Ice Cream Man. Tom 2

Drugi tom komiksu Ice Cream Man rozwija strukturę antologii grozy. Jeżeli chcielibyście wejść w temat oferty wydawnictwa Shock, to Ice Cream Man jest tym esencjonalnym przykładem z ich portfolio.

Czy komiks szokuje? Tak, potrafi to zrobić. Poza tym eksperymentuje, podbiera z gatunkowego horroru, wyraża się w gore, bawi się formą.

Wchodząc w szczegóły, mamy tu cztery epizody – jak cztery smaki lodów oferowanych przez lodziarza kursującego po świecie stworzonym przez W. Maxwell Prince’a. Prince testuje po trosze granice medium – każdy epizod funkcjonuje autonomicznie. Jednocześnie wszystkie historie zostają splecione obecnością tytułowego lodziarza – Ice Cream Man’a. Znowu poruszamy się po amerykańskich przedmieściach, czasem wjeżdżamy do centrum, są i korporacyjne biurowce. Groza ciasno oplata każdą klasę społeczną.

Ice Cream Man to ten upiorny typ w tak samo upiornym niemodnym już uniformie. Niby elegancki, ale to taka elegancja zmurszała, niedzisiejsza, a przez to lekko zaburzająca krajobraz. Lodziarz kusi, obserwuje, popycha postaci gdy te stoją na krawędzi. Głównie jednak jest spoiwem, ale jednocześnie destabilizatorem przedstawionego świata.

Ice Cream Man. Tom 2Panie lodziarzu, trzy gałki poproszę!

Myślałem, że pojawienie się w finale pierwszej części tajemniczego jegomościa w kapeluszu przetasuje trochę karty, ustanowi nowe reguły. Mężczyzna, chociaż zdaje się stać po drugiej stronie barykady, nie jest jednak w stanie uratować wszystkich chętnych na zakusy lodziarza. Trochę psuje mu szyki, ale nie może być cała przeciwwagą dla przesiąkniętego złem kawalarza.

Drugi tom to Ballada o spadającym człowieku, Wykręcone neapolitańskie, Mój mały poltergeist i Nagłe wypadki – cztery kulki podane w kruchych wafelkach. Posmakuj, wyliż to napięcie, gorycz, przerażenie bohaterów.

Ice Cream Man jako antologia nowoczesnego horroru.

To ciekawe i intrygujące uniwersum. Ice Cream Man funkcjonuje trochę jak granica między czymś, co jeszcze zdaje się być realnym, a tym groteskowym, nieprawdziwym i zawsze przerażającym – piekielnym horrorem. Bohaterowie natomiast są zwykle uwięzieni w codzienności, która nagle pęka.

Tom drugi eksploruje motywy samotności, uzależnienia i rozpadu więzi. Tej dziwnej i abstrakcyjnej atmosferze wtórują ilustracje Martína Morazzo – ulice są czasem zbyt puste, jest czysto, sterylnie, teren wygląda niekiedy jak makieta – to według mnie kontrolowany minimalizm. Morazzo rozumie prawidła gatunku, wie że czasem to stan umysłu – pęknięcia pojawiają się na obliczach, jedno spojrzenie narysowanej postaci wystarczy za całą grozę. To działa, bo zdarza się często że Morazzo obnaża lęk, samotność i rozpacz bohaterów zanim zrobi to tekst.

To dobry komiks, cenię go za odwagę przy eksperymentach formalnych. Nawet jeżeli czułem się zagubiony przy epizodzie Wykręcone neapolitańskie, to jednak nie mogłem nie docenić zabiegu z podziałem planszy na trzy kolory, z których każdy prowadził mnie osobną narracyjną ścieżką.

I taki jest cały album. Kroi gatunek inaczej, serwuje grozę niby znaną, ale jednak po swojemu. Polecam nie tylko jako ciekawostkę, ale jako dobrą kontynuację i zalążek czegoś jeszcze większego.

Patryk Karwowski
Rysunki: Martín Morazzo
Scenariusz: W. Maxwell Prince
Kolory: Chris O’Halloran
Tłumaczenie: Paweł Bulski
Korekta: Izabela Sieranc
Ilość stron: 128
Oprawa: miękka
Wydawnictwo: Shock Comics
Format: 170 x 260 mm

KOMIKS UDOSTĘPNIONY PRZEZ WYDAWCĘ. ZNAJDZIESZ GO NA PÓŁKACH