Dzikun

Film Dzikun Andrzeja Barszczyńskiego to obraz spod znaku przygody i przyrody. Te dwa słowa – przygoda i natura – są tu silnie powiązane, współistnieją, chociaż sam film nie dotrzymuje wszystkich obietnic, które składa choćby w fabularnym zarysie. Niestety, i wielka szkoda, bo polskie kino zasługuje na więcej historii o dorastaniu i dojrzewaniu na przyrodniczym poletku, z dala od miejskiego zgiełku.

Napisałem, że „nie wszystkich obietnic”, bo jednak wierzę, iż Dzikun może znaleźć odbiorców, którzy z seansu będą usatysfakcjonowani.

Zaczynając jednak od zaprezentowanych wydarzeń – już one mogą wprawić w lekką konsternację. Bierniuka, młody chłopak ze wsi, jest zafascynowany historią o wilkach. Zresztą nie tylko on; opowieści o wilczycy po trosze zawładnęły umysłami jeszcze kilku podrostków. Bierniuka wykrada młode wilczki z legowiska. Źle zrobił – tłumaczy mu to dokładnie człowiek lasu, Kondrat. Ale na wnioski jest już za późno: młode wracają do matki, jedno zostaje z chłopcem.

DzikunDzikun zachwyca pejzażem, ale gubi emocjonalny ciężar historii.

Zostaje przez niego ochrzczone jako Dzikun. Szybko jednak trafia do niewoli – mocny łańcuch trzyma go krótko na chłopskim obejściu u Mohiły (Ryszard Kotys). Ten sam Mohiła chciałby okiełznać naturę po swojemu, czuje się jej panem, przymierza się do zabicia całej zgrai wilków. Gdzie ta konsternacja? Pojawia się wraz z rozwojem wypadków, które – nawet przy uważnym oglądaniu – mogą stać się niejednoznaczne.

Nie znam Żelaznego wilka, powieści Tytusa Karpowicza, na której podstawie Andrzej Barszczyński nakręcił swój film. Wierzę, że tam, na kartach książki, wszystko jest klarowne, przejrzyste, jest więcej emocji i napięcia. Tego wszystkiego w Dzikunie brakuje; trudno się go ogląda, bo w całości jest wypadkową fabuły i obrazu przyrodniczego. Tutaj, na polu natury, wygrywa jednak wszystko.

Piękno Suwalszczyzny nie ratuje całej opowieści.

Kręcony na pięknej Suwalszczyźnie Dzikun urzeka od początku – od pierwszych kadrów, pierwszych minut, które spędzamy w tym cichym (na pozór!) miejscu. Roi się tu od dźwięków przyrody, wszystkie zostały doskonale wychwycone przez realizatorów. Tomasz Tarasin, autor zdjęć, pięknie zaprezentował nasz kraj, naturę, miejsca tak odległe od ludzkich skupisk. Lasy, gęste szuwary, jeziora, strumyki – to wszystko autentycznie zachwyca. Dodatkowo większość tych scen uchwycono przy świetnym oświetleniu, a kolory robią ogromne wrażenie.

Dzikun

Ten film miał mocny potencjał, który nie został niestety wykorzystany, albo raczej został spożytkowany w niewielkim ułamku. Dla niektórych widzów te piękne okoliczności przyrody mogą wystarczyć za wszystko – nie przeczę. Jednak gdy zlepi się całość we własnej wyobraźni, doda dramatyzmu (którego tu brakuje), wnet zobaczycie, jaki Dzikun mógł być.

Przecież to są świetne, uniwersalne treści: chłopak zaprzyjaźnia się z dzikim zwierzęciem, uwalnia je, ich tropem rusza zły człowiek, finał to ich konfrontacja. Wszystko tu jest, ale jakby bez polotu. Niemniej i natura (zdjęcia!), i zwierzęta, i nawet ten cichy chłopak – wszystko jest na miejscu. Całej reszty żal.

Patryk Karwowski

Czas trwania: 70 min
Gatunek: dramat, przyrodniczy, przygodowy
Reżyseria: Andrzej Barszczyński
Scenariusz: Andrzej Barszczyński
Obsada: Dariusz Wiatrowski, Ryszard Kotys, Jerzy Zygmunt Nowak, Tadeusz Szymków
Muzyka: Piotr Marczewski
Zdjęcia: Tomasz Tarasin