Dwie największe moim zdaniem cechy pozytywne albumu pozostały na swoim miejscu. Wciąż znajdujemy się na tym jednym turnieju (tam niezmiennie wygrywa dynamika walk!) i wciąż możemy podziwiać bajeczne ilustracje Ronana Toulhoata. Odniosłem wrażenie, że kontynuacja nie próbuje być jednocześnie bardziej widowiskowa, lecz bardziej precyzyjna. Twórcy natomiast konsekwentnie budują świat, w którym przemoc jest narzędziem politycznym, a bohaterowie funkcjonują w systemie, który nie oferuje im żadnej przestrzeni na heroizm.
Zatem mamy ten wielki turniej (jak stało kiedyś w tytule komiksu Janusza Christy), a walka toczy się nie tylko na arenie krwawych zmagań, co głównie poza nią, na przykład w wąskich przesmykach pomiędzy namiotami. A namioty, wiadomo, mają cienkie ściany. I chwała tym rozgarniętym giermkom, jak Paulin, który był w odpowiednim miejscu, w odpowiednim czasie. Podsłuchał kluczową rozmowę, a słowa o „niechybnej śmierci pannicy na turniejowym placu” mogły go tylko zaniepokoić. Co zrobi giermek? To, co każdy wierny kompan powinien uczynić. Zawiadamia, nie bójmy się użyć tego określenia, przyjaciół.
Wielki turniej i krwawa polityka.
To wciąż ten sam turniejowy sezon, co w księdze pierwszej. Teraz jednak towarzyszymy już całemu trio: jest Josselin (herbu Srebrna Krokiew), Jehan (herbu Psi Łeb) i czarny rycerz. Pamiętacie? Powinniście. Teraz uzbrojeni w wiedzę o jakimś spisku, muszą przygotować się na dodatkowe utrudnienie.
Zatem mamy cały stos pojedynków dodatkowo wzmocnionych napięciem, które wynika z tej nieprzyjemnej wiedzy. Ktoś ma przecież na turnieju zginąć, może chodzi o zamach?
To wciąż solidna średniowieczna propozycja okraszona delikatnym humorem. Komiks w jasnych żywych kolorach, który stawia na pierwszym miejscu konsekwentne prowadzenie wątków oraz umiejętność łączenia realizmu XII wieku z dynamiką współczesnej opowieści. Odniosłem też wrażenie, że Ronan Toulhoat ma dla siebie jeszcze więcej miejsca niż w księdze pierwszej.
Świetna krecha i dynamika – cechy rozpoznawalne serii.
Pojedynki są rozłożone na kilka stron, wypełniają całe plansze, to sekwencje które są pozbawione dialogów. Możemy obserwować wszystko na dużych zbliżeniach. Ilustracje cechuje też ciekawy rytm: szybkie sekwencje walk kontrastują z szerokimi kadrami architektury i obozowisk. To ta chwila wytchnienia, oko może odpocząć, automatycznie przestawiamy się na inną perspektywę.
Podoba mi się, ale nie ocenię więcej niż jako rzeczywiście dobry i solidny. Rycerz Psi Łeb to sprawdzona marka. Scenarzysta i ilustrator mają pomysł na tę serię, są konsekwentni. Jedno miejsce akcji to dobry patent. Postaci są charakterne i charakterystyczne. Fajna cartoonowa kreska to również ten pomysł na ogromnych rycerzy, którzy ze swoimi górami mięśni muszą być naprawdę silni, ale niekoniecznie muszą sobie dobrze poradzić na turniejowym placu, na którym liczy się szybkość i zwinność. Dobrze to zostało przedstawione. Czekam na trzecią księgę!
Scenariusz: Vincent Brugeas
Rysunki: Ronan Toulhoat
Kolory: Yoann Guillo
Tłumaczenie: Jakub Syty
Skład: Piotr Margol
Redakcja: Izabela Rutkowska
Korekta: Izabela Rutkowska
Ilość stron: 168
Oprawa: twarda
Wydawnictwo: Lost in Time
Format: 215 × 290 mm

