Jak bardzo dzieło kultury by nie było wywrotowe, obrazoburcze i jakich by nie zawierało treści problematycznych (to eufemizm, bo Ranx jest po prostu pojebany), nigdy nie stanę w szeregu z Montagiem i innymi strażakami z Fahrenheit 451, by spopielić Ranxa i jemu podobne twory. Tym bardziej, że tych pozytywnych doznań artystycznych jest tu jednak całkiem sporo.
To jest, mimo wszystko, pewien odcisk na historii komiksu, ale przede wszystkim produkt epoki. Granice prowokacji przekracza natychmiast i tam zostaje – po drugiej stronie. Tam nie ma dobrego smaku, ładnych zapachów, elegancji, rurek z kremem, szykownych garniturów, ą ę. Co tam jest?
Ranx jako doświadczenie graniczne i brudna ikona popkultury.
Ranx to trochę komiksowy Dr. Hackenbush. Mam nadzieję, że ktoś wie, co mam na myśli. Brzydki, wulgarny, nieustannie obcesowy. A to i tak delikatne określenia. Wydaje mi się, że niewiele jest tak bezczelnych, tak radykalnych i tak świadomie brudnych komiksów jak ten. Obcowanie z nim przypomina koncert punkowy w zbyt małej piwnicy, gdzie pot i dym mieszają się z poczuciem, że świat naprawdę może się skończyć.
Album można odebrać dwojako: jako arcydzieło anarchistycznej wyobraźni albo jako graniczne doświadczenie, które przekracza krawędź dobrego smaku.
Brutalna groteska epoki.
Powstał w czasie, gdy włoska kontrkultura kipiała od gniewu, narkotyków i politycznych napięć. Liberatore nadał postaci ciało – muskularne, przerysowane, jakby wyrzeźbione z mięsa i chromu. Jego Ranx to cyborg zbudowany z części. Maszyna, która kocha, zabija, nie rozumie różnic, nie bawi się w niuanse. Jego obsesja na punkcie Lubny – okrutnej, manipulującej, wiecznie naćpanej nieletniej dziewczyny – jest sercem tej historii. To miłość toksyczna, brutalna, pozbawiona jakiegokolwiek filtra. To dziwne, agresywne uczucie przypomina emocjonalne zwarcie pod kopułą tytułowego antybohatera.
Fabularnie to mieszanka gatunków: dystopia, satyra, groteska, pornografia, horror społeczny. Gdybym spojrzał bardziej analitycznie, w duchu krytycyzmu, napisałbym, że pod warstwą skandalu kryje się coś bardziej precyzyjnego – diagnoza świata, w którym moralność przestała istnieć. Liberatore i Tamburini potrafili połączyć skrajny naturalizm z groteską tak, by stworzyć ikonę. Ranx jest rzeczywiście radykalny, ale też taki, którego nie da się wyrzucić z pamięci – to już plus. Nawet kiedy sprzątasz po nim głowę, zostaje lepki smar, zapach, atmosfera, której po lekturze nie da się oczyścić.
Scenariusz: Stefano Tamburini, Alain Chabat, Jean-Luc Fromental
Tłumaczenie: Małgorzata Janczak
Ilość stron: 184
Oprawa: twarda
Wydawnictwo: Kultura Gniewu
Format: 210 × 285 mm
