Jestem zagubionym aniołem

Eva, mon amour. Czuję ogromną sympatię do tej postaci, a więc i serii, którą firmuje swoim nazwiskiem Jordi Lafebre, hiszpański scenarzysta i ilustrator. Skąd ta sympatia? O Jestem ich milczeniem pisałem w grudniu 2024 roku, gdy dział z komiksami zaczął się poważnie na stronie rozrastać. Niech będzie, że to był wówczas moment przełomowy. Połykałem tytuły, większość mi się podobała. Dzisiaj jestem bardziej krytyczny, ale gdy przed lekturą Jestem zagubionym aniołem odświeżyłem część pierwszą, swoje zdanie podtrzymuję. To dobra historia, cudnie narysowana, z fajnym ironicznym podejściem autora (ale i ze zrozumieniem dotyczącym spraw wrażliwych). A jednocześnie ma istotny kontekst społeczny (druga część jeszcze mocniejszy), a ważkie i delikatne treści dotyczące Evy (i jej zdrowia psychicznego) potraktowane są z dużą dozą empatii. Czego tu nie lubić?

Je suis un ange perdu, czyli właśnie Jestem zagubiony aniołem, ukazało się w 2025 roku. Urodzony w Barcelonie Jordi Lafebre łączy kataloński noir, komedię i dramat rodzinny w formę jednocześnie lekką i głęboko niepokojącą. Album rozwija wątki z Jestem ich milczeniem i potwierdza, że autor tworzy jedną z ciekawszych współczesnych bohaterek europejskiego komiksu.

Jestem zagubionym aniołem - Je suis un ange perduCzułość w cieniu przemocy – Lafebre znów trafia w najczulsze miejsca.

Lafebre nie zmienia wprawdzie nastroju swojej opowieści, a wracając do Barcelony – podobnie jak w części pierwszej – nie traktuje miasta jako tła turystycznego, lecz jako przestrzeń społecznych napięć: sportu zawodowego, neonazistowskich grupek, przemocy wobec kobiet i dziedziczonych traum.

Punktem wyjścia jest śmierć mężczyzny zanurzonego twarzą w świeżym betonie – scena groteskowa, ale podszyta upiornym kryminałem. Eva, jedyny świadek, opowiada policji i własnemu terapeucie o siedmiu dniach poprzedzających zdarzenie. Jej relacja jest fragmentaryczna, pełna luk i halucynacji, a „głosy” zmarłych kobiet z rodziny towarzyszą jej jak stały chór.

Jestem zagubionym aniołem, pastelowy niepokój.

Rysunek Lafebre’a pozostaje półrealistyczny, przy miękkiej kresce, opartej na ekspresyjnej mimice i płynnej gestykulacji. Kolorystyka jest pastelowa, ale nie słodka – raczej melancholijna, lekko przygaszona. Szczególnie interesujące są momenty, w których halucynacje Evy przenikają się z rzeczywistością bez wyraźnej granicy – Lafebre nie sygnalizuje przejścia, pozwalając, by czytelnik sam zgubił orientację, tak jak bohaterka.

Komiks jest zabawny, lecz nie lekki; dramatyczny, ale nie przygnębiający. Lafebre tworzy historię, która jest jednocześnie kryminałem, studium psychologicznym i opowieścią o odziedziczonych ranach. Życzyłbym sobie, by autor kontynuował losy Evy.

Patryk Karwowski
Rysunki: Jordi Lafebre
Scenariusz: Jordi Lafebre
Tłumaczenie: Jakub Syty
Korekta: Julia Zając, Hanna Antos
Łamanie: Jarosław Jabłoński
Ilość stron: 112
Oprawa: twarda
Wydawnictwo: Non Stop Comics
Format: 215 × 280 mm

KOMIKS UDOSTĘPNIONY PRZEZ WYDAWCĘ. ZNAJDZIESZ GO NA PÓŁKACH
Non Stop Comicx