Ten tytuł z pewnością znajdzie się na wielu zestawieniach z 2026 roku. Jasne, to wznowienie, ale pod skrzydłami nowego wydawnictwa. Mamy więc nowe wydanie, tym razem w integralu, w którego skład weszło sześć rozdziałów. To już jest pewne novum, bo 20 lat temu czytelnicy zatrzymali się na części piątej (Ślady, czyli Vestiges). Dostaliśmy też nowe tłumaczenie (tutaj za przekład jest odpowiedzialny Paweł Łapiński).
Komiks to praca duetu: Éric Corbeyran (scenariusz) i Richard Guérineau (rysunki). Obaj to twórcy o ugruntowanej pozycji na komiksowym rynku. Ich współpraca, oparta na wzajemnym zaufaniu, pozwoliła Pieśni strzyg wyjść poza ramy typowego thrillera. Jeżeli miałbym zacząć pisać od gatunkowej przynależności, to dla mnie Pieśń strzyg lokuje się gdzieś na przecięciu thrillera konspiracyjnego, fantastyki i grozy.
Twórcy operują strukturą śledczą, ale unikają zagrywek z klasycznych kryminałów. Wprowadzają elementy nadnaturalne, ale nie wchodzą na terytorium horroru. Niebywałe, że przy tylu nurtach komiks jest prowadzony z żelazną konsekwencją w jasno obranym kierunku. Mnie najbardziej przypomina coś na kształt Archiwum X, ale ilekroć do głosu dochodziła tytułowa Pieśń strzyg, miałem w pamięci Koniec dzieciństwa (głównie przez tytułową figurę) Arthura C. Clarke’a (a raczej jakąś jej upiorną wersję, która nigdy nie powstała).
Cały worek gatunków, ale każdy jeden doskonale zaprezentowany.
Serię otwiera nieudany zamach na prezydenta. Departament obrony znalazł sobie kozła ofiarnego – ochroniarza głowy państwa, agenta Kevina Nivka. Oskarżony o szereg zaniedbań zostaje zwolniony ze służby w trybie natychmiastowym. Mężczyzna się nie poddaje, zaczyna drążyć. Na miejscu zamachu był jeszcze ktoś, a raczej coś. To tajemnicza istota. Do gry włącza się także tajemnicza agentka. Kobieta działa według własnych priorytetów, a jej cele nie są jasne. Wątki będzie spinało zawsze widmo czegoś niejasnego – tajemniczy byt spoza naszego świata.
Zatem sześć epizodów, a przed nami kolejne. W oryginale Pieśń strzyg jest już na etapie osiemnastej przygody, zatem mamy co nadrabiać. Zastanawia mnie tylko, dlaczego w tej edycji epizod trzeci (oryginalny Emprises) i czwarty (Expériences) został przetłumaczony tak samo – jako Usidlenia. W pierwszym wydaniu były to odpowiednio Wpływy i Doświadczenia. Czy to jakiś błąd składu?
Wracając do omówienia, to dostaliśmy doskonałą historię głównie za sprawą scenariusza. Éric Corbeyran pisze historię według pewnych sprawdzonych wzorców. Opowieść jest zimna, precyzyjna, podszyta paranoją i obsesją kontroli. Wątki polityczne i konspiracyjne Corbeyran prowadzi pewną ręką, bez efekciarstwa. Richard Guérineau rysuje sprawnie; jego kreska jest surowa, ale elegancka. Twarze są napięte, kadry zwarte, a dynamika scen akcji klarowna. Gorzej jest w sekwencjach, gdy jest walka i sporo ruchu, jakaś ucieczka. Niektóre figury wyglądają zabawnie przy skokach, bohaterowie są ujęci niekoniecznie w tych najbardziej efektownych pozach (skok przez okno, turlanie się itd.).
Pieśń strzyg jako świetny klasy, w swojej szerokiej konwencji jeden z lepszych.
Osobną kwestią jest kolorystyka. Tutaj widać spory spadek formy pomiędzy pracą Isabelle Merlet (tomy 1–4) a Véronique Dorey (5–6). Jasne, to kwestia wrażliwości czytelnika, ale i zapewne kwestia przyzwyczajenia. Jednak nagły przeskok z jakości, do której przyzwyczaiła mnie Merlet, w porównaniu do tego, co zaoferowała Dorey, był jak kubeł zimnej wody. Barwa od Merlet to ta cieplejsza, z wyczuwalną ręczną miękkością. Kolory miały naturalny oddech i podkreślały thrillerowy klimat serii. Praca Dorey jest już cyfrowa – chłodniejsza, bardziej sterylna, z mocniejszym kontrastem. Dlatego niektóre puste tła wyglądają po prostu źle, z nałożonym najprostszym gradientem, przejściem z jednego koloru w drugi.
I pomimo tych kilku mankamentów wciąż uznaję ten komiks za bardzo dobry! Mroczny, spiskowy, podszyty grozą. Korzysta z konwencji political thriller, ale dodaje element nadnaturalny – tytułowe Strzygi, tajemnicze istoty działające w cieniu struktur władzy. Gatunek jest tu narzędziem do budowania paranoi. Nie ma superbohaterów. Jest strach, tajemnica i powolne odkrywanie kolejnych warstw manipulacji.
W kwestii inspiracji zarówno Corbeyran jako i Guérineau czerpią z tych najlepszych wzorów, własnych ulubionych tytułów (tak mniemam) zarówno jeżeli chodzi o warstwę literacką, jak i po prostu obraz. Rozdziały rozpoczynają się cytatami. Znajdziecie tam Petera Strauba, albo Edgara Alana Poego (to określenie nastroju). Niektóre postaci ze swoimi facjatami są jakby żywo wyjęte z innych filmów. Ja dostrzegłem Vincenta Vege, ale jest również sobowtór Woody’ego Allena. Mało? Agentka jak z Matrixa, Sam duet to przecież Mulder i Scully, a gdyby się pokusić o szerszy kontekst samej fabuły, to znajdzie się i Lovecraft – starożytne istoty żyjące obok ludzi. Sporo, ale wciąż w nawiasie Pieśni strzyg, dziele przemyślanym i dziarsko idącym naprzód. Świetny!
Rysunki: Richard Guérineau
Kolory: Isabelle Merlet, Véronique Dorey
Tłumaczenie: Paweł Łapiński
Skład: Piotr Margol
Redakcja: Maciej Mrozowski
Korekta: Agata Bogusławska
Ilość stron: 296
Oprawa: twarda
Wydawnictwo: Lost in Time
Format: 210 x 290 mm

