Backrooms

Znacie z pewnością pojęcie glitch z gier komputerowych? Taka anomalia, błąd w rozgrywce, tekstury źle się nakładają, można wypaść poza pomieszczenie. To mniej więcej dzieje się w Backrooms. To przestrzeń, która nie powinna istnieć, a jednak trwa.

Fajne rzeczy dzieją się za oceanem przy okazji seansów filmu Backrooms. Oto kosztujący dziesięć milionów dolarów projekt wykręca jakieś kosmiczne wyniki w kasie. Ludzie chodzą do kina, dyskutują o filmie, spierają się o niego, interpretują po swojemu (i dobrze!).

Dziś 21‑letni Kane Parsons, główny autor tego zamieszania, ma więc powody do radości. Nie dziwi mnie ta pewnego rodzaju pozytywna zajawka na Backrooms – jest znakomity, przypomina mi kilka innych filmowych zjawisk, głównie tych sprzed kilku dekad.

To film grozy, horror psychologiczny, ale przede wszystkim opowieść‑układanka. To również pewnego rodzaju filmowy escape room, z którego widz chciałby się wydostać. Dzięki środkom formalnym, które potęgują uczucie klaustrofobii i ciągłego niepokoju, przez większość seansu przypomina ostatnie sceny z Blair Witch Project. Pamiętacie zapewne tamten finał z 1999 roku, gdy przez palce patrzyliśmy na kolejne wejścia do pomieszczeń w domu. Tutaj, w Backrooms, jest wiele podobnych momentów, ale nawet one nie stanowią głównego emocjonalnego rdzenia.

BackroomsHorror jak glitch – Backrooms działa jak błąd w rzeczywistości, w który wpadasz i nie możesz wyjść.

Sam film to niespieszny straszak, ale przede wszystkim chodzi tu o to, w jaką ścieżkę interpretacyjną wejdziesz na początku. Historia Carla, który odkrywa w prowadzonym przez siebie sklepie z meblami „przejście” do innej przestrzeni, już sama w sobie jest intrygująca. Wydaje się, że można przejść na zaplecze sklepu przez ścianę i wrócić, kiedy tylko się chce. To coś na zasadzie Narnii, starej szafy i tej czarownicy? Poniekąd tak, ale lwa tutaj nie zobaczysz.

Backrooms to kino, które nie sięga po demony, nie boi się pustych korytarzy, nie musi się też nigdzie spieszyć. Motywem przewodnim jest tutaj zagubienie, ale ja wszedłem w odczyt fabuły, filtrując większość treści przez chorobę psychiczną. Choć to tylko jedna z możliwości. Wracając do zagubienia – mamy tu, w tej upiornie ascetycznej przestrzeni, wgląd w architekturę naszej świadomości: manifestację traum, paranoiczne projekcje, ale też te punkty w kontaktach z wycofanym człowiekiem, w których trudno już do niego dotrzeć. Jest za głęboko w swojej schizofrenii, za bardzo oddalił się od tego przejścia. Tak to widzę.

Groza zbudowana z pustki – film straszy nie potworami, lecz tym, co czai się w naszych własnych korytarzach.

Świat za ścianą to nasze myśli – rozbiegane, niepewne, pełne pomieszczeń, dziwnych, osobliwych, z których nie możemy wyjść. To szufladkowanie, schematy, uprzedzenia, ale też ograniczenia. Tak jest między innymi z Carlem. Jest w rozsypce, a my dostajemy wgląd dokładnie w to, co się z nim dzieje.

Backrooms

Czy to się sprawdza w materii filmowej? Jasne. Wracając do gatunku horroru, który tutaj działa jako próba rozłożenia psychiki na elementy – film funkcjonuje jak puzzle, ale takie, które się rozmontowuje. W trakcie seansu najpierw mamy obrazek, a później go rozkładamy. To osobliwe uczucie, świeże, dobrze wślizgujące się pod skórę.

Estetycznie to również ta groza, której oczekuję od kina. Atmosfera jak w Kod zła, napięcie, tajemnica (też fantastyka), lawina pytań trochę jak w Cube (1997, Vincenzo Natali). Nastrój osiągnięty minimalnymi środkami. Montaż jest powolny, lecz nie ospały. Rytm przypomina chodzenie po labiryncie: powtarzalność, zakręt, powtarzalność, nagłe pęknięcie. Backrooms, innymi słowy, jest o pokojach, które budujemy w sobie, a potem nie potrafimy ich opuścić. Parsons pokazuje, że horror nie musi być zewnętrzny. Może być wewnętrzny – może być przestrzenią, którą sami projektujemy, a potem się w niej gubimy.

Patryk Karwowski

Czas trwania: 110 min
Gatunek: horror
Reżyseria: Kane Parsons
Scenariusz: Kane Parsons, Will Soodik
Obsada: Chiwetel Ejiofor, Renate Reinsve, Mark Duplass, Finn Bennett, Lukita Maxwell
Muzyka: Jeremy Cox
Zdjęcia: Edo Van Breemen, Kane Parsons