Tumblr Instagram Facebook Twitter
NAJNOWSZE LOSOWE
STREFA VHS

Duchy Inisherin (2022)

Martin McDonagh znowu to zrobił. Uznany dramaturg, reżyser i scenarzysta ponownie nakręcił film przezabawny, pełen emocji i na wskroś alegoryczny. Każdy jego dotychczasowy filmowy obraz był dużym pozytywnym zaskoczeniem, chociaż nic zaskoczenia nie zwiastowało. Pełnometrażowy debiut Najpierw strzelaj, potem zwiedzaj (osobliwe tłumaczenie, delikatnie pisząc) to kunsztowna czarna komedia, jak się później okazało gatunkowa wizytówka McDonagha. 7 psychopatów nie darzę już takim uwielbieniem, natomiast Trzy billboardy za Ebbing, Missouri to jeden z lepszych filmów z 2017 roku. W tegorocznych Duchach Inisherin na planie ponownie spotkali się Brendan Gleeson i Colin Farrell (po ekranowych wojażach w Brugii w 2008 roku). Sam film jest ostatnią częścią trylogii arańskiej, teatralnych czarnych komedii, trzecią po Kalece z Inishmaan i Poruczniku z Inishmore, jedyną zresztą zekranizowaną (nie ukrywam, że pozostałe życzę sobie również zobaczyć na wielkim ekranie).

Co z tym Inisherin? To mała wioska (fikcyjna) leżąca na jednej z trzech wapiennych wysp w zatoce Galway (to tam znajdują się Inisheer, Inishmaan i Inishmore, na której kręcone były główne zdjęcia). I to tutaj, w tym specyficznym ludzkim ekosystemie, gdzie każdy wie wszystko o każdym przyjrzymy się dwójce niegdysiejszych przyjaciół. Niegdysiejszych przyjaciół, bo Duchy Inisherin zaczynają się od wydarzenia, które równie dobrze mogłoby być epilogiem w innych opowieściach. I dlatego przez gros czasu próbujemy, razem z Pádraiciem Súilleabháinem (Colin Farrell) rozwikłać pewną zagadkę. Nie jest to wielka tajemnica, nie ważą się tutaj losy społeczności, w zasadzie nikogo oprócz Pádraica (i nas, widzów) ta „tajemnica” nie obchodzi. A jednak stanowi ona o fabularnym szkielecie, jest intrygująca, mówi dużo o losie człowieka, ambicjach, upływie czasu. Otóż Colm Doherty (Brendan Gleeson) przestał przyjaźnić się Pádraiciem z dnia na dzień. Bez wyjaśnień, tłumaczenia i podania powodów nie poszedł z nim, jak co dzień, jak przez ostatnich nie wiadomo ile lat, na piwo do lokalnego, jedynego oczywiście na wyspie, pubu. Cóż, coś musiało u Colma się złamać, coś zagrało inną melodię. Colm nie życzy już sobie towarzystwa starego druha, ale Pádraica to nie zraża. Naciska, wchodzi oknem, nie rozumie stanowczego „nie”.

Małe, wielkie kino tak zwykło się pisać o podobnych filmowych utworach. Doskonale zagrane, rzeczywiście pełne emocji i niezwykle pojemne. Również pięknie nakręcone, a McDonagh ma (oprócz wielu innych talentów) ten dar wynajdywania pięknych lokalizacji. Tak było w Brugii (które, znam osobiście taki przypadek, musiało zyskać na turystyce po seansie debiutu McDonagha). Tak też powinno być w przypadku Inisherin. To miejsce pełne uroku, ze skromną zabudową z dominującą soczystą zielenią traw.

Najważniejsza jest tu jednak treść, a miejsce, aktorzy, reżyseria pomagają tylko ją uwypuklić, zachęcić do refleksji. Och, tak, refleksja w trakcie i długo po seansie zdaje się być najwyższą wartością niesioną przez Duchy Inisherin. Nie ma tu motywu przewodniego, każdy może wybrać fragment, który będzie mu bliski. Ja stawiam na pytanie „Czym jest dobre życie?” i „Czy brak wielkich ambicji to coś złego”. Wprawdzie Martin McDonagh opisuje konkretną przypadłości poczciwego Pádraica i myśliciela Colma, ale na ich przykładzie zadaje pytania właśnie o naszą kondycję skonfrontowaną z biegiem (pędem) życia. Przemijanie, aspiracje, ta (u niektórych) niewiarygodna potrzeba pozostawienia po sobie czegoś znaczącego. Tych konfliktów nie da się rozwiązać. Rację ma i Pádraic i Colm, chociaż rzeczywiście i jeden i drugi przegra przez swoje uparte usposobienie. Należy więc szanować wybory, pomagać je urzeczywistnić, a już na pewno nie można przeszkadzać. Wielkie kino zawsze potrafi ukłuć, nawet ugryźć, poszarpać trochę duszę, rozbawić, wzruszyć. Duchy Inisherin mają to wszystko, a ja mogę tylko nie zgodzić się z tymi, którzy widzą w filmie jedną rzecz, chociażby komedię. Mnie obraz McDonagha owszem rozbawił, ale głównie zasmucił. Jest pewne, że McDonagh doprowadził swoją czarną komedię do perfekcji.

Patryk Karwowski

Czas trwania: 114 min
Gatunek: dramat, komedia
Reżyseria: Martin McDonagh
Scenariusz: Martin McDonagh
Obsada: Colin Farrell, Brendan Gleeson, Kerry Condon, Barry Keoghan
Zdjęcia: Ben Davis
Muzyka: Carter Burwell