Jeden z bardziej osobliwych, ale jednocześnie jeden z tych zmysłowych i świadomych komiksów traktujących o pięknej Sarvan, która chciałaby związać się z mężczyzną przybyłym z gwiazd.
Sarvan jest więc czysta, piękna, pożąda. Jest symbolem kobiecego wyzwolenia. Poza tym jest oczywiście wojowniczką – najlepszą w swoim fachu. W świecie Wolds przychodzi taki czas, by oddać się płci przeciwnej. Okazja rzeczywiście spada z gwiazd – to blondwłosy astronauta Heloin – przybysz z innego świata, jedyny, którego Sarvan rozpoznaje jako spełnienie swoich wizji i pragnień.
Zatem gros fabuły krąży wokół spotkania dwóch istot pochodzących z całkowicie odmiennych rzeczywistości. Sarvan, wojowniczka z prymitywnego, quasi‑prehistorycznego świata, żyje wśród nomadów, dla których technologia jest magią, a zjawiska kosmiczne – boskimi interwencjami. On natomiast, w czarnym skafandrze, jawi się jako spełnienie jej marzeń. Cóż, poza pewną męską skazą byłoby już idealnie.
Sarvan, bliska krewna Druuny i Barbarelli.
Relacja Sarvan i Heloin jest osią fabularną całej serii. Ona widzi w nim przeznaczenie, on widzi w niej chaos. Ona pragnie go z absolutną pewnością, on próbuje zachować dystans, nie potrafiąc jednak całkowicie odciąć się od jej magnetyzmu. Wspólnie przemierzają niegościnny świat, zetrą się z wielkimi potworami, wyjdą z niejednej opresji – ciągle bliżej siebie, ale niezmiennie z tą samą przeszkodą. Świetny i mocny, mimo wszystko, bezkompromisowy sposób, by związać wyzwoloną kobietę z mężczyzną, który wydaje się być zainteresowany jej urokiem.
Wydaje mi się, że powstanie Świata Sarvan należy rozpatrywać głównie w kontekście hiszpańskiego boomu komiksowego po śmierci Franco, kiedy rynek otworzył się na bardziej śmiałe, eksperymentalne formy narracji. Seria zadebiutowała w 1982 roku na łamach magazynu Cimoc. Segura, już wtedy ceniony scenarzysta, wykorzystał tę przestrzeń do stworzenia opowieści, która wymykała się prostym klasyfikacjom – była jednocześnie przygodą, metaforą i onirycznym traktatem o ludzkiej kondycji.
Już w bardzo dobrym wstępie do tej opowieści, w przedmowie zawartej w albumie, Segura wyjaśnia po trosze genezę powstania komiksu, ale można tam również wychwycić zalążki tej wywrotowej natury autorów: heroina, owszem, ale zestawiona z pięknym mężczyzną, który nie może dać jej rozkoszy.
Surrealizm i abstrakcja w csi-fi, krajobraz dominujący.
Być może Sarvan jest daleką kuzynką Barbarelli, która nie odniosła podobnego sukcesu. Widać tu też wiele podobieństw z Druuną. Sarvan ma jednak swój świat, swoją historię. Jaki to świat? Antonio Segura i Jordi Bernet stworzyli wielowymiarowy, surrealistyczny krajobraz. Oprócz lokalnych zagrożeń – plemiennych wojen, dzikiej fauny, walk o władzę – pojawiają się także istoty z kosmosu, które śledzą losy Heloin’a i Sarvan. To sprawia, że planeta nie jest zamkniętą areną fantasy, lecz częścią większego, kosmicznego porządku. To świat, który łączy technologię, magię i mitologię.
A kreska Berneta? Mistrzowskie operowanie czernią (poznałem go przy okazji Czarnej serii), dynamiczne kadry, sensualne modelowanie postaci, kontrasty budujące atmosferę nieustannego napięcia. No i Bernet oczywiście nie ucieka od erotyzmu – nie może, takie było założenie serii i takie było też zlecenie na tę serię. Erotyzm wydaje się tutaj wiodącym elementem, a ilustrator traktuje go jako integralną część świata przedstawionego, w którym cielesność jest zarówno siłą napędową, jak i narzędziem narracji.
To album o tyle ciekawy, że łączy kilka motywów. Ci czytelnicy, którzy cenią sobie nieco surrealistyczne sci‑fi i akcję, będą zadowoleni. Ci, którzy liczą na piękne rysunki powabnej Sarvan – powinni być bardziej niż zadowoleni. No i w końcu mamy te nieco filozoficzne nastroje, które świetnie z treści się wyłapuje. Na duży plus!
Rysunki: Jordi Bernet
Scenariusz: Antonio Segura
Tłumaczenie: Jakub Jankowski
Redakcja: Maciej Mrozowski
Korekta: Sonia Miniewicz
Skład: Piotr Margol
Ilość stron: 148
Oprawa: twarda
Wydawnictwo: Lost In Time
Format: 210 × 290 mm

