Kino zemsty to temat rzeka – rozległy, wielowarstwowy i nieustannie odnawiający się. Niezależnie od tego, ile tytułów przywołamy, zawsze znajdą się kolejne, równie znamienne przykłady wpisujące się w ten fascynujący nurt. To gatunek wyjątkowo wdzięczny, a zarazem jeden z tych, które od lat pozostają blisko mojego filmowego serca.
W centrum opowieści o zemście leży odpowiednio wysoka stawka, antagonista dotkliwie zraniony oraz oni – sprawcy, oprawcy, ludzie, którzy jeszcze przez chwilę mogą cieszyć się względnym spokojem. Klasyki „revenge movies” moglibyśmy wymieniać bez końca, a lista i tak domagałaby się kolejnych dopisków.
Tym razem nie chodzi jednak o kanon. Sekcja komentarzy pozostaje oczywiście do Waszej dyspozycji, lecz w samym zestawieniu próżno szukać Kill Billa, Oldboya czy Pluję na twój grób. Nie znajdziecie tu również Godziny zemsty, Kruka ani nawet Życzenia śmierci. Wszystkie te filmy darzę ogromną sympatią, ale…
Tym razem wybrałem dziewięć tytułów, które mogły umknąć Waszej uwadze. Zapewniam, że w każdym z nich parszywi ludzie dopuszczają się czynów podłych, a kara – nieuchronna i zasłużona – prędzej czy później ich dosięga. To kino okrutne na wielu poziomach, ukazujące człowieka jako istotę zdolną do najgorszych rzeczy )ludzie to bestie!), a jednocześnie bohaterów (i bohaterki), których determinacja potrafi przekraczać granice wyobraźni.
Przed Wami dziewięć filmów czasem niedocenionych, czasem zapomnianych, zawsze jednak wyjątkowo mocnych. Dla miłośników gatunku to pozycje absolutnie obowiązkowe.
Black 47 (2018), reż. Lance Daly
Do miejsca akcji i historycznego tła nawiązuje już sam tytuł. To rok 1847 w Irlandii, okres wielkiego głodu spowodowany głównie przez chorobę ziemniaka, gdzie pierwsze zbiory ucierpiały w 1845 roku. Ale to nie sam ziemniak przyczynił się do masowego pomoru ludności, a czynsze, które chłopi wciąż musieli płacić koronie. Egzekwowano je regularnie i bezlitośnie, tak jak to reżyser, Irlandczyk Lance Daly skrupulatnie przedstawił. Ucierpiała populacja Irlandii, zmarło przeszło półtora miliona ludzi, kolejne miliony masowo emigrowały, głównie do Ameryki. Rząd brytyjski nie interweniował, lecz ściągał kolejne podatki i sprawował pieczę nad rezerwami żywności. W ten czas i miejsce wraca Feeney (James Frecheville), irlandzki żołnierz, który przelewał krew dla królowej, a teraz może zaobserwować jak królowa upuszcza krwi jego bliskim.
To irlandzki neo-western i kino zemsty w jednym. Jest bardzo szorstki, przedstawiony bezpardonowo w swoich historycznych realiach. Feeney wchodząc na ścieżkę zemsty przemierza drogę od adresu do adresu przez kolejne osoby, które odpowiadają za jego osobiste straty, ale i straty całego narodu. CZYTAJ WIĘCEJ
Bull (2021), reż. Paul Andrew Williams
Kino zemsty w tym wydaniu to czysty, surowy obraz o potępionych duszach, które nie zasługują na drugą szansę. Wszystko jest tu dobitne, mroczne i przygnębiające. Ze sposobem uchwycenia przemocy obraz Paula Andrew Williamsa zrównuje się z Listą płatnych zleceń (Kill list) Bena Wheatleya. Kolory są ponure, muzyka oszczędna, akcja rozgrywa się w półmroku, pod migającymi latarniami, a Bull jest szalony. Jest czyścicielem, wysłannikiem ostatniej posługi, gdy skończy zlecenie, może spokojnie wrócić tam, gdzie jego miejsce. Bez fałszywych nut, jasno sprecyzowany i konsekwentny udowadnia, że nawet z mikro budżetami wciąż można zrobić wiele. a dzięki zaangażowaniu aktorskiej trupy pokazać silne emocje. Niezależność odbija się pozytywnie na przekazie. Obskurne pomieszczenia, słabe oświetlenie, „amatorski” sznyt w sposobie kręcenia, ale też wyraziste charaktery to zasługa właśnie brytyjskiego rodowodu. Bardzo dobry Bull pozostanie z Wami na dłużej niż tych kilka godzin po seansie, bo potrafi mocno uderzyć, powalić, odrąbać rękę, oblać benzyną i podpalić. CZYTAJ WIĘCEJ
Naked Vengeance – Naga zemsta (1985), reż. Cirio H. Santiago
Carla Harris (Deborah Tranelli) dostała od życia bardzo wiele. Ma urodę, talent, jest aktorką w Los Angeles. Ma wspaniałego męża, kolacje na mieście, ładne auto. Wielkie miasto, to też niebezpieczeństwa, takie jak tej nocy. Ukochany wstawia się za wołającą o pomoc i dostaje kulkę. Zrozpaczona Carla będzie próbowała pozbierać się po stracie ukochanego w rodzinnych stronach, wydawałoby się miłej i cichej mieścince, gdzie znają się wszyscy. Owszem, wszyscy znają się, tak samo jak wszyscy zazdroszczą Carli urody, pragną ciała. Nie będzie miała spokoju. Po kilku zaczepkach, odmowach, agresywnych sytuacjach grupa rozochoconych alkoholem mężczyzn wpada do domu Carli i urządza jej piekło.
Dla Cirio Santiago, reżysera, który zapisał się złotymi zgłoskami w kinie eksploatacji Made in Philippines, Naga zemsta była trzecim nakręconym filmem w 1985 roku, a na liczniku twórca miał już ponad 80 obrazów, kilkadziesiąt przed sobą. Z planu filmowego Santiago więc nie schodził. Jednak w tej ilości materiału, którą niepokorny Filipińczyk „przerabiał”, zdarzają się perełki takie jak Naga zemsta. Tym razem kręcił częściowo w Stanach nie zapominając jednak o urokliwych miejscach z rodzinnych stron. Za podłoże fabularne posłużyła mu inna obskura eksploatacji, mianowicie zrealizowany siedem lat wcześniej Pluję na twój grób Meira Zarchiego. CZYTAJ WIĘCEJ
Darkland (2017), reż. Fenar Ahmad
Pierwszorzędne kino zemsty, gęste i klimatyczne. Opowiedziany z werwą w scenach, gdy bohater jest przyparty do muru i ze spokojem, gdy przychodzi czas na konfrontacje z samym sobą. To opowieść o wojowniku, który poświęcił życie na doskonalenie samego siebie. Od dzieciaka, gdy pilnie się uczył, przez treningi, gdy wylewał pot na macie. Jako osoba poważana, spokojna, ustatkowana rzuca wszystko i cofa się na podwórko, by spojrzeć zbrodni w oczy. Taka historia powielana w kinie raz za razem sprawdza się doskonale tylko wtedy, gdy spełnionych jest kilka warunków – charyzmatyczny bohater, mocne sceny (kilka wyjątkowo dosadnych popisów kaskaderskich), wartka akcja i dramatyczny finał. To kawał mięsistej historii. Europejskie kino w wydaniu niezależnym potrafi zaskoczyć swoim bezkompromisowym podejściem. Ponownie. CZYTAJ WIĘCEJ
Instant Death (2017), reż. Ara Paiaya
Bradley przylatuje do córki, która mieszka (już ze swoją córką) na jednym z osiedli – świrowni. Główny bohater staje się świadkiem jednej z normalnych, codziennych strzelanek, więc zginąć też musi. Ucieka, ukrywa się i zapomina o sprawie. ONI nie zapomnieli. Znajdują mieszkanie córki, oczywiście pod nieobecność Bradley’a i robią mayhem jakiego kino nie widzi często. To makabryczny wjazd na chatę, w którym ofiary fruwają, są gwałcone, siekane i maltretowane na zmianę. Końcowy make-up wyszedł tak, że co wrażliwsi przymkną oczy. Samo w sobie jest to idiotyczne, bo chociaż bardzo wymowne, to co najmniej niezrozumiałe jako działanie grupy przestępczej. Ale to założenie kina-zemsty, gdyż późniejsze wybory muszą być dobrze uwarunkowane. A wierzcie mi, że po takiej siekance drogi innej niż zemsta być nie może. John Bradley porusza się jakby wielka ciężarówka chciała zaparkować w małej zatoczce, ale muszę przyznać, że jego muskulatura wciąż robi wrażenie. Film jest bardzo brutalny, krew wygląda naturalnie, sceny walki są porządne, chociaż z wiadomych względów to kilka wymian z każdym przeciwnikiem. W ruch idą noże, broń palna, krzesła, stoły itd. Nieliczne efekty (koszmarny wybuch granatu) to podstawowe funkcje prostych aplikacji. Ale co tam. Całość przelatuje szybko jak pocisk i stanowi spore wytchnienie od produkcji z wypasionymi budżetami. CZYTAJ WIĘCEJ
Bad day for the cut (2017), reż. Chris Baugh
Kolor, który sączy się z początku delikatnym strumieniem, by ostatecznie wpłynąć na rozległe jezioro wypełnione czerwienią. Ginie matka, bogu ducha winna kobiecina, która de facto była już jedną nogą po tamtej stronie. A jednak musiała komuś zajść za skórę, skoro zajmują się nią zawodowcy. A Donal? Donal spał w swoim ostatnim utraconym marzeniu, niedużym kamperze przeznaczonym na podróż życia, którym nigdy w ową podróż nie miał ruszyć. I pewnie skończyłby samotnie w tej głuszy, bo pochował już matkę. Zabójcy wiedzą, że nie dokończyli sprawy i wracają po mężczyznę.
Tak by smakowało kino zemsty, gdyby zajął się nim Ken Loach i inni niezależni filmowcy z wysp. Jest bardzo szaro, buro, z ludźmi, których spotykasz na przystanku autobusowym o 7 rano. Tu nie ma pośpiechu, zrywu, brutalnych scen. Jest zemsta, która wygrywa się na tych samych nutach co Blue Ruin. Ostatecznie jest tak samo gorzka, bo główny bohater wchodzi w interakcje z czymś czego nie znał. Zaczyna grzebać w przeszłości, o której pojęcia nie miał i być może poznać nie chciał. Zemsta nie dotyczy bowiem tylko jego, a idzie dalej, sięga wcześniej, dotyka spraw, które zataczają kręgi już od dawna w swoim nieporadnym egzekwowaniu zadośćuczynienia. CZYTAJ WIĘCEJ
Handgun (1984), reż. Tony Garnett
To historia narodzin heroiny, przemiana ofiary w drapieżnika, jednak jakże daleka w środkach wyrazu od innych z serii ’rape and revenge’, w tym na przykład Ms. 45 z 1981 roku. Ferrara od razu wyrzuca bohaterkę przez okno i nie widzimy innej możliwości dla jej wyzwolenia niż otwarta wojna z męskim gatunkiem. W Handgun historia przedstawia się zgoła inaczej.
Kathleen to skromna dziewczyna, nauczycielka, która przeprowadziła się do Dallas w Teksasie. Uczy historii, poznaje Larry’ego (Clayton Day) – prawnika, wielkiego miłośnika broni, wyborowego strzelca. Jest pacyfistką, katoliczką, porządną dziewczyną. Wielka zasługa debiutantki Karen Young (i oczywiście scenariusza), że nie stworzyła postaci dewotki. O nie. To po prostu dziewczyna z sąsiedztwa. Lubi wino, jest inteligentna, uczciwa, dobra.
Tony Garnett nakręcił w 1984 roku film, który wygląda jak produkcja telewizyjna z lat 70. W tym przypadku działa to na plus, bo cała historia jest skromna i wydaje się mieć bardziej dramatyczny, subtelniejszy wydźwięk. To nie tylko kino zemsty. Ta w końcu się dokona i będzie miała gorzki wyraz dla obu stron. Ten film to dość szeroki obraz kultury posiadania broni, hołubienia tym, którzy potrafią się nią dobrze posługiwać. CZYTAJ WIĘCEJ
The Horseman (2008), reż. Steven Kastrissios
W większości filmów o zemście odwet na oprawcach znajduje w widzach pełną akceptację. Wyrządzone krzywdy, strata najbliższych, to zawsze poruszało i będzie poruszać najmocniej.
Australijski reżyser Steven Kastrissios na pierwszy rzut oka nie pokazał w zemście dużo więcej, niż jego koledzy po fachu. W głównej roli zobaczymy Petera Marshalla wcielającego się w biznesmena – Christiana, który stracił jedyną córkę. Nie da się ukryć (i jako widzowie szybko do tego dojdziemy), że kontakt z córką miał już słabszy. Ale… była już dorosłą osobą, w pełni odpowiedzialną za swoje czyny, uzależnienia, wybory. Niemniej, nic tak nie boli jak widok faceta, który musi w prosektorium rozpoznać zwłoki swojego jedynego dzieciaka.
W jej krwi wykryto większość dostępnych na rynku narkotyków. Kolejną sprawą jest to, że Christian dostaje taśmę, na której widać córkę jako „aktorkę” w filmie porno. Nie jest to profesjonalne dzieło z fabryki snów. To porno obskura kręcona na zapleczach ubojni. Jest już mało ważne, czy za kasę, czy za działkę. Oglądanie taśm z nakręconym materiałem z hali magazynowej z trzema typami to jak walec przejeżdżający po czaszce. Dziewczyna utonęła we własnych wymiocinach i została porzucona na ulicy. Wykorzystana i wyrzucona na śmietnik. Odpad, którym z samego rana zajęły się służby porządkowe. CZYTAJ WIĘCEJ
Prywatne Śledztwo (1986), reż. Wojciech Wójcik
Prywatne śledztwo rozpoczyna się od sielanki rodziny inżyniera Rafała Skoneckiego, który gwałtownie skręca w kierunku śmierci, przychodzi smutek, żal i gorycz, by ostatecznie znaleźć ukojenie w matce wszystkich najpiękniejszych filmowych spełnień – zemście. Początek skojarzył mi się z sielanką rodziny Franka Castle’a ze wstępu do historii Punishera. Tam czytelnik, tutaj widz obserwuje piękne rodzinne chwile. Piknik na łonie natury, śmiech, złapane w kadr uśmiechy. Wszystko w ciepłych kolorach letniego popołudnia nad pięknym polskim jeziorem. O ile w Punisherze śmierć przychodzi nagle pod postacią mafijnych porachunków, tak tutaj Rafałowi przyjdzie jeszcze chwilę poczekać na spotkanie z kostuchą. Skonecki jest inżynierem, niegdyś utytułowanym kierowcą rajdowym. Jednak nawet największe umiejętności na nic się zdadzą przy nieogarniętym, pijanym kierowcy tira. Podczas powrotu z wycieczki rozpędzona ciężarówka powoduje wypadek i samochód Skoneckich wpada na drzewo. Udało się przeżyć tylko Rafałowi. „Miał szczęście” – mówi lekarz. „Co to za szczęście?” – słusznie kwituje milicjant grany przez Jerzego Trelę.
Tak wygląda zmierzch człowieka i narodziny mściciela. Skonecki nie może się pogodzić z faktem, że kierowca pozostaje nieuchwytny, i postanawia na własną rękę szukać zabójcy. CZYTAJ WIĘCEJ









