„Ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy”, śpiewał Marek Grechuta. Po kilkukrotnym pisaniu i zmazywaniu tego, co próbowałem ująć o Wartości sentymentalnej, zostanę właśnie przy tych słowach Grechuty i przy skupieniu się na nich w kontekście filmowego przesłania.
Obraz Joachima Triera jest o wielu rzeczach, ale głównym wątkiem może być właśnie to..Tak powinno być, to jest ta pozytywna i pokrzepiająca wartość. Pozostanę więc przy tym, że jednak warto zrobić krok naprzód, bo wszystko co będzie jutro, może być lepsze.
Do tego trzeba oczywiście dojrzeć, a po drugie każdy dramat jest inny i indywidualny. Tutaj, w Wartości sentymentalnej rzecz idzie o próbę komunikacji, o wszystkie niezdarne podchody i o to, jak niezwykle trudno jest zacząć dialog.
Wartość sentymentalna, sztuka jako terapia.
To nawet zatrważające, że jako istoty rozumne, z taką gamą narzędzi, wciąż mamy problem ze zwykłą rozmową. Zatrważające i na swój sposób jednak fascynujące. Potrafimy czasem zbudować grubą ścianę, albo postawić tak wysokie mury, że dostanie się do środka, albo raczej wydostanie się na zewnątrz jest niemożliwe. Ale czasem są tam, w tej naszej wewnętrznej celi, jakieś szpary i można przecisnąć kartkę, list, cokolwiek – słowo pisane jakoś łatwiej nam przychodzi, prawda?
Na taki krok zdecydował się reżyser Gustav Borg (Stellan Skarsgård). Kiedyś opuścił rodzinę, zostawił dom, żonę i dwie córki, jak były małe. Pojawił się w ich życiu, gdy miały swoje kariery, jedna córka ma syna, druga pracuje jako aktorka, nie wiemy wszystkiego.
A już na pewno nie wiemy, co się wydarzyło w domu rodzinnym. To strzępy. Był krzyki, ciągłe kłótnie. Łatwo oczywiście obwiniać ojca, bo przecież wstał i wyszedł. Odbiło się to na wszystkim. Wspomnienia potrafią być naznaczone subiektywnymi odczuciami. Z drugiej strony, my jako widzowie, rzeczywiście nie wiemy jakie było źródło tych wszystkich problemów. Później się domyślimy.
Pamięć i jej zawodność. Selektywna i zawsze subiektywna.
Gustav, kiedyś reżyser z sukcesami, teraz trochę na uboczu, wraca więc do filmu. Ma scenariusz. Jak się okazuje, to dzieło jego życia. Po prawdzie to właśnie ten list wysłany z własnej celi. Adresatem nie jest widownia. Oni ostatecznie zobaczą ładny i przejmujący film. Jak zawsze, kiedy filmowiec tworzy coś niezależnego i osobistego możemy się tylko domyślać ile własnych traum, przeżyć za tym stoi. To filmowe terapie. Zatem Wartość sentymentalna to także film w filmie. Trier opowiada o fikcyjnym reżyserze, ale ma na myśli wielu innych, autentycznych. Kenneth Branagh i jego Belfast, François Truffaut i 400 batów, Pedro Almodóvar to Ból i blask, albo (może i przede wszystkim) Tim Roth i jego Strefa wojny. Zatem film w filmie działa tu jako próba opowiedzenia o tym autorskim języku, który służy czasem jako spowiedź twórcy.
Gustav bowiem (jak wielu z nas) nie jest w stanie powiedzieć wielu rzeczy, ale napisać już może. I o tym tez jest film, o tej niemożności i niezdolności do komunikowania się.
Skromny, prawdziwy, zupełnie oddalony od głównego nurtu. Widać tu od razu głęboką tradycję skandynawskiego dramatu psychologicznego. Film skupiony na pamięci, winie i potrzebie pojednania. Relacje rodzinne są napięte. Każda postać nosi w sobie żal i niewypowiedziane pretensje. Pamięć może być selektywna. Jedni pamiętają ciepło, inni ból – wspomnienia nie są więc obiektywne.
Szczery i uczciwy, również o dojrzewaniu emocjonalnym. Prawdziwe uzdrowienie zawsze związane jest z konfrontacją.
Czas trwania: 133 min
Gatunek: dramat
Reżyseria: Joachim Trier
Scenariusz: Eskil Vogt, Joachim Trier
Obsada: Renate Reinsve, Stellan Skarsgård, Inga Ibsdotter Lilleaas, Elle Fanning
Muzyka: Hania Rani
Zdjęcia: Kasper Tuxen

