Battle Chasers

To nie tak, że miałem obawy, ale od początku traktowałem Battle Chasers raczej jako ciekawostkę niż coś, co mogłoby skraść serce. Och, jakże się myliłem – i jaka to była jednocześnie niespodzianka. Przyznaję bowiem, nie mogłem Battle Chasers traktować inaczej niż jako ciekawostkę, bo jestem raczej daleki od takich rozbuchanych graficznie opowieści, które biegną ze swoją akcją na złamanie karku, a tutaj całość wygląda jak żywo wyciągnięta z nurtu superbohaterskiego.

Przecież wystarczy odnieść się do Joe Madureiry, sprawcy całego tego zamieszania, który już jako 16‑latek pracował jako stażysta w Marvelu. Później związany był przede wszystkim z serią X‑Men i pojedynczymi zeszytami innych superbohaterów. Gdy już po lekturze Battle Chasers przeglądałem jego prace, widzę, że ilustrator jest niezmiennie wierny własnemu, wypracowanemu latami stylowi. Gdy jako twórca odszedł z Marvela, mógł z pełną autorską kontrolą rozpocząć Battle Chasers.

Czym jest Battle Chasers, który w swojej pierwszej odsłonie ukazał się w kwietniu 1998 roku? Muszę wyjąć naprawdę spory worek, z którego będę teraz wygrzebywać nurty, gatunki, motywy przewodnie: arcanepunk, japońska estetyka, wielcy rycerze, ogromne miecze, trochę Pratchetta, postaci jak w grze Soulcalibur, nieustanna atmosfera ostatecznej bitwy, wilkołaki, demony, artefakty, heroic fantasy, dark fantasy, potężni czarodzieje, zaprzeszłe traumy, tragiczne losy każdej postaci, polityczna walka, każdy boss silniejszy od poprzedniego. Dużo tego, a Joe Madureira zdaje się nie mieć umiaru w tempie, w jakim dokłada kolejne atrakcje.

Battle ChasersBattle Chasers, fantasy podkręcone do maksimum.

To się sprawdza – historia czyta się sama. Najlepszym podsumowaniem będzie jedno zdanie wyjęte z przedmowy, którą napisał do tego albumu Jeph Loeb, scenarzysta komiksowy, ale również filmowy oraz producent telewizyjny. Dorobek na tym polu ma kolosalny.

Battle Chasers przypomina czas, gdy lektura komiksów była czystą frajdą.”

To wprawdzie dość lakoniczne stwierdzenie, ale w pełni oddaje to, czego doświadczałem w trakcie lektury. Nie istniało nic wokół – znowu przybiegłem z komiksem do domu, znowu miałem kilkanaście lat i zaczytywałem się w tych opowieściach. Tak, to były lata 90. – dokładnie te, w których powstawał Battle Chasers. Skądinąd czuć tutaj tę dekadę, czuć lata 90. w stylu Madureiry i w tej bezpretensjonalnej opowieści o…

Właśnie, o czym dokładnie jest Battle Chasers? Och, jest o wielu rzeczach, ale główna fabularna oś opiera się na klasycznym schemacie fantasy. Historia zaczyna się od Gully – dziewczynki, która odziedziczyła po zaginionym ojcu potężne, magiczne rękawice. To artefakt, którego pragnie pół świata, dlatego Gully od początku jest ścigana przez zbirów, najemników i mroczne siły. Jej opiekunem zostaje Garrison, legendarny wojownik pogrążony w żałobie po śmierci ukochanej. Towarzyszą im Calibretto, golem bojowy o łagodnym sercu, oraz Knolan, stary mag, który zna sekrety rękawic.

Zaciągnij się, to lata 90. – wizualny manifest, który nie blaknie.

Ale to wciąż tylko trzon fabuły, bo wątków jest tam co niemiara. Równolegle bowiem śledzimy opowieść o Monice – to złodziejka, najemniczka i femme fatale, która wplątuje drużynę w konflikt z lokalnymi władzami i przestępczym podziemiem. Jej działania uruchamiają lawinę wydarzeń (kolejną!). W tle przewijają się motywy technologii, magii i steampunkowych wynalazków.

Dla mnie to komiks, który wciąż pulsuje energią, jakby powstał wczoraj, a nie pod koniec lat 90. To czysta, nieprzetworzona przyjemność obcowania z medium, które nie udaje niczego więcej niż spektakularnej, fantastycznej przygody – i właśnie dlatego działa tak dobrze. Każdy kadr jest jak wybuch, każda poza jak finałowy cios w grze wideo, każda postać jak ikona gotowa do natychmiastowego przejęcia władzy nad światem. Dynamika, przerysowanie, monumentalność – wszystko tu pracuje na emocje, nie na realizm (mniej detali i spadek jakości w rysunku – nieznaczny – widać w końcowych epizodach gdy pałeczkę przejął Ludo Lullabi). I to właśnie ta bezwstydna, świadoma stylizacja sprawia, że Battle Chasers jest tak świeże.

Szkoda tylko, że epizod 12 i finałowe kadry nie przynoszą ostatecznego rozwiązania przygody. Z drugiej strony świat, który wykreował Joe Madureira, jest otwarty i ma potencjał na rozwój. W 2017 ukazała się gra komputerowa RPG Battle Chasers: Nightwar, a 20th Century Fox nabył prawa do komiksu w 2003 roku (tutaj na razie cisza).

I słów kilka o wydaniu – jest fantastyczne. Twarda okładka, soczyste kolory, świetne opracowanie liternictwa (kilka rodzajów, bo różne postaci mają swój charakterystyczny sposób mówienia). No i dodatki. Tak, na 432 strony opowieść ze świata Battle Chasers to de facto około 300 stron, reszta to właśnie dodatki: szorty, szkice, alternatywne okładki.

Świetny komiks, świetna przygoda.

Patryk Karwowski
Rysunki: Joe Madureira, Adam Warren, Ludo Lullabi
Scenariusz: Joe Madureira, Munier Sharrieff, Adam Warren
Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz
Redakcja: Krzysztof Ostrowski
Korekta: Hanna Antos
Ilość stron: 432
Oprawa: twarda
Wydawnictwo: Nagle! Comics
Format: 180 x 276 mm

KOMIKS UDOSTĘPNIONY PRZEZ WYDAWCĘ. ZNAJDZIESZ GO NA PÓŁKACH

Nagle Comics