Nie wiem, czy widzowie z początku lat 90. zachodzili w głowę, po co im kolejny Przylądek strachu. Prawdopodobnie nie było wówczas takiego malkontenctwa; nikt nie mógł wyrazić swoich górnolotnych myśli w komentarzach, bo komentarzy nie było. Nie było też obwieszczenia w internecie (bo takiego internetu, jak dzisiejszy, w latach 90. też nie było), że nowym Cadym będzie Robert De Niro. „Po co nam Robert De Niro, Robert Mitchum w 1962 roku to był dopiero bandzior” – mógłby napisać Patryk z Bydgoszczy w 1991 roku pod newsem o nadchodzącym filmie Martina Scorsese.
Ale Przylądek strachu w 1991 roku powstał, tak jak wcześniej istniał Przylądek strachu J. Lee Thompsona. A dziś mamy serial – Przylądek strachu Nicka Antosci (z producenckimi tuzami na zapleczu – Martin Scorsese, Steven Spielberg). Materiał pozostaje ten sam: powieść Johna D. MacDonalda z 1957 roku, wydana u nas w 1992 roku przez Graffiti Ltd.
Mitchum, De Niro, Bardem: ta sama powieść, ten sam demon, inny sposób rozbijania rodzinnych fasad.
Zatem Robert Mitchum, Robert De Niro, a teraz Javier Bardem. Doskonałe trio, również dzięki Bardemowi, który wniósł do roli własną charyzmę, silny niepokój i drapieżność. To zresztą podstawowe cechy antybohatera, który ponownie powraca – tym razem na ekrany telewizyjne.
Przypomnę: Max Cady wychodzi z więzienia i ma zadrę o to, że przesiedział szmat czasu za kratami. W serialu wchodzi w życie Anny i Toma Bowdenów (Amy Adams i Patrick Wilson), którzy brali udział w jego procesie 17 lat wcześniej. Dużo był tam na sali sądowej tajemnic, kłamstw i intryg.
Max Cady przypomina, że najłatwiej rozbić to, co wygląda na stabilne.
Siedemnaście lat to też długi odcinek życia. Można wiele przemyśleć i zaplanować, a Max zaplanował wszystko tak, by mocno naruszyć egzystencję dobrze sytuowanej rodziny.
To zawsze była opowieść o rozpadzie iluzji i o pęknięciach. Pęka więc to piękne życie, kiedy spokojnie wchodzi tam Max – opanowany, ale brutalny. Potrafi omamić, skomplikować komuś codzienność, wywierać wpływ na innych. Wszystko zgodnie z założonym planem: by rozbić to życie, by zniszczyć ten domek z kart.
Dwa odcinki tworzą dobrze spreparowane napięcie, choć nie zaskakują w pierwszych minutach. Za bardzo po sznurku, zbyt wiele wytłumaczone, zbyt gęsto podane. Ale wszystko się poprawia, gdy na scenę wchodzi Max Cady – jego prezentacja jest znakomita. Pierwsze dwa epizody to również pierwsze ciosy w rodzinę: mocne, wyraźne. Już pojawiają się pęknięcia, już można wychwycić fałszywe nuty, które przyświecały tej pięknej rodzinnej pieśni przez ostatnie lata.
Oglądam dalej.
Gatunek: komedia, thriller
Twórca: Nick Antosca
Reżyseria: SJ Clarkson, Morten Tyldum
Scenariusz: Nick Antosca, André Jacquemetton, Maria Jacquemetton
Obsada: Javier Bardem, Amy Adams, Patrick Wilson, Joe Anders, Lily Collias, CCH Pounder
Zdjęcia: Eben Bolter, Celiana Cárdenas
Muzyka: Jeff Russo

