Czy mnie słychać?

Wyobrażasz sobie, że w tym filmie z oklepaną fabułą, w którym po prawdzie nie zobaczyłam niczego nowego, kilka razy się wzruszyłam? Może to taki moment w życiu, że zaczynam analizować wiele rzeczy, a może to ten podobny małżeński staż, co u pary głównych bohaterów.

Wydaje się, że słowa „Chcę być z tobą nieszczęśliwy”, które padają gdzieś pod koniec, są receptą na to oddalenie się małżonków. Bo to stojące w opozycji „jesteśmy szczęśliwi” może być mocno wyświechtane. Co to w ogóle znaczy „być szczęśliwym” w związku? Nawet nie mam ochoty tego roztrząsać, bo to sprawy bardzo indywidualne, co zresztą Bradley Cooper w swoim filmie pokazuje. A bycie razem w tej nieszczęśliwości wydaje mi się ważniejsze, bo jest de facto czymś trudniejszym, czymś, co spaja.

Rozwijając – gdy ludzie się starzeją, nie są już tak sprawni (główna bohaterka była kiedyś wziętą siatkarką, teraz trudno jej patrzeć na tamten czas), mają nowe priorytety – i czasem z tych wszystkich powodów jesteśmy nieszczęśliwi, czyli też smutni – czas mija nieubłaganie. Wtedy powinniśmy mieć oparcie. Tak rozumiem te słowa „chcę być z tobą nieszczęśliwy”.

Czy mnie słychać?Czy mnie słychać? Bliskość w smutku – najtrudniejsza, ale najprawdziwsza.

Tak, przebywanie ze sobą w smutku, akceptowanie siebie z dzisiejszą formą, z dzisiejszym bagażem i nie szukanie na siłę młodości – to wydaje mi się najważniejszym filmowym przesłaniem. Do tego trzeba dojrzeć, to jest cholernie trudne. Jeżeli nie potrafisz dostrzec dzisiejszego piękna w bliskiej ci osobie, nie rozumiesz, że ona już nie będzie młoda, będzie potrzebowała więcej czasu, żeby zejść po schodach, i zaczniesz się oglądać za czymś innym, to cóż – tak naprawdę nigdy nie kochałeś jej całej, tylko powierzchownie.

Ale to de facto tylko jeden motyw z Czy mnie słychać?, bo tutaj rzeczywiście zaczyna się od rozstania, od przejścia w stan separacji.

Czy z takiego stanu można powrócić? Ja takich przypadków nie znam, a historii filmowych nie mogę sobie przypomnieć. Dajemy sobie przestrzeń, luz, odpoczynek od siebie – a to przecież często tylko przechodzenie do momentu, gdy spokojnie można wyjść z tego życiowego przedziału. I tak też dzieje się w tym małżeństwie.

Co się stało u Alexa (Will Arnett) i Tess (Laura Dern)? Trudno stwierdzić. Reżyser nie zamierza ułatwiać interpretacji, musimy zbierać te szczątkowe informacje. Faktem jest, że i w tym, i w wielu związkach, które się rozpadły albo rozpadają, doszło do tego samego – braku komunikacji.

Odkrywanie siebie po latach – gdy separacja zmienia wszystko.

To nie jest rewolucyjna diagnoza, bo ten brak komunikacji to małżeński nowotwór, który niezidentyfikowany i nieleczony doprowadza do małżeńskiej śmierci. Gdy para podejmuje próbę leczenia za późno, może tylko przeciągnąć sprawę w czasie. Są i piękne wyjątki – czy państwo Novak będą tym wyjątkiem, musicie obejrzeć.

Trochę kluczę, jak zwykle, i skupiam się na tych zagadnieniach, które do mnie dotarły najmocniej. A jest tu przecież sporo innych wątków, choćby ten tytułowy, bardzo ciekawy (możliwe, że dla niektórych widzów dominujący), który również pośrednio wiąże się z brakiem komunikacji.

Czy mnie słychać?

Alex bowiem, gdy jest już w separacji, nagle „odkrywa” swoje powołanie. No, nie tak nagle, ale naprawdę odkrywa swoją pasję. Zaczyna się od spontanicznego wzięcia udziału w stand-upie – to znaczy, Alex skorzystał z takiej możliwości w chwili, gdy prowadził bójkę z paskudnymi myślami w swojej głowie, wszedł na scenę i przed obcymi ludźmi opowiedział o tym.

Miłość, która nie udaje młodości – najuczciwsza z możliwych.

Opowiedział z przekąsem, ironią, mocno odkrywając siebie – i poniekąd wszystkich rozbawił. To motyw, który opowiada o kulturze stand-upu jako takiej, bo na tym opiera się sukces wielu amerykańskich komików: opowiadają o swoim życiu, o nieudanych związkach, o męczących dzieciach, żonach, teściach, o tym wszystkim, co im nie wyszło. A widzowie przecież lubią patrzeć, jak facet się przewraca i wpada twarzą w kałużę. No może nie lubią, ale to potrafi rozbawić.

Tak, to ten drugi motyw – bo Alex odkrywa w czasie separacji swoje powołanie. Czyli znowu jakaś niezdolność komunikacji: może o tym myślał, ale nigdy o tym nie mówił. Tak jak i ona – bo gdy wyszła z tego milczącego związku, okazało się, że nie musi ze smutkiem nie oglądać swoich życiowych sportowych sukcesów, tylko przejść na fotel trenera.

Ot, moje wnioski i przemyślenia. A film bardzo dobry – fajnie przegadany, fajni ludzie, rodziny, trochę smutku, sporo wzruszeń (dla mnie).

Patryk Karwowski

Czas trwania: 121 min
Gatunek: dramat
Reżyseria: Bradley Cooper
Scenariusz: Bradley Cooper, Will Arnett, Mark Chappell
Obsada: Will Arnett, Laura Dern, Andra Day, Bradley Cooper
Muzyka: James Newberry
Zdjęcia: Matthew Libatique

FILM NA NOŚNIKACH FIZYCZNYCH ZNAJDZIESZ TUTAJ