Islander #01: Wygnanie

Na chwilę przed dniami ostatnimi.

Totalnie pozytywne zaskoczenie, które zaczęło się od warstwy wizualnej. Zaskoczenie przyszło nie tyle od samego rysunku, co z samego charakteru ilustracji. Rysunki są bardzo dobre, czyste, wyraziste, ale miałem też wrażenie, że są jakby na wpół animowane. Jakby niedużo już brakowało, by bohaterowie byli wprawieni w ruch. Rzeczywiście miałem wrażenie, że postaci nie pozują – one działają. Nawet w bezruchu są gotowe do ruchu. Ta dynamika wynika z kilku elementów: Rouge rysuje ciała tak, jakby miały lekko przesadzone proporcje, mocno wypełniają kadry jakby były wycięte z filmowej kliszy.

No i są to kadry spore, plansze mamy przedzielone raptem na kilka sekwencji, a w czasie akcji dostajemy minimum dialogów. Za te dialogi, interakcje pomiędzy postaciami, nawet ich uwagi, pytania, zdziwienie, robi głównie sam rysunek. To dodaje sporej dynamiki w narracji i to też powoduje, że pierwszy tom, czyli Wygnanie, tak szybko się kończy. Niestety.

Islander #01: WygnanieIslander, czyli komiks z zaskoczenia.

Islander sprawia wrażenie (i taki w rzeczywistości jest) komiksu bardzo nowoczesnego tak ze względu na opisany wcześnie styl wizualny, którym operuje Corentin Rouge, ilustrator, jak i literackość, którą sprawnie uprawia Caryl Férey.

Scenariusz Islandera wykorzystuje skróty, ale nie uproszczenia. Konstrukcja fabularna opiera się na motywie wygnania. W Europie jest czas wojny, ale nie mamy w nią wglądu. Widzimy obrzeża tego konfliktu, czyli te miejsca, do których ludzie dotarli uciekając przez wojenną pożogą. To obozy uchodźców, najczęściej na chwilę przed dostaniem się do spokojnej (w teorii) Islandii. Jest jeszcze jakaś okazja, by popłynąć statkiem do Szkocji. Ale reszta świata? Jeszcze nic nie wiemy. Wiemy natomiast, że jest gorzej niż źle. Jest tragicznie, to ostatni czas przed złamaniem. Ostatnie chwile przed dniami ostatnimi.

Wartka akcja, bohaterowie cały czas w ruchu.

Załamały się więc państwa, gospodarki, środowisko naturalne, coś pękło zarówno na naszej planecie jak i w społeczeństwach. Islandia natomiast nie jest w stanie przyjąć wszystkich uchodźców. Wszak i samo państwo jest już podzielone. Ważą się tam losy milionów napływających ludzkich mas, a część klasy politycznej nie życzy sobie, by przyjmować kolejnych uciekinierów z zachodu. Wśród nich, wśród migrantów, jest jeden światły człowiek nauki, który może zmienić losy świata. Nie tylko. Ważki temat, który może mieć wpływ na sytuację globalną w przedstawionym świecie to jedno. Esencją komiksu są jednak te indywidualne dramaty i tragedie. Człowiek z okładki komiksu to postać kluczowa, daleka od wielkiej polityki, a jednak uciekający od przeszłości.

Dlatego to wszystko tak dobrze działa. Komiks jest krótki, ale też bardzo intensywny, podział na kilka wątków tylko podkręca i tak już wartką fabułę, dialogi są oszczędne, lecz nacechowane napięciem; narracja unika moralizatorstwa, pozostawiając czytelnikowi przestrzeń interpretacyjną.

Islander jest bardzo precyzyjny i właśnie jego największą siłą jest harmonia między tekstem a obrazem. Férey dostarcza materiału o dużej gęstości emocjonalnej i politycznej, a Rouge przekłada go na język wizualny. Świetny start serii!

Patryk Karwowski

Rysunki: Corentin Rouge
Scenariusz: Caryl Férey
Tłumaczenie: Jakub Syty
Korekta: Izabela Sieranc, Hanna Antos
Łamanie: Jarosław Jabłoński / jjprojekt.pl
Ilość stron: 160
Oprawa: twarda
Wydawnictwo: Non Stop Comics
Format: 172 x 228 mm

KOMIKS UDOSTĘPNIONY PRZEZ WYDAWCĘ. ZNAJDZIESZ GO NA PÓŁKACH
Non Stop Comicx