Nie miałem przyjemnych myśli ilekroć na ekranie zagościł Bunny Munro, a gościł tutaj często. Jest wszak głównym bohaterem sześcioodcinkowego serialu The Death of Bunny Munro. Gdy już uświadomiłem sobie, co to za typ, pewnym pozytywnym wątkiem był sam tytuł. Koleś ma przecież umrzeć, uff.
Czy jest to z mojej strony krzywdzące, ze nie potrafiłem wykrzesać choćby małego zrozumienia dla osoby obciążonej, chorej, cierpiącej? Bo przecież Bunny cierpi i jest chory. Wydaje mi się, że sam nawet jest po trosze tego świadomy. To znaczy, nie uzewnętrznia się z tą wiedzą, ale to czuć, to wynika z treści ukrytej pomiędzy wierszami. Gdy rozmowa schodzi w którymś momencie na temat żony, kilka razy wspomina jej chorobę, depresję i to, że musi brać tabletki. Wnioskuję zatem, że potrafi ten stan choćby w jakimś stopniu rozpoznać. Cóż z tego, skoro sam jest tym rodzajem ludzkiej wszy. Trudno takiej kibicować.
I stało się tak, że ten świetny dzieciak, którego Bunny zabiera w trasę po śmierci matki tkwi w tym stanie podpatrywania nie-ojca. Temu chłopcu przydarzył się bowiem Bunny. Bunny, który jako zgniłe jabłko, które spadło ze zgniłego drzewa.
Śmierć Munro nadejdzie, serial o upadaniu.
Do tego czasu, do tej tytułowej śmierci, trzeba z nim wytrzymać. Jasne, facet jest chory. O takiej chorobie (między innymi, bo Bunny ma sporo więcej problemów) było już kilka filmów, w tym doskonały Wstyd z 2011 roku w reżyserii Steve’a McQueena. Munro jednak, oprócz tego że jest uzależniony od seksu, jest też szczurem, gadem, podłym antybohaterem.
Oglądałem jego perypetie i tylko marzyłem o tym, żeby ktoś mu skręcił kark. Im szybciej tym lepiej. No ale wtedy, gdyby ktoś mu ten kark skręcił, jego fenomenalny dzieciak trafiłby do opieki społecznej, a tam mogłoby być różnie. Ale czy gorzej niż u boku Bunny’ego?
Serial nerwowy i wytrącający. Nie można oglądać w spokoju.
Tak, to ten serial o zdeprawowanym człowieku, którego nie polubisz. Nie masz tego robić, bo tak jest skonstruowana postać, którą do życia powołał Nick Cave. Dużo tu mroku i to on dominuje i nad serialem i nad postacią. Obrońcy Munro zapewne wykorzystają ten sam mrok, by choć trochę tłumaczyć zachowanie Bunny’ego
To studium rozpadu. Narracja opiera się na rejestracji faktów, a twórcy natomiast nie oferują ulgi. Dopiero w finale zrywamy te posępne kotary i trochę się przejaśni. Jest szansa.
Podobał mi się, bo jako serial nie próbuje moralizować. Nie oferuje interpretacji. Pokazuje konsekwencje. Bohater dryfuje ku końcowi, który jest oczywisty od pierwszej sceny. Finał też nie zaskakuje. Jest tylko potwierdzeniem, że nic nie mogło potoczyć się inaczej – to opowieść o człowieku, który już na początku jest martwy emocjonalnie. Reszta to dokumentacja jego powolnego zaniku. Doskonały muzycznie, doskonały aktorsko.
Gatunek: dramat
Reżyseria: Isabella Eklöf
Scenariusz: Pete Jackson
Obsada: Matt Smith, Sarah Greene, Rafael Mathé
Zdjęcia: Nadim Carlsen
Muzyka: Nick Cave, Warren Ellis

