Dla mnie jest to komiks, który działa przede wszystkim jak wyprawa w głąb pokręconej japońskiej wyobraźni – mrocznej, pierwotnej, utkanej z mitów, przemocy i nieustannego napięcia między naturą a człowiekiem. To opowieść, która nie udaje historycznej rekonstrukcji, choć korzysta z realiów epoki, a jednocześnie buduje własny świat, w którym japońskie legendy, demony i brutalna codzienność feudalnych klanów stapiają się w jedną, gęstą, niemal organiczną materię.
Saverio Tenuta, dla którego Maska Fudo jest projektem w pełni autorskim, przedstawia tu fascynację archaiczną Japonią, a zarazem świadomie odchodzi od europejskich klisz „orientalizmu”. Nie mogę się niestety odnieść do Legendy o Szkarłatnych Obłokach, innego komiksu Tenuty, choć źródła wskazują Maskę Fudo jako prequel tamtej historii. A skoro to prequel, osadzony ściśle w tym uniwersum, tym bardziej można zacząć poznawać ten świat właśnie od niego, prawda?
Najważniejsza jest tu dla mnie opowieść, która działa jak wąski strumyk przeradzający się stopniowo w szerszy nurt, by ostatecznie wpaść do rwącej rzeki. Na końcu czeka już tylko rozszalały żywioł, a za zakrętem – wodospad, z którego nie ma odwrotu.
Maska Fudo – marzenie o samurajstwie zamienia się w krwawą drogę ku zatraceniu.
Tak właśnie funkcjonuje ta narracja. Na początku poznajemy młodego chłopca o imieniu Shinnosuke, dorastającego w brutalnym, feudalnym świecie rządzonym przez klany, wojowników i bezlitosne prawa tradycji. Chciałby zostać samurajem – marzenie zapewne powszechne w ówczesnej Japonii – lecz jako wieśniak nie ma na to najmniejszych szans. A jednak czuwają nad nim prastare bóstwa. Chłopak znajduje maskę (choć twierdzę, że przypadków tu nie ma), zakłada ją i zaczyna się zmieniać. Początkowo dodaje mu ona siły i pewności siebie, później jednak przejmuje kontrolę. Shinnosuke staje się potężny, gromadzi wokół siebie ludzi, drużynę, a w trakcie opowieści wszyscy przechodzą przemianę.
Zmieniają się również motywacje. Gdy chłopak próbuje ratować swoją siostrę Mikiko, de facto odmienia bieg całej historii. Walczy z ludźmi stojącymi na szczytach władzy, siostra zostaje oddana – niemal poświęcona – uzurpatorom, a on sam wchodzi na drogę zemsty.
Wizja Tenuty, która unika klisz i buduje własny, gęsty świat znaczeń
To brutalny komiks o tym, jak przemoc deformuje człowieka. Zemsta może przynieść chwilową satysfakcję, lecz zbyt długie trwanie na tej ścieżce diametralnie wpływa na psychikę. A droga Shinnosuke trwa już długo, zbyt długo. Cały album opisuje tę właśnie wędrówkę: jego starcia z demonami, to, jak maska powoli, lecz skutecznie „odcina” go od człowieczeństwa, od bycia kimś, kim był kiedyś.
Scenariusz, moim zdaniem, zdecydowanie wygrywa. Nie do końca mogłem się natomiast wczuć w kreskę Tenuty, włoskiego artysty zmarłego w 2023 roku. Oczywiście – w tej opowieści sprawdza się znakomicie: pasuje kolorystyka, poziom brutalności, bezkompromisowe ukazywanie krwawych scen. To wszystko działa idealnie. Mam jednak na myśli aspekt techniczny ilustracji: sposób rysowania postaci, ruch, sylwetki – nie do końca w moim guście.
Maska Fudo zagrała dla mnie w innych rejestrach – przede wszystkim jako krwawa opowieść o wpływie obsesji na człowieka. To temat bardzo przyziemny, uniwersalny. Cała otoczka – demony, bóstwa, mitologia – stanowi potrzebny krajobraz, ale pod tymi warstwami kryją się przede wszystkim emocje człowieka, który po traumatycznym doświadczeniu zaczyna się zmieniać i nie potrafi już wrócić na drogę łagodności, spokoju, beztroski.
Scenariusz: Saverio Tenuta
Kolory: Saverio Tenuta
Tłumaczenie: Jakub Syty
Redakcja: Izabela Rutkowska
Korekta: Izabela Rutkowska
Skład: Piotr Margol
Ilość stron: 200
Oprawa: twarda
Wydawnictwo: Lost In Time
Format: 240 x 320 mm

