Spider-Man Noir

Nie jestem specjalistą od uniwersum Marvela, choć na szczęście znam fundamenty tej historii. Nie podejmuję się więc szczegółowej analizy każdego nawiązania ani określania, jak daleko Spider‑Man Noir odchodzi od oryginalnych opowieści.

To interpretacja zdecydowanie mroczniejsza od znanych mi wariantów – wariacja zarówno na temat genezy, jak i całego wizualnego kolorytu, który konstytuuje wygląd Spider‑Mana: świata, postaci, a nawet uwarunkowań historycznych. Zgadzają się więc kluczowe figury dramatu, pojawiają się krewni Petera Parkera, rozpoznaję również głównych antagonistów, z którymi zmierzy się Parker już w kostiumie – odpowiednio przetworzonym, by współgrał z estetyką noir.

Spider-Man NoirAlbum pokazuje, jak radykalnie noir potrafi przetworzyć znane figury Marvela.

I właśnie atmosfera wydaje się tu kluczowa. Całość została podporządkowana archetypom noir oraz sztafażowi kryminału – zarówno filmowego, jak i literackiego. Dominującym krajobrazem jest Nowy Jork lat 30., miasto mrocznych, przybrudzonych wysokościowców, po których pajęcza nić zdaje się sunąć naturalnie. W tej przydymionej scenerii odnajdujemy Goblina jako gangstera, Sand‑Mana jako brutalnego zbira, a w kolejnych opowieściach następnych przeciwników. Samo miasto zaczyna przypominać Gotham City – nie przez bezpośrednie zapożyczenia, lecz przez podobny, ponury klimat, znany z opowieści o Batmanie.

Całość wydarzeń – od przygody, przez kontekst społeczny, po działania bohaterów i antybohaterów – determinuje konsekwentnie realizowana konwencja noir. Nowy Jork to jedno, lata 30. znamy z wielu czarnych kryminałów. Najciekawsze jest jednak wykorzystanie gatunku do reinterpretacji historii Parkera, który w poszczególnych epizodach prezentuje się nieco inaczej. W najciekawszym fabularnie Spider‑Man Noir (czteroczęściowym), Parker staje naprzeciw cyrkowej menażerii – wszyscy przeciwnicy zostają tu przetworzeni przez nową estetykę, od Goblina po mojego faworyta, Vulture’a, przedstawionego jako krwiożerczego kanibala. Ten epizod jest znakomity zarówno pod względem intensyfikacji akcji, jak i twórczego przetwarzania znanych formuł. Pojawia się nawet Doktor Octopus, wdzięczący się przed nazistami, by w finale otrzymać od „rasy panów” wyjątkowo nieprzyjemnego kuksańca.

Reinterpretacja, która zamienia superbohatera w bohatera czarnego kryminału.

David Hine i Fabrice Sapolsky świetnie wykorzystali urok powieści Chandlerowskich, oblepiając tym nastrojem superbohaterską konwencję. Problem w tym, że sprawna fabuła nie zawsze idzie w parze z rysunkami Carmine’a Di Giandomenico. Coś mi tu nie grało: kreska wydała mi się zbyt nerwowa, postaci nieco wybrakowane, jakby rysowane z cieniowaniem budowanym przez linie dzielące powierzchnie. Kolory również sprawiały wrażenie sztucznych, kontrasty nie współgrały z moją estetyką – choć zdarzały się wyjątki, jak atak Vulture’a czy kilka innych sekwencji.

Co ciekawe, najbardziej problematyczny dla mnie epizod – Zmierzch w Babilonii (scen. Margaret Stohl, rys. Juan Ferreyra) – miał jednocześnie najlepsze ilustracje. Stop: najlepsze ilustracje w detalach i w ogólnym ekspresyjnym podejściu, bo tam, gdzie dochodziło do potyczek, pojawiał się już taki chaos, że traciłem zainteresowanie. Nie potrafiłem się też odnaleźć w historii napisanej na modłę Nowej Przygody, wprost przywołującej skojarzenia z Indianą Jonesem.

Ostatecznie ten pięknie wydany album – z twardą oprawą i barwionymi na czarno brzegami, które dodatkowo wzmacniają nastrój – okazał się dla mnie lekturą nierówną. Cieszę się, że poznałem tę odsłonę komiksu superbohaterskiego, cieszę się z samej lektury, ale miejscami byłem zwyczajnie przebodźcowany.

Patryk Karwowski
Rysunki: Richard Isanove, Juan Ferreyra, Bob McLeod, Carmine Di Giandomenico, Paco Diaz
Scenariusz: Margaret Stohl, Roger Stern, David Hine, Fabrice Sapolsky
Tłumaczenie: Bartosz Czartoryski
Redakcja: Urszula Drabińska
Korekta: Małgorzata Kuśnierz
Ilość stron: 376
Oprawa: twarda
Wydawnictwo: Egmont
Format: 180 x 275 mm