to służyć?

Nierówny to napisać mało. To jeden z bardziej przestrzelonych pomysłów.

Czy jest to wariacja na temat współczesnej kultury podglądactwa? Prawdopodobnie tak. Problem w tym, że komiks nie tylko nie realizuje tych założeń, ale wręcz kompromituje je swoją powierzchownością. To dzieło, które chce być odważne, lecz nie ma śmiałości; chce być prowokacyjne, lecz nie ma nic do przekazania; chce być nowoczesne, lecz tonie w kliszach.

Natomiast Niko Henrichon to rysownik o ogromnym potencjale – potrafi budować atmosferę, operować światłem, tworzyć sugestywne kadry. Rzeczywiście, mamy tutaj tę wizualną brawurę, Obserwatorzy mogą znaleźć uznanie u entuzjastów ciekawych ilustracji (tak, również śmiałych).

Obserwatorzy to dzieło, które miało potencjał, ale nie potrafiło go wykorzystać. Vaughan i Henrichon stworzyli komiks, który jest jednocześnie zbyt głośny i zbyt pusty, zbyt efektowny i zbyt niepewny siebie.

Patryk Karwowski

Rysunki: Niko Henrichon
Scenariusz: Brian K. Vaughan
Tłumaczenie: Olga Mysłowska
Redakcja: Krzysztof Ostrowski
Korekta: Hanna Antos
Ilość stron: 344
Oprawa: twarda z obwolutą
Wydawnictwo: Nagle! Comics
Format: 150 x 230 mm

KOMIKS UDOSTĘPNIONY PRZEZ WYDAWCĘ. ZNAJDZIESZ GO NA PÓŁKACH

Nagle Comics