Nikt

Niespodziewany cios. Absolutnie. Nie mogłem bowiem założyć, że z tak skromnie wyglądającego komiksu sci-fi wyjdą tak duże emocje. Oczywiście wiem, z czego to wynika – głównie z konstrukcji, gdzie na jednej płaszczyźnie rozgrywa się thriller i dramat rodzinny, przede wszystkim ojcowski. Może już za dużo zdradzam? W każdym bądź razie, gdy rzecz dotyczy relacji ojca z córką, w czasie gdy on lub ona są na wylocie (praca, wyjazd, rozwód, dojrzewanie), to u mnie zawsze coś się kruszy. Nie inaczej było tym razem, a to przecież tylko jedna warstwa albumu.

Pelaez (scenarzysta) konstruuje historię jak układankę, w której każdy kadr może być śladem, warto więc czytać uważnie. To nie jest linearna opowieść o misji kosmicznej, lecz zapis rozpadu tożsamości. Bohater, Daniel Nikto, jest człowiekiem, astronautą, który przestaje ufać własnym wspomnieniom.

NiktThriller emocjonalny, który pod pozorem misji na Europę opowiada o rzeczach bardzo przyziemnych.

Jest misja na Europę, czyli na jeden z księżyców Jowisza – to temat przewodni. Jest i poczucie winy (bo wyprawa Daniela ma trwać dwa lata), jest pęknięcie w małżeństwie, przytrafiła się choroba, a to wszystko i tak dopiero początek. Nie oszczędza Daniela scenarzysta komiksu, ale tym samym nie oszczędzał i mnie, czytelnika. Przejmowałem się tym wszystkim, ale to dobrze świadczy o lekturze.

Pisałem o skromności i tak rzeczywiście jest, ale u podłoża fabularnego i stylistycznego leżą dwa twórcze temperamenty – precyzyjne, filmowe myślenie Philippe’a Pelaeza i chłodny, realistyczny rysunek Guénaëla Grabowskiego. Ich współpraca dojrzewała już wcześniej, duet miałem okazję poznać przy okazji komiksu Dziewięć – nastroje były podobne, choć wymiar jednak mniej emocjonalny.

Nikt, czyli science fiction psychologiczne – wina, rozpad tożsamości.

Geneza albumu zakorzeniona jest w fascynacji science fiction jako gatunkiem, który może być przede wszystkim przestrzenią psychologiczną. To właśnie na poziomie psychologii wybija tak mocno wspomniany thriller, który dosadnie miesza się z innymi nurtami. Działa to bardzo sprawnie – wydarzenia rozgrywają się szybko, ale nie ma skrótów. Dzięki narracji potrafimy wszystko ułożyć sami; to funkcjonuje, bo klamry dopinają się swobodnie, nic nie jest wymuszone, nie ma również niedomówień. Ciosy spadają równomiernie, główny bohater ugina się pod ich ciężarem stopniowo, aż do finału, gdy w zasadzie scenarzysta nie musi już aplikować kolejnych bolesnych doświadczeń. Wszystko rozegra się w okowach niepewności.

Grabowski natomiast wzmacnia tę niepewność wizualnie. Realistyczny rysunek to chłód, czasem symetryczne kompozycje. W sekwencjach kosmicznych dominuje czerń, błękit i metaliczna szarość – barwy, które nie tylko budują klimat, ale też podkreślają izolację bohatera.

Tak, to komiks ciężki, a pierwsze ponure nastroje przychodzą dość szybko. Generalnie album najlepiej działa jako studium rozpadu. Nie jako thriller, choć ma jego tempo. Nie jest to też epickie sci-fi, choć wykorzystuje cały wzorzec tego pojemnego nurtu. Są tu schematy, autorzy idą nierzadko utartymi ścieżkami. Widzę tu wybitny film Moon (2009, Duncan Jones), są i ślady W stronę słońca (2007, Danny Boyle). Ile bym jednak tropów nie wskazał, Nikt niezmiennie będzie dotykał tematu samotności, winy, rozpadu więzi rodzinnych i lęku przed utratą kontroli nad własnym ciałem i umysłem.

Patryk Karwowski

Rysunki: Guénaël Grabowski
Scenariusz: Philippe Pelaez
Kolory: Denis Béchu
Tłumaczenie: Jakub Syty
Redakcja: Izabela Rutkowska
Korekta: Izabela Rutkowska
Skład: Piotr Margol
Ilość stron: 88
Oprawa: twarda
Wydawnictwo: Lost In Time
Format: 240 x 320 mm

KOMIKS UDOSTĘPNIONY PRZEZ WYDAWCĘ. ZNAJDZIESZ GO NA PÓŁKACH