Smarkula, Tom 1: Włosy zielone, mam wywalone

„Nie mogę iść do więzienia! Jestem w połowie malowania paznokci!”

Bryan Lee O’Malley ma wyjątkowy talent do konstruowania postaci, które na pierwszy rzut oka mogą irytować (i tak, są irytujące), lecz przy bliższym poznaniu zyskują głębię. Problem nie tkwi więc w samych bohaterkach, lecz w odbiorcach – dokładnie tak jak w przypadku Smarkuli.

Bo spójrzmy: jak ja, boomer z prawie dwudziestoletnim stażem pracy od 8 do 16, mam odbierać tę smarkulę na początku? Zielone włosy, totalny luz, absolutny brak trosk. Jasne, na co dzień przeżywam to z dwiema własnymi smarkulami, ale to są moje dzieci – kocham je. Obca osoba? Influencerka modowa, żyjąca z bloga? Prowadzi bloga – co za pomysł. A do tego sposób, w jaki mówi… najgorzej. Ten koleś nie jest przystojny, ale jest już hot. Ci ludzie nie są zwykłymi nieznajomymi, ale randomami. I tak dalej.

Smarkula, Tom 1: Włosy zielone, mam wywaloneOd hejtu do zrozumienia. Bryan Lee O’Malley jak zwykle z dużą empatią.

Można ją więc z marszu ocenić – i to świadczy wyłącznie źle o oceniających. Bo Lottie Person w gruncie rzeczy nie robi nic złego. Potrafi być urocza, a w głębi serca jest dobrą osobą. Owszem, bywa naiwna (bardzo!), nie poznała jeszcze prawdziwie koszmarnych stron życia, ale przecież nie można skazywać jej na całe zło świata. Żyje swoim radosnym życiem influencerki, działa w mediach społecznościowych z pomocą stażystki (rotacja na tym stanowisku jest spora, bo to etat niepłatny). Chodzi na imprezy blogerskie, plotkuje, wymyśla znajomym ksywki, bo nie jest w stanie zapamiętać imion. Jest tu coś z Clueless (1995, Amy Heckerling). A że to dopiero pierwszy tom Smarkuli, łatwo zrozumieć, że dziewczyna przejdzie większą przemianę. Zresztą zaczyna się ona już teraz – od tajemniczej dziewczyny, która podąża tropem Lottie.

Czy zatem w trakcie lektury pierwszego tomu zmienia się tonacja? Nie – formalizm pozostaje niezmienny. Tym razem Bryan Lee O’Malley nie rysuje własnej opowieści; to zadanie powierzył Leslie Hung.

Komiks z kilkoma warstwami – na wierzchu pozory, śmiech i radość, głębiej jest smutek.

To feeria kolorów, kreska bardziej realistyczna (bardziej niż ta, do której przyzwyczaił nas autor Seconds. Drugie szanse). Odniosłem wrażenie, że O’Malley miał ogromną frajdę w kreowaniu tych postaci. To komiks zabawny, lecz scenarzysta nie pastwi się nad środowiskiem. Przedstawia je w formie satyrycznej, ale nie złośliwej. Tak, nabija się z wielu rzeczy, lecz nie jest to wulgarny roast – wszystko mieści się w konwencji satyry. Leslie Hung sprawnie nadąża za pomysłami O’Malleya. Wszyscy są tu piękni, w nieco mangowej estetyce, zawsze z dobrze skomponowaną kolorystyką.

Komiks Bryana Lee O’Malleya i Leslie Hung udaje lekką, pastelową komedię o influencerce, by po chwili odsłonić coś znacznie bardziej niepokojącego: opowieść o tożsamości rozszczepionej między autoprezentacją a realnym doświadczeniem. Zaczyna się jak żart o kulturze lifestylowej, a płynnie przechodzi w rodzaj psychologicznego thrillera. I słusznie – Smarkula ma działać właśnie w ten sposób. Na pierwszym planie widzimy fałsz: Lottie Person ukrytą za aplikacjami i filtrami, a w istocie bohaterkę tragiczną, samotną dziewczynę.

Smarkula to jedna z ciekawszych współczesnych opowieści o wizerunku, kobiecości i samotności w epoce mediów społecznościowych. Nie jest to lektura dla każdego – jej ironia i estetyczna przesada mogą irytować – lecz właśnie w tej przesadzie tkwi jej siła. A dodatkowy ogromny plus należy się tłumaczce: brawa dla Kaliny Ostrowskiej za oddanie niespokojnego ducha językowego influencerskiej braci, z całym tym plastikiem i słowami dziwnie zabarwionymi fałszem.

Patryk Karwowski
Rysunki: Leslie Hung
Scenariusz: Bryan Lee O’Malley
Tłumaczenie: Kalina Ostrowska
Ilość stron: 136
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Wydawnictwo: Nagle! Comics
Format: 170 x 260 mm

KOMIKS UDOSTĘPNIONY PRZEZ WYDAWCĘ. ZNAJDZIESZ GO NA PÓŁKACH

Nagle Comics