Cała Ameryka na jednej izbie przyjęć. Cała – z wszystkimi swoimi problemami i przypadłościami. Nie jest to szczególnie oryginalny zabieg, ale wcale nie musi być. Nie dziwi przecież, że to właśnie na szpitalnym oddziale ratunkowym można poznać problemy kraju i dowiedzieć się wiele o ludziach, którzy w nim mieszkają. To tam każdy musi nauczyć się pokory. Choroba, stan krytyczny – wszystko to sprawia, że człowiek poddaje się leczeniu, liczy na wiedzę lekarza. Na bok idzie status, uczuciowe komplikacje, plany na przyszłość, wyznanie czy przekonania. W obliczu śmierci powierzamy życie komuś, kto potrafi podjąć odważną decyzję i ma pewną rękę.
Pierwszy sezon The Pitt był serialem dramatycznym najwyższej próby – potrafił dostarczyć emocji w każdym odcinku. To stan wysokiej gorączki, permanentny stan tego świata. Mija godzina za godziną, pacjentów nie ubywa, przypadki się mnożą. A oni – lekarze – mają własne dramaty i traumy, bo są tylko ludźmi. Ten pierwszy sezon był po prostu wybitny.
The Pitt znów pokazuje, że szpital to najostrzejsze lustro społeczeństwa.
W drugim twórcy podnieśli sobie poprzeczkę i sięgnęli po znany schemat: główny bohater, Michael „Robby” Robinavitch (Noah Wyle stworzony do tej roli), nie może wyruszyć na wymarzony, trzymiesięczny urlop motocyklowy. Czym właściwie ma być ta podróż? Wypoczynkiem, ucieczką, a może tylko fantazją? Czy on naprawdę chce to zrobić? Wydaje się, że to raczej plan niż realna decyzja. To klasyczny motyw fabularny: bohater deklaruje, że musi wyjechać, coś zakończyć, gdzieś zadzwonić – ale wciąż inne sprawy go odciągają. De facto mógłby zrobić to od razu, lecz nie chce, nie może, a przede wszystkim nie jest gotowy. Dlatego motyw zbliżającej się podróży powraca jak lejtmotyw. Doktor Robby niby jest zdecydowany, bo na pierwszym planie zawsze pozostają oni – współpracownicy i pacjenci. To priorytety, u lekarza stan niemal chorobowy.
Na izbie przyjęć nie ma ucieczki – ani od choroby, ani od rzeczywistości.
I znowu ta Ameryka, cała ona, na jednym oddziale. Tutaj spotykają się ludzie, których nie stać na ubezpieczenie – pojawiają się problemy, bo szpital nie jest organizacją charytatywną, choć menedżerowie robią, co mogą. To jednocześnie przytyk i komentarz polityczny. A to dopiero początek: pojawiają się agenci ICE, najgorzej. Komentarz polityczny i społeczny staje się jeszcze głośniejszy. Oddział ratunkowy powinien być miejscem ratowania życia, a nie ścigania wyimaginowanych problemów kraju – zwłaszcza w tak brutalny sposób, jak pokazuje serial. Dalej? Oczywiście problemy z administracją, kłopotliwa kwestia AI, które miało pomagać, ale w tak dynamicznym środowisku – oddział przyjęć, różne choroby, ludzkie życie, chaos – kompletnie się nie sprawdza.
To wciąż serial wybitny i trzymający na krawędzi fotela. Przynajmniej mnie trzymał. Mam świadomość, że jako cywil mogę oglądać to z rozdziawioną buzią, wzruszać się i zakrywać oczy. Ale przecież wszystko, co tu pokazano, jest na wyciągnięcie ręki – możesz to dostać od razu, choćby biorąc udział w głupim challengu z TikToka (są i one w serialu). Wszystko to jest w Twoim szpitalu, w Twoim mieście. A przy okazji dostajemy wgląd w wiele medycznych ciekawostek, również dotyczących sprzętu, procedur, dróg które omijają protokoły a są jak to wybicie dziury w ścianie – wszak po to by znowu uratować życie. Tak, czasem trzeba improwizować.
Dla mnie to absolutne mistrzostwo w podgrzewaniu dramaturgii, budowaniu tempa i angażowaniu widza. Czekam na sezon trzeci.
Gatunek: dramat
Twórca: R. Scott Gemmill
Reżyseria: John Wells, Damian Marcano, Uta Briesewitz, John Cameron, Noah Wyle, Shawn Hatosy, Amanda Marsalis
Scenariusz: R. Scott Gemmill, Joe Sachs, Noah Wyle, Cynthia Adarkwa, Simran Baidwan, Valerie Chu, Kirsten Pierre-Geyfman, Valerie Chu, Danny Hogan
Obsada: Noah Wyle, Tracy Ifeachor, Patrick Ball, Katherine LaNasa, Supriya Ganesh, Fiona Dourif, Taylor Dearden, Isa Briones, Gerran Howell
Zdjęcia: Johanna Coelho
Muzyka: Gavin Brivik

