PoNapisach
Tumblr Instagram Facebook Twitter
NAJNOWSZE LOSOWE
STREFA VHS

Cloverfield lane 10 (2016)

Recenzja filmu "Cloverfield 10 lane" (2016), reż. Dan Trachtenberg

O Cloverfield 10 lane (2016) wiedziałem bardzo mało. Mogłem mieć podejrzenia związane z tytułem nawiązującym do jednego z moich ulubionych monster-movie – Cloverfield. Film debiutującego reżysera Dana Trachtenberga nie jest sequelem, nie jest również prequelem. To osobna historia będąca pełnokrwistą odtrutką na wszystkie miałkie opowieści, którymi raczą nas obecnie w kinach. Ok, miałkie opowieści są czasem potrzebne, ale gdy zestawi się je z tak oryginalnym scenariuszem, to… szczęka opada.

Wyobraź sobie, że prowadzisz samochód, tak jak Michelle (Mary Elizabeth Winstead). Jest zdenerwowana. Zerwała nagle długotrwały związek i chce po prostu uciec z miasta. Na stacji benzynowej zauważa, że ktoś ją obserwuje z zaparkowanego pickupa. Michelle jedzie jednak  dalej. Prowadzony przez nią samochód zostaje mocno uderzony przez inny. Budzi się skuta kajdankami, a osoba, która otwiera drzwi jej celi twierdzi, że ma ogromne szczęście i w zasadzie może jej dziękować za ocalenie życia…

Recenzja filmu "Cloverfield 10 lane" (2016), reż. Dan Trachtenberg

Cloverfield 10 lane jest adresem, pod który trafia Michelle. Chcąc uściślić sytuację, to trafia do bunkra wybudowanego na wypadek katastrofy. Jakiej katastrofy? Jakiejkolwiek. Howard (John Goodman) to paranoik. Służył 14 lat w marynarce i pracował przy ustawianiu wojskowych satelitów. Jako wyznawca teorii spiskowych poświęcił część swojego życia na zbudowanie schronu. Zadbał o wszystko. Jedzenie, utylizacja, agregat prądotwórczy, woda, wszystko. Przygotował się na kilka lat, żeby przetrwać to co najgorsze…

Recenzja filmu "Cloverfield 10 lane" (2016), reż. Dan Trachtenberg

Cloverfield 10 lane to najlepsza kinowa niespodzianka od czasu It Follows. Realizacyjnie film podzielono na dwie części. Dostajemy trzymający w napięciu thriller, gdzie suspens trwa od początku do końca. Bohaterka nie ufa niczemu i nikomu (widz również). I słusznie. Twórcy nie idą na łatwiznę. A co jeżeli to wszystko jest jednak fikcją, a pokój jest trochę większym od tego z The Room? Bardzo długo pozostaniesz w niepewności. I to w tej najlepszej Hitchcockowskiej niepewności.

Recenzja filmu "Cloverfield 10 lane" (2016), reż. Dan Trachtenberg

Cudowne jest to, że tytuł formalnie nawiązuje do dwóch rzeczy: sci-fi z lat 50. i strachu Amerykanów z czasów zimnej wojny. Uwielbiam ten film za wiele rzeczy. Za odwagę twórców, którzy skleili tak soczystą hybrydę. Za niewyparzoną gębę Emmetta (John Gallagher Jr.). Za scenę, gdy bohaterowie grają w kalambury (napięcie jest tam porównywalne do momentu, gdy sierżant William James rozbraja bombę w The Hurt Locker). W końcu za finał. „No bez jaj” – mówi Michelle w ostatnich epizodach. I są to zarazem najpiękniejsze narodziny heroiny, która zamyka w szufladzie thriller i koktajlem Mołotowa rozpieprza tak precyzyjnie utkaną intrygę. Moment, gdy wybiera swoją drogę to prawie wykrzyczane: „Zobaczycie skurwysyny czego się nauczyłam”. Gdy zaczyna się już ten konkretny rozpierdol, buzia nie chce się Tobie zamknąć z radości, bo już wiesz komu masz kibicować. Znacie ten moment, gdy próbujesz w jakiś magiczny sposób połączyć się z bohaterem i krzyknąć: „Uda Ci się!”.

Przez cały czas twórcy doskonale utrzymali temperaturę wrzenia. Czasem zdarza się nawet, że rondelek wesoło podskakuje parząc bohaterów, którzy próbują zbliżyć się do rozwikłania tajemnicy. Szef kuchni, w tym przypadku Howard, spełnił się w tej roli idealnie. Piszę to z pełnym przekonaniem. Ta rola… Ta rola w stylizowanym w pewnym momencie na B-klasową rozpierduchę nadaje się na nominację do Oscara. John Goodman przeraża, wzrusza. Przez chwilę daje nadzieję i masz przekonanie, że tylko z nim może się udać, aby po chwili odtrącić go na bok widząc w nim tylko zło. Pięknie zagrane. Nie napiszę, jak Cloverfield 10 lane ma się do Cloverfield. Napiszę tylko, że jeżeli kochacie niepokój na ekranie i uwielbiacie ciszę przed burzą, to jesteście kupieni.

Rewelacja.

Za seans dziękuję sieci kin.

Cinema City

9/10 - rewelacyjny

Czas trwania: 103 min
Gatunek: Sci-Fi, Dramat, Thriller
Reżyseria: Dan Trachtenberg
Scenariusz: Josh Campbell, Matthew Stuecken, Damien Chazelle
Obsada: John Goodman, Mary Elizabeth Winstead, John Gallagher Jr.
Zdjęcia: Jeff Cutter
Muzyka: Bear McCrear

  • Fajnie, że się ekscytujesz. Chętnie obejrzę, jak polska premiera do mnie dotrze… oby to było w kinie.

    • Pewnie już zauważyłeś, że jak coś mi się bardzo podoba to się ekscytuję 😛 No cóż. Film jest zajebisty. Najczęstsze narzekania, które widziałem, to właśnie na finał. Podobno reżyser zburzył całą atmosferę, którą tak misternie budował. Phi. Dla mnie to film po filmie. Moment w którym oddzielasz grubą krechą coś co było, i musisz się przestawić na nową sytuację. Przecież tak czasem jest w życiu 😀 No i jestem więcej niż pewien, że Ty docenisz takie pierdolnięcie w ostatnich 25 minutach 😀

  • Zupełnie nie rozumiem ekscytacji tym filmem. Nawet pomijając zakończenie to jest to tylko dość dobry thriller z wątkiem s-f, który jednak nie wybija się jakoś ponad tego typu filmy. Ale jest właśnie ta końcówka… ja bym jeszcze zrozumiał gdyby to był film o Iron Manie czy innym superbohaterze, ale litości… to co się działo po wyjściu z kryjówki, zakrawa o jakąś parodię tego co widzieliśmy wcześniej (koktajl Mołtowa i supernowoczesny statek obcych… no trzeba mieć „wyobraźnię” albo zwyczajnie nie szanować widza). Obie te części kompletnie do siebie nie pasują. Zmarnowany potencjał, szkoda.

    • No widzisz Qba. Dla Ciebie to była parodia, dla mnie to było odważne posunięcie twórcy i zabawa formą. Cały „thriller” traktuję jako przygotowanie bohaterki, jej narodziny. Finał to klasyczne odniesienie do kina sci-fi z lat 50. Tutaj też jest zawarte najlepsze, czyli akcja (nawet jeżeli groteskowa) oddająca hołd dla heroiny z krwi i kości. Już nie jest tą samą dziewczyną i nigdy nie będzie. Według mnie „Cloverfield lane 10” to właśnie wielki szacunek do widza, który jest już gotowy na więcej, niż prowadzona liniowo fabuła.

  • Pingback: Split (2016) - Po napisach | z pasją o filmach()