Komiksowy tryptyk Kwiat, Bakteria, Bronx (La flor, Bacteria, Bronx) to eksplozja argentyńskiej wyobraźni. To jednocześnie mocne wejście polskiego wydawnictwa z próbką talentu Alberto Saichanna na nasz rynek (oby na tym się nie skończyło!). Czytam, że w Argentynie to klasyk, u nas jest po raz pierwszy. Album zawiera więc trzy historie narysowane przez Saichanna do scenariusza własnego (Bronx), oraz tych napisanych przez Ricardo Ferrariego (Kwiat) i Eduardo Mazzitelliego (Bakteria).
Nie sposób pisać o tym albumie nie zaczynając od stylu Saichanna. Otworzysz raz album, zostaniesz w nim, w tym stylu. Zatoniesz. To obłęd – obsesja detalu. Tła są zawalone rzeczami, czasem w różnej perspektywie; można dostać zawrotu głowy, gdy zaczniesz analizować ilustracje. Czasem są to jednak wtręty od czapy, nierzadko jakby Saichann cierpiał na jakąś artystyczną przypadłość (nie mogę zostawić pustego miejsca!).
Przy tym wszystkim praca nad każdym kadrem musiała pochłaniać dużo czasu – czuć tutaj bardzo pracochłonny proces. Mam nadzieję, że każda roboczogodzina była zapłacona. Oby. Idąc dalej tropem „czytania” tych rysunków, to Saichann nie zostawia po prostu pustych przestrzeni. Każdy kadr jest jak labirynt – miasto, które samo siebie pożera. I zawsze, mimo wszystko, jest trochę inaczej (choć cechą wspólną jest tu mocny skręt w kierunku karykatury – tak postaci, jak i każdego jednego przedmiotu).
Tłusto i gęsto, styl rozpoznawalny.
W Bakterii jego kreska pulsuje jak organizm. W Kwiecie rośnie, pęcznieje, rozsadza ramki. W Bronx zamienia się w brudny, metaliczny krzyk. Czernie są ciężkie, jakby wylewane z ołowiu, a biele niemożliwie czyste, kliniczne. Atak na percepcję, agresja w planszach, ciała są poskręcane. Ramki próbują ograniczać kadry, ale rysunek tak mocno pęcznieje, że wygląda to miejscami dość zabawnie.
To nie są rzeczy, które rysuje się po herbacie, ale w tej kwestii nie zamierzam nic sugerować. Nie znam ani metody pracy Saichanna, ani jego prywatnych sposobów na przeniesienie tej całej psychodelii na plansze. Zostańmy przy tym, że taką posiada artysta wrażliwość.
Tematycznie jest różnie. Kwiat to historia wietnamska, bolesna opowieść o prostytutce i dwóch klientach – amerykańskim żołnierzu i agencie z Wietkongu. Obaj zaprawieni w bojach, zrzucają swoje zbroje w towarzystwie tytułowego Kwiata – tak, to jej artystyczny pseudonim.
Kwiat, Bakteria, Bronx to album brutalny, dosadny i dla dorosłego czytelnika.
Bakteria to hołd dla Philipa K. Dicka z całym jego paranoidalnym sztafażem. Społeczeństwo funkcjonuje dzięki programacji. Cały cykl dnia jest planowany co do minuty – spotkania, rozmowa telefoniczna, posiłek, spacer, znowu spotkanie. Gdy raz się zrobi zmianę, wypadasz z systemu i system musi nanosić poprawki. Jesteś bakterią.
Bronx to zestaw autorskich scenariuszy ilustratora, mistrza Saichanna. Pełen koloryt emocji – zawsze w oparach groteskowej przemocy – brud, ruch i hałas. To krótkie epizody, które opisują pewne incydenty – rozróba w barze, napad na sklep itd. To raczej ten rozdział, w którym Saichann jako artysta próbuje się wyszaleć ze swoim piórkiem – jest na czym oko zawiesić. Saichann udowadnia, że jest twórcą kompletnym – technicznie, narracyjnie, emocjonalnie. Album działa jako przypomnienie, jak ważną postacią był i jest dla argentyńskiego komiksu. Jednocześnie jest to dowód na to, jak wielu jeszcze rysowników muszę odkryć. Sam rysunek, pomimo upływu lat, wciąż ma siłę, wciąż potrafi zaskoczyć. I może te historie nie łapią tak mocno za serce, rzeczywiście głównie wybija się tu formalizm, przemoc dosadna, atmosfera trochę jak w komiksach José Ortiza i Antonio Segury. Całość zdecydowanie dla entuzjastów wybitnego rysunku, rzecz konieczna do posiadania na półce.
Scenariusz: Alberto Saichann, Eduardo Mazzitelli, Ricardo Ferrari
Rysunki: Alberto Saichann
Tłumaczenie: Jakub Jankowski
Skład: Piotr Margol
Redakcja: Maciej Mrozowski
Korekta: Sonia Miniewicz
Ilość stron: 220
Oprawa: twarda
Wydawnictwo: Lost in Time
Format: 210 x 290 mm

