PoNapisach
Tumblr Instagram Facebook Twitter
NAJNOWSZE LOSOWE
STREFA VHS

Prywatne Śledztwo (1986)

Prywatne Śledztwo - 1986Moja poniższa recenzja ukazała się również na portalu NoirCafe.pl, link tutaj.

Przeżyłem szok. Autentycznie. Nie uważałem Wojciecha Wójcika za dobrego reżysera. Nie cierpię jego Ekstradycji. Absolutnie nie mogę pojąć fenomenu tego serialu i drugiego, trochę mniejszego (choć jakiś tam kult był) – Sfory. Nie mam na myśli odtwórcy głównej roli. Marek Kondrat jest i na zawsze będzie przeze mnie uwielbiany jako jeden z pomników polskiego kina. Jednak Wojciech Wójcik i jego policyjny serial to porażka na całej linii. Oglądałem (a jakże!) większość odcinków. I do dzisiaj pamiętam finał któregoś sezonu (wybaczcie, nie wiem którego, chcę o nim już zapomnieć).


Atak policyjnych służb specjalnych na dworek to jakieś spotkanie kumpli na paintballa. Wybuchy granatów-petard. Bieganie pod osłoną skoszonej trawy i emocje na poziomie walki na drewniane miecze. Koszmarne to było. No dobra… nie widziałem wszystkich filmów reżysera, jak chociażby Karate po polsku (podobno jeden z tych „kultowych”).

Z reguły wybieram film z jakiegoś powodu. Prywatne śledztwo chodziło mi po głowie od dłuższego czasu, głównie ze względu na Romana Wilhelmiego. Wracam tym samym do szoku z pierwszego zdania recenzji. Reżyseria – Wojciech Wójcik i bam! Film petarda. Co się stało Wojtas? Dlaczego reszta twojej filmografii nie wygląda tak jak film z 1986 roku? Nie wiem.

Prywatne Śledztwo - 1986
Prywatne śledztwo rozpoczyna się od sielanki rodziny inżyniera Rafała Skoneckiego, który gwałtownie skręca w kierunku śmierci, przychodzi smutek, żal i gorycz, by ostatecznie znaleźć ukojenie w matce wszystkich najpiękniejszych filmowych spełnień – zemście. Początek skojarzył mi się z sielanką rodziny Franka Castle’a ze wstępu do historii Punishera. Tam czytelnik, tutaj widz obserwuje piękne rodzinne chwile. Piknik na łonie natury, śmiech, złapane w kadr uśmiechy. Wszystko w ciepłych kolorach letniego popołudnia nad pięknym polskim jeziorem. O ile w Punisherze śmierć przychodzi nagle pod postacią mafijnych porachunków, tak tutaj Rafałowi przyjdzie jeszcze chwilę poczekać na spotkanie z kostuchą. Skonecki jest inżynierem, niegdyś utytułowanym kierowcą rajdowym. Jednak nawet największe umiejętności na nic się zdadzą przy nieogarniętym, pijanym kierowcy tira. Podczas powrotu z wycieczki rozpędzona ciężarówka powoduje wypadek i samochód Skoneckich wpada na drzewo. Udało się przeżyć tylko Rafałowi. „Miał szczęście” – mówi lekarz. „Co to za szczęście?” – słusznie kwituje milicjant grany przez Jerzego Trelę.

Prywatne Śledztwo - 1986
Tak wygląda zmierzch człowieka i narodziny mściciela. Skonecki nie może się pogodzić z faktem, że kierowca pozostaje nieuchwytny, i postanawia na własną rękę szukać zabójcy.

Co to był za cudowny i ożywczy seans sygnowany przez polską kinematografię. Na tle skądinąd miałkiego kina sensacyjnego produkowanego u nas w kraju Prywatne śledztwo może z powodzeniem stanąć u boku Psów Pasikowskiego. Przesadzam i niezdrowo się podniecam? Nie.

Prywatne Śledztwo - 1986
Roman Wilhelmi, który gra tu oczywiście pierwsze skrzypce, wcale nie przyćmiewa swoją postacią całego szeregu dobrze dobranych aktorów. Co ciekawe, każdy odgrywa swoją rolę idealnie, pomimo tego, że postaci jest dużo i każda ma wpływ na śledztwo oraz całą akcję filmu. Jest kilka irytujących mnie nazwisk w naszym rodzimym przemyśle filmowym. Jak chociażby Jan Jankowski. Tutaj nie dość, że nie irytował, to wypadł bardzo dobrze. Wójcik, w tym przypadku odpowiedzialny również za scenariusz, skonstruował swoją opowieść, całkowicie koncentrując się na zemście i podporządkował jej wszystko. Szukanie sprawcy, dylematy moralne, w końcu odwet na innych kierowcach (a co! Też jest gnojem i stanowi zagrożenie, więc trzeba go ukarać). Jakby było mało atrakcji, nasz mściciel dosiada crossową jawę enduro sport (zapewne w 1986 roku po seansie motocykl tej marki był nader pożądaną rzeczą). Ubrany w czarną skórę, na głowie ma markowy czarny kask carrera. Wygląda jak bohater zacnego exploitation. Zaciśnięte pięści, zdecydowany krok, taki powinien być bohater kina akcji z lat 80. Wracając do mojego pytania: nie wiem, co się stało reżyserowi ani dlaczego nie podążył dalej tą drogą. Film zdecydowanie nadaje się do rekonstrukcji cyfrowej, jednak nawet bez tego wciąż wygląda i brzmi dobrze. Dialogi świetnie słychać (a to jedno z moich głównych narzekań przy polskich filmach). Zdjęcia Jacka Mierosławskiego poprawne, chociaż zabrakło kilku zachodów słońca i przejeżdżającej jawy na ich tle. Taki film aż prosi się o nieszablonowe ujęcia. Kamera przy kole, złapane w ujęcie refleksy świetlne, odbicia od kasku.

Prywatne Śledztwo - 1986
Finał filmu to już prawdziwy majstersztyk. Razem z twistem stanowi nowatorskie w swojej wymowie dzieło Wojciecha Wójcika. Prywatne śledztwo będzie od tego momentu dla mnie wizytówką reżysera i jego najlepszym filmem.

8/10 - bardzo dobry

Czas trwania: 95 min
Gatunek: Sensacyjny
Reżyseria: Wojciech Wójcik
Scenariusz: Wojciech Wójcik
Obsada: Roman Wilhelmi, Jerzy Trela, Janusz Bukowski, Jan Jankowski
Zdjęcia: Jacek Mierosławski
Muzyka: Zbigniew Górny

  • Simply

    Też nie lubię ,, Ekstradycji'' ani ,, Sfory'' . W ogóle Wójcik lepiej wypada w kinie, niż w TV.
    Niezły jest ,, Trójkąt Bermudzki'' , choć zakończenie może budzić wątpliwości : na siłę wciśnięte ,deus ex machina' , żeby nie było, ze zbrodnia popłaca. ,, Karate po Polsku'' bardzo fajne, broni się po latach bez problemu. Z póżniejszych rzeczy ,decydowanie udany jest ,, Tam i z Powrotem' 2001 z Gajosem i Fryczem ; skromny , bez zarzutu skonstruowany heist movie z kapitalnie nakreślonym tłem gomułkowskiego real-socjalizmu , jak nie widziałeś, to koniecznie.
    ,, Prywatne Śledztwo'' to jeden z najbardziej udanych reprezentantów polskiej crimewave lat 80' , która wydala m. in. takiego pięknego stwora , jak ,, Na Całość '' Franciszka Trzeciaka , czy box office'owy hit ,, Zabij Mnie Glino'' Bromskiego.
    Wtedy mieliśmy kino prawie , jak Włosi : kręciło się peplum ( Thais ) , horrory , space opery i przygodówki z elementami sf , horroru i mondo ( które ogarniał Il Grande Marco Piestracco ) , szmatławe drugsploitation z tezą( Czas Dojrzewania , Alabama ) , do tego artystyczne dramaty bez kitu na miarę Bertolucciego ( ,, Magnat '' Bajona ) to i bikerskiego vigillante movie zabraknąć nie mogło 🙂

  • "Prywatne śledztwo" oglądałem lata temu i też zrobiło na mnie dobre wrażenie. Wybija się także pozytywnie na tle naszego kina tamtych lat, bo "amerykańskość" nie razi i nie irytuje. Wilhelmi też miał okazję zagrać postać nieco podobną jak w "Ćmie", a jakże inną od cwaniaków Dyzmy i Anioła.

  • "Trójkąt Bermudzki" widziałem i słabo pamiętam (pamiętam wybuch samolotu, ale to pewnie wszyscy pamiętają :). "Karate po Polsku" obejrzę na pewno. "Tam i z powrotem" wygląda na jedną z poważniejszych rzeczy Wójcika. "Zabij mnie glino" bardzo lubię. Finał na placu zabaw na blokowisku jest świetny. No i Linda się pewnie ucieszył, że w końcu ucieka a nie goni 🙂 Tak dla odmiany.

  • Ostatnio coś mnie własnie wzięło na Wilhelmiego i obejrzałem kilka filmów pod rząd z jego udziałem. "Ćma" bardzo fajna i oryginalna. Roman jako radiowiec tonący w szambie ludzkich problemów zapomina, że sam też ma niemałe. Ostatnie sceny mocarne. Przy stole, z uśmiechami w jego kierunku. Jak do pacjenta, któremu trzeba przytakiwać. Właśnie skończyłem "Zapach psiej sierści". Trochę kryminał, trochę wakacyjna przygoda w Bułgarii. Scenariusz może i nośny (narkotyki, szajka przemytników, romansik z dziewczyną o imieniu Hedi). Dla mnie jednak była to bardziej nostalgiczna podróż niż sensacja. Mankamentem jest obsada – wszyscy poza Wilhelmim do wymiany.

  • Ekstradycji i Sfory widziałem kilka odcinków, nie wciągnęły mnie te seriale. Ale bardzo podobały mi się zarówno Prywatne śledztwo jak też Tam i z powrotem. Ten pierwszy to prawdziwa perła, porządny dramat kryminalny podejmujący problem, który do dziś jest aktualny. Chodzi o pijanych kierowców, z każdym kolejnym rokiem przybywa ich coraz więcej.