Dawnrunner

Postulat o tym, by w przestrzeni publicznej było więcej mechów, umieszczam w sieci regularnie. Moim zdaniem to bardzo niedoceniana gałąź popkultury, której ja, skromny konsument, jestem wielkim fanem. Stało się tak od czasu filmu Robot Jox (1990, Stuart Gordon). Później już poszło: seria gier komputerowych Mechwarrior, później prześwietne anime Evangelion. Był jeszcze Pacific Rim, ale o nim raczej chciałbym zapomnieć (Guillermo del Toro, wiadomo).

Od Evangeliona do Dawnrunnera

Właśnie, wróćmy do Evangeliona. Tak, Dawnrunner stoi najbliżej kultowego anime ze studia Gainax. Kto widział raz Evangelion Hideakiego Anno, wie, z jakimi emocjami wiązał się seans. Czy komiks Dawnrunner powiela te depresyjne stany? Czy czuć tutaj podobną stawkę? Czy w końcu da się poczuć, że ludzkość stoi na krawędzi, a gros ludzi jest wykorzystywana do niecnych celów pomimo tak horrendalnego zagrożenia z zewnątrz? Tak, Dawnrunner pod wieloma względami powiela te nastroje.

Istotą tego komiksu jest jego widowiskowa estetyka mecha‑kaijū z refleksyjną, niemal poetycką narracją. Ta sama poetyckość, która wykorzystuje ciąg metafor, może nie przypaść wszystkim do gustu. Przyznaję, że i ja w pewnym momencie zacząłem błądzić. Nie jestem pewny, czy dobrze zrozumiałem zamysł, czy dobrze odczytałem końcówkę i czy w ogóle miałem na to szansę. Przecież czekając co rusz na starcie mechów z potworami, miałem być jeszcze otwarty na te górnolotne myśli, rodzinne emocje, niuanse dotyczące relacji? Trudno było – w tym aspekcie się pogubiłem.

Jeżeli ktoś dał radę wznieść się na wyżyny (może jakiś młodszy czytelnik?) i dzięki swojej jurnej percepcji odczytał tę symbolikę, znowu metafory, stos przesłań (z pewnością ważnych), to winszuję.

DawnrunnerMechy, potwory i widowisko

Komiks, na szczęście, sprawdza się również jako to pierwszoplanowe mordobicie pomiędzy wielką maszyną (a nawet duchem maszyny – kłania się Ghost in the Shell) a potworem. Tak, o potwory tu chodzi. Zawsze chodziło o nie!

Nad naszą planetą otworzył się portal, a przez niego do naszej atmosfery zaczęły przechodzić ogromne monstra. Ludzkość nazwała je Tetzami. Nie było czasu, trzeba było działać – stworzyliśmy „żelaznych królów”, ogromne mechy kontrolowane przez pilotów. Ale najnowszy z nich, mech Dawnrunner, jest inny, wyróżnia się – tak jak zawsze wyróżniała się jego pilotka, Anita.

Trzeba bowiem wiedzieć, że konflikt ludzie–potwory trwa już na tyle długo, że zawiadujące naszym globem korporacje postanowiły ten konflikt zmonetyzować. Mechy radzą sobie z potworami, więc czemu z tego nie uczynić widowiska? O wy, niegodni nazywania się ludźmi! Żądni pieniędzy władcy stworzyli ranking, są telewizyjne widowiska, a na pierwszym miejscu wciąż plasuje się Anita, która teraz dostała jeszcze tę nową zabawkę – wspomnianego Dawnrunnera.

Fabuła i estetyka

Fabuła koncentruje się na relacji Anity z eksperymentalnym mechem, który zdaje się posiadać własną świadomość. Pierwsze starcie ujawnia, że między pilotką a maszyną powstaje nietypowa więź, a kolejne wydarzenia odsłaniają tajemnice zarówno Tetzów, jak i samego projektu Dawnrunner.

O treści już było – jest dla mnie nieco kłopotliwa, ostatecznie nawet zamglona. Co innego rysunki: tutaj mamy wizualne szaleństwo. Ilustracje Evana Cagle’a są jednym z najmocniejszych elementów komiksu. Artysta operuje detalem, światłocieniem i monumentalną kompozycją, tworząc plansze, które przypominają kadry z filmów anime – właśnie z tych o wielkich robotach.

Rozumiem, że komiks eksploruje te wszystkie tematy emocjonalne i filozoficzne konsekwencje kontaktu człowieka z technologią. Rozumiem też, że scenarzysta Ram V wykorzystuje konwencję mecha, by opowiedzieć o traumie, odpowiedzialności. Tylko ja to wszystko sobie dopowiadam, raczej interpretuję ponad to, co w rzeczywistości treść dostarcza. Cała reszta – czyli koncept wizualny, pierwsze zamysły, soczyste kolory – na duży plus.

Patryk Karwowski

Rysunki: Evan Cagle
Scenariusz: Ram V
Kolory: Dave Stewart, Francesco Segala
Tłumaczenie: Bartosz Czartoryski
Redakcja: Sonia Miniewicz
Korekta: Sonia Miniewicz
Skład: Piotr Margol
Ilość stron: 168
Oprawa: twarda
Wydawnictwo: Lost In Time
Format: 180 x 275 mm

KOMIKS UDOSTĘPNIONY PRZEZ WYDAWCĘ. ZNAJDZIESZ GO NA PÓŁKACH