Seconds. Drugie szanse. Dobrze bym się zastanowił, gdybym dostał taką możliwość jak Katie Clay. Co tam się stało? W zasadzie nic wielkiego, ot normalne problemy z finansami, miłością, codzienną stagnacją. Zwykła proza życia, nic spektakularnego. Nawet ten inicjujący wszystko wypadek w kuchni można było przełknąć. W sensie… jakoś by się ułożyło po tym wytarciu o glebę wszelkich zasad BHP, gdy poparzeniu uległa jedna z pracownic restauracji Seconds.
Jednak Katie, szefowa, jest poniekąd temu winna. I ta sama Katie dostała szansę, przeżuje i przełknie magicznego grzybka, przemyśli bieg wydarzeń i dzień rozpocznie się na nowo. Zasady są trochę bardziej skomplikowane. Teraz to nie jest istotne. Ważne jest dla dziewczyny, że można to zrobić. Uważaj, czego sobie życzysz moja droga!
Druga szansa jak dzień świstaka.
Jest to kuszące i być może (być może!) w niektórych wypadkach pomysł „drugiej szansy” mógłby się sprawdzić. Gdybym nie poszedł na te swoje kiepskie studia i wybrał inną dziedzinę, to kto wie, kto wie. Ale, przecież gdybym nie poszedł na te swoje kiepskie studia, nie spotkałbym żony, nie byłoby tych wspaniałych córek. I tak dalej. Po każdej złej decyzji wchodzimy na tory nowej rzeczywistości. Przy złych wyborach, przychodzi wiele innych, dobrych rzeczy. Te dobre nie muszą pojawić się w następstwie, ale przy okazji.
I Katie w Seconds. Drugie szanse, gdy raz posmakowała tego swojego smacznego grzybka, postanowiła skorygować złe dni i nieudane momenty raz za razem. Tu nawet nie wypada pisać o otwieraniu puszki pandory, a trzeba napisać o rzuceniu tą puszką o ziemię. A później przejechał po niej walec. Wszystko się popieprzyło, pisząc kolokwialnie.
Zabawny, refleksyjny, a jednak wchodzi też dobrze pod skórę.
Zdaję sobie sprawę jakim kultowym statusem cieszy się inny komiks Bryana Lee O’Malleya, czyli seria Scott Pilgrim. Lubię film, komiksu jeszcze nie czytałem. Ale tak jak napisałem, zdaję sobie sprawę z wagi tego medium i nawet mając w pamięci filmową adaptację, jestem w stanie zrozumieć geniusz autora. Bo Scott Pilgrim (tak, wciąż tylko o filmie) łączy się gatunkowo z Seconds.Drugie szanse – tak na poziomie pastiszu jak i na szerszym. To podobna energia, zgrywa, zadzior, świadomość narracyjna. Tu wszystko (już w Seconds. Drugie szanse) płynie z prądem, jest przemyślane, dni umykają, grzyby są przeżuwane, Katie traci kontrolę, później chce to naprawiać drżącymi rękoma. miota się w tej grotesce i abstrakcji. Można się wykończyć, bo to już zaszło za daleko! Ale co zrobić! Trzeba wciąż korygować, lepić, podklejać gumą do żucia, a później jest już tylko piekło. Najgorzej, bo dziewczyna stoi z boku i patrzy co narobiła, światy równoległe wpadły na siebie w tunelu, później ktoś zapalił światło. No przykro patrzeć na ten bajzel Katie.
Realizm magiczny, szara rzeczywistość połączona w mocnym uścisku z fantastyką. Na to wszystko pojawia się ona, przycupnięta w rogu pokoju wiedźma. Świetny, zabawny, z biglem. Ale również istotny i z przesłaniem. Trochę o akceptacji siebie, o tym że trzeba jednak podjąć walkę, a nie iść na skróty. A rysunek? Tak jak napisałem, nie znam od tej strony autora, pasuje wszystko do konwencji, to właśnie takie musi być. Jak te urocze postaci z anime, ale wciąż z charakterem. Z jednej strony komiczne, ale świetnie kontrastują z ciężarem emocjonalnym historii. Duże oczy, uproszczone sylwetki, ekspresyjna mimika, całość dość stonowana kolorystycznie. Wizualny umiar, który stoi w opozycji do wydarzeń – te bowiem wymykają się totalnie spod kontroli głównej bohaterki. Świetny, relaksujący komiks.
Rysunki: Bryan Lee O’Malley
Scenariusz: Bryan Lee O’Malley
Tłumaczenie: Elżbieta Janota
Redakcja: Krzysztof Ostrowski
Korekta: Hanna Antos
Ilość stron: 336
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Wydawnictwo: Nagle! Comics
Format: 160 x 210 mm
KOMIKS UDOSTĘPNIONY PRZEZ WYDAWCĘ. ZNAJDZIESZ GO NA PÓŁKACH

