Ile razy mogliście tutaj przeczytać o tytułach traktowanych przeze mnie w ramach 'guilty pleasure’? Podpowiem, raz albo dwa razy. Nie praktykuję tego, nie mam na to czasu. Nie piszę też o „paździerzach” (fuj słowo), o „najgorszych filmach roku” (bądźmy poważni), albo „o tak złych, że aż dobrych”. Ale stało się, trafił się serial przy którym wytrwałem do końca, chyba głównie dlatego, że chciałem mieć swój 'guilty pleasure’.
Gliniarz, który po czasie skapnął się, że ten błysk światła w oddali to może być odbicie od aparatu (czyli będzie zdjęcie podejrzanego!), krąg podejrzanych jak u Agathy Christie, śledztwo które opiera się na… cholera, nie wiem na czym, ale na pewno nie na wątkach, które powinny być brane pod uwagę. Gdzie monitoring, gdzie przesłuchania.
Osiem epizodów strzelania w pustą bramkę.
Rzecz idzie o porwane dziecko sprzed prywatnego Hogwartu. Kilkuletni synek to dziecko rodziców, którzy mieszkają w willi w jej zachodniej części przez pierwszą połowę roku, później przenoszą się do lewego skrzydła. Co robią? Pieniądze robią, przesuwają wykresy, coś tam w Excelu. Zarządzają aktywami, kupują planety, kanapki z hajsem wypadają z torebek. Szczęśliwa rodzina? Nic z tych rzeczy, bo To jej wina, tak stoi w tytule. Ten upiornie moralizatorski akcent ma już w tytule. Rozumiesz sugestię? To jej wina ma być tytułem ironicznym, bo przecież „to jej wina, matki wyrodnej”, a nie jego (czyli tak naprawdę nie jej, bo to taka manipulacja jaką uprawiają z założenia serialowi mężczyźni). I zostają podstawieni pod ścianą, oni, faceci z tego serialu. Nie ma tu ani jednego porządnego gościa, wszyscy jak jeden mąż postanowili być tym balastem dla kobiet.
Zmarnowany potencjał? Nie, potencjału nie było.
I nie chodzi mi o żadną obronę męskiego gatunku, mamy więcej za uszami niż nam się wydaje. Ale ładowanie z serii z karabinu maszynowego ot tak, żeby nikt z nas nie przeżył? Nie znam innego takiego przypadku, ale oczywiście nie widziałem wszystkich filmów i wszystkich seriali. Osiem epizodów wskazywania winy. To znaczy: on jest zawsze manipulatorem, miga się od obowiązków rodzinnych, mataczy, a ona jest tą naiwną, tonącą (bo ten balast). I to nie świadczy też dobrze o prezentacji kobiety, bo każda wydaje się przez to na tyle mało spostrzegawcza, że trwa od lat w toksycznym związku.

Niedobry jest to serial, chociaż zyskuje trochę wigoru w ostatnim epizodzie. Do tego czasu, jest to rzeczywiście ten mój 'guilty pleasure’ (tak znajdowałem jakąś masochistyczną frajdę w taplaniu się w tym), którego nie ratuje obsada, nie ratuje na pewno intryga i scenariusz (dziury jak w polskich drogach dojazdowych, osiedlowych, wszystkich).
Patryk Karwowski
Czas trwania: 46–56 min
Gatunek: kryminał
Twórcy: Megan Gallagher
Reżyseria: Minkie Spiro, Kate Dennis
Scenariusz: Megan Gallagher, James Smythe, Phoebe Eclair-Powell, Kam Odedra
Obsada: Sarah Snook, Jake Lacy, Dakota Fanning, Jay Ellis, Abby Elliott, Michael Peña
Zdjęcia: Sergio Delgado, Earle Dresner
Muzyka: Jeff Beal