Na pieńku i Będzie piekło oraz zestaw dodatków to drugi tom zbiorczy traktujący o przygodach Owena z klątwą na karku i topora, który pełni funkcję jego moralnego kompasu. Poniekąd. Przypomnę, że „Owen barbarzyńca został przeklęty, a klątwa jest natury bardzo złośliwej dla takiego zakapiora. Musi on bowiem czynić dobro, musi szereg swoich zabójstw konsultować z toporem, który jest jednocześnie tym wyznacznikiem zasad moralnych, listą przykazań z którymi trzeba się najpierw zapoznać, a później dać wychłeptać krwi toporowi.” – tak pisałem w recenzji księgi pierwszej. Tutaj nic się nie zmieniło. A może jednak? Czytajcie dalej.
Księga druga to mocniej, szybciej, głośniej – zgodnie z regułami, którymi kieruje się każdy twórca przy kręceniu, pisaniu czy rysowaniu drugiej części filmu, książki lub komiksu. To niepisana zasada, ale większość przypadków właśnie nią się rządzi.
Barbaric – każdy cios topora jest jednocześnie żartem, komentarzem.
Mam też wrażenie, że dodatkowo śrubę dokręcił Bartosz Czartoryski, autor polskiego przekładu. I od tego muszę zacząć – od tłumaczenia, które teraz, w drugiej księdze, wspaniale niesie całą historię. Jest dobitniej, jest wulgarnie, ale zawsze w ramach obowiązującej i przesadzonej konwencji heroic fantasy, w której topór żyje własnym życiem, rozrywa i pluje czarnym humorem. Co tam pluje – tryska nim niemożebnie.
A Bartosz Czartoryski jest na posterunku, bawi się tym przekładem i, mam wrażenie, czerpie z tego jakąś dziką radość. Jest równie kreatywny jak twórcy najlepszych tłumaczeń animacji Pixara. Może to dziwne porównanie, ale zapewne rozumiecie zamysł. To nie jest przekład i tłumaczenie 1:1 – to żywa zabawa językiem, tak aby płynnie przekazać sedno, lecz w tej dosadnej formie, która mogłaby ulec zniekształceniu przy dosłowności.
Druga księga rozwija się jak seria, która od początku wiedziała, czym chce być: brutalną, ironiczną dekonstrukcją fantasy, ale też komentarzem o naturze przemocy, winy i niekończących się cykli zemsty.
Dekonstrukcja fantasy może być jednocześnie krwawa, wulgarna, błyskotliwa i zaskakująco czuła.
Mamy tu również dopowiedzenie genezy bohaterów, a tematycznie treść krąży wokół pytania, czy barbarzyńca może być dobry, jeśli jego jedynym narzędziem jest siła. Plansze są gęste, często przeładowane, ale nigdy nie gubiłem się w kadrach. To, co ma być w centrum wydarzeń – zawsze tam pozostaje. Linie są ostre, dynamiczne, a akcja układa się w rytm przypominający uderzenia topora.
Z rysunkami bywa różnie: czasem można wpaść w zachwyt (cały otwierający zbiór Na pieńku), a innym razem doznać lekkiej konsternacji (kolejny epizod, czyli dołączona do albumu zeszytówka). Dziwne, bo skład artystyczny jest ten sam – kolorysta i ilustrator. Miejscami jest tam jakby skromniej. A może to tylko decyzja o krótkiej artystycznej pauzie? Niemniej było to zauważalne, choć nie wpływa na odbiór całości.
Natomiast zmiany fabularne w albumach są znaczące. Na pieńku (Axe to Grind) to klasyk tego uniwersum. Owen i topór, na sutym krwawym posiłku, przeskakują z potyczki w bitwę, z bitwy w epicką rozwałkę. Nikt tu nie zna umiaru – od scenarzysty, przez rysownika, po naszego tłumacza. Finał to nowe rozdanie kart i zejście do piekła – dosłownie. Będzie piekło (Hell to Pay) otwiera serię na nowe rejestry. Wprowadzenie piekielnej scenerii nie jest jedynie eskalacją – to próba zmierzenia się z konsekwencjami wcześniejszych wyborów.
Motyw przewodni obu tomów – relacja Owena z gadającym, pijącym krew toporem – wciąż działa jako komediowy kontrapunkt, ale też metafora. Topór jest sumieniem, które nie zna kompromisów. Owen jest człowiekiem, który zna tylko kompromisy. Ich dialog to w gruncie rzeczy rozmowa o tym, czy moralność może istnieć w świecie, który nieustannie ją ośmiesza.
Jestem zachwycony tym humorem (brawa wiadomo dla kogo) nawet jeśli pod koniec pojawiło się lekkie zmęczenie – bo każdy potwór jest większy niż poprzedni, bestiariusz nieskończony, niejako casus z serii Saga.
W szerszym ujęciu traktuję całość (również księgę pierwszą) jako fantasy, które nie chce już powtarzać heroicznych mitów, lecz je rozbrajać. Twórcy doskonale rozumieją, że współczesny odbiorca zna konwencję na wylot, stąd ten ostry skręt w absurd, czasem w parodię. O ironio – to maksymalnie brutalny świat, w którym pojawia się czułość, i nikt się jej nie wstydzi. Polecam.
Rysunki: Nathan Gooden
Scenariusz: Michael Moreci, Nicholas Eames
Kolory: Addison Duke
Tłumaczenie: Bartosz Czartoryski
Redakcja: Sonia Miniewicz
Korekta: Sonia Miniewicz
Skład: Piotr Margol
Ilość stron: 328
Oprawa: twarda
Wydawnictwo: Lost In Time
Format: 170 x 260 mm

