Gaston. Księga 3

Powołany do życia na łamach magazynu komiksowego Spirou w 1957 roku przez rysownika André Franquina zaistniał najpierw w głowie redaktora naczelnego Yvana Delporta. Gaston to dokładnie Gaston Lagaffe. Stąd przechodzimy do clue komiksu, czyli do gaf (od nazwiska Lagaffe). Dlatego w komiksie często zwracają się do chłopca Gafiarz, co oczywiście pasuje do jego głównego zajęcie, czyli do popełniania gaf.

Narodził się w złotym okresie Spirou, a początkowo miał wypełniać tylko pustą przestrzeń w magazynie. Szybko jednak zyskiwał popularność. Imponujący talent Franquina i jego naturalny dryg do przedstawienia szalonych i niezwykłych pomysłów Gastona spowodował, że autor związał się mocno z postacią. Dzisiaj to belgijskie dobro narodowe. Murale, pomniki, miejsce w 100 książkach XX wieku według Le Monde, również filmy. Niestety z X muzą nie szło Gastonowi najlepiej. O filmie z 1981 roku (Fais gaffe à la gaffe!) wszyscy chcą zapewne zapomnieć. Lepiej było przy drugim podejściu, czyli w 2018 roku (Młody geniusz i kłopotliwe wynalazki). Lepiej, ale wciąż dużo poniżej średniej.

Gaston. Księga 3 - Andre Franquin - recenzja komiksuHumor wychodzi z katastrofy, Gaston zawsze idzie o krok za daleko!

Spotkaliśmy się tutaj jednak, by przyjrzeć się przygodom biurowego asystenta na łamach komiksu. Gaston to chaos, to rzucony granat do biura prosto w stertę posegregowanych dokumentów, teczek, wniosków urlopowych. Nie chcecie mieć z Gastonem nic wspólnego, ale przyjemnie patrzeć jak dokucza innym. Och, oczywiście nie robi tego wszystkiego z premedytacją, zawsze ma dobre chęci. Od nich, tych dobrych chęci, najczęściej zaczyna się seria gagów przedstawionych w tej księdze.

Umówmy się Gaston, albo pan Gafiarz z redakcji Spirou powinien już dawno wylecieć na bruk. Jednak czuje do niego miętę panna Joasia, a on sam zdaje się po prostu tym brakującym ogniwem w szalonej redakcji. Dziwnym trafem toleruje go również bezpośredni przełożony, czyli Fantazjusz. Cóż, tutaj widzę już drobne oznaki bycia masochistą. A te gagi? Bogate menu! Serwuje kolegom dziwne potrawy (frankfurterki z brzoskwiniami w syropie), zestawem małego chemika rozkłada na łopatki całą redakcję, próbuje wnieść na piętro kilkumetrowe deski (przydadzą się), konstruuje instrument, którego dźwięki rozsadzają ściany. I tak dalej.

Album zachwyca nie tylko pomysłami, ale również ilustracjami. Kreska Franquina jest jednocześnie lekka i nerwowa. Linie drżą jakby były w porozumieniu z naturą głównego bohatera. Główną cechą charakterystyczną każdej przedstawionej katastrofy, bo o katastrofy wszak idzie, jest dynamika. Styl Franquina nie tylko przedstawia ruch i następstwa dramatycznych działań bohatera, co wręcz symuluje je. Ilustracje stoją niemal o krok od animacji.

Franquin to wirtuoz dynamicznego rysunku, a Gaston to dobro narodowe.

Postaci u Franquina przypominają mi aktorów parających się pantomimą – ich ciała są wydłużone, elastyczne, często wręcz karykaturalnie zdeformowane. Bohaterowie u Franquina, czyli Gaston, Fantazjusz, pan Boulie i inni stają się narzędziami ekspresji. Wizualna przesada podkreśla temperament postaci i zaznacza relacje między nimi.

Bohaterowie to jedno, ale wypada tez przyjrzeć się detalom w tłach. porozrzucane narzędzia, nieudane wynalazki, stosy papierów, rośliny, ale i cała masa przedmiotów, które wymykają się spod kontroli. To nie tylko stały krajobraz przestrzeni w Spirou, to narzędzia, które mogą stać się przyczynkiem dla rozwoju akcji.

Poprawia humor, wprowadza w dobry nastrój.

Jasne, że humor nie musi wszystkim przypasować. Zbiór uroczych, bezpretensjonalnych humorystycznych i parodystycznych perypetii jest jednak tym świeżym oddechem na szaroburą otaczającą nas aurę. Serio, nie musimy się przecież śmiać do rozpuku, żeby po prostu poczuć się… lepiej.

Jednak ten album to nie tylko ciąg zabawnych ilustracji, w dłuższych lub krótszych formach, które niejednokrotnie zazębiają się w swoich fabularnych nitkach (powracające motywy z deskami, instrumentami, sąsiadami z firmy Żuraw i Imak), ale ciąg felietonów opisujących te perypetie. I tutaj trzeba bić tylko pokłony przed tłumaczem. Mogę sobie wyobrazić te językowe perturbacje. Nie wiem, czy ze wszystkich potyczek Marek Puszczewicz wyszedł obronną ręką. Dla mnie wszystkie brzmią dobrze, tekst jest płynny, a jest przecież tego tekstu całkiem sporo. Felietony z redakcji Spirou zajmują niekiedy kilka stron.Rysunkowa wirtuozeria, nadekspresja i atmosfera permanentnej katastrofy. Gaston to album o wyjątkowo spójnej syntezie rysunku i treści. Lekki, ale jednocześnie potwierdzający niezwykłą świadomość twórcy, który trzyma w ryzach formę.

Patryk Karwowski
Rysunki: Andre Franquin, Jidehem
Scenariusz: Andre Franquin, Jidehem
Tłumaczenie: Marek Puszczewicz
Korekta: Jarosław Ejsymont
Ilość stron: 144
Oprawa: twarda
Wydawnictwo: Kurc
Format: 210 x 297 mm

KOMIKS OBJĘTY PATRONATEM PRZEZ 'PO NAPISACH’.  ZNAJDZIESZ GO NA PÓŁKACH

Wydawnictwo Kurc