PoNapisach
Tumblr Instagram Facebook Twitter
NAJNOWSZE LOSOWE
STREFA VHS

To przychodzi po zmroku (2017)

Coś się stało. Paul (Joel Edgerton) ze swoją rodziną podjął niebywałe środki ostrożności. Mieszka z żoną i synem w domku, w leśnej głuszy. Cykl dnia wytyczony jest rygorystycznymi rytuałami, ale jak widać zdaje to egzamin, bo wciąż żyją. Granice lęku o przyszły los zostają przesunięte, gdy do domku dociera mężczyzna…

Trey Edward Shults nakręcił horror symboliczny, wynikający z troski o nadchodzące jutro. Obawiam się również, że niektórzy widzowie skwitują seans jednym słowem: nuda. Trzeba jednocześnie przyznać, że reżyser (również autor scenariusza) podjął się zadania trudnego, bo To przychodzi po zmroku igra ze schematem wynikającym z samej realizacji niektórych scen.

Nieprzebrany mrok z lękiem wychylającym się zza każdego rogu, uchylone drzwi, pomieszczenia rozświetlane latarkami podczepionymi pod strzelbę, oszczędny podkład muzyczny bezustannie narastający w swoim złowrogim tonie. Charakter koszmaru jest bardzo w tonie The Witch. Innymi słowy twórcy realizacyjnie poszli drogą, którą wytyczył Robert Eggers.

To horror będący wstępem do postapokalipsy, gdzie samego zagrożenia, wybuchów, tryskającej krwi, w końcu spustoszenia nie uświadczysz, a raczej poczujesz obawę przed tymi wszystkimi rzeczami. Wszystko krąży wokół panicznego strachu przed czymś jeszcze nie do końca określonym, prawidłowo nienazwanym, chociaż z pewnością wiadomo, że ludzkość gaśnie w zatrważającym tempie. 

Jest taka scena w The Thing Johna Carpentera, która może pomóc w zdefiniowaniu nastroju w To przychodzi po zmroku: to „test krwi”, kiedy widz oczekiwał wystrzału, wyjącej grozy, w końcu rozwiązania (jakiegokolwiek!) tej pełnej napięcia sytuacji. Trey Edward Shults utrzymał to napięcie przez bardzo długi czas w trakcie seansu. Wiemy bardzo mało (mało jak w żadnym innym filmie), podejrzewamy jeszcze więcej i w pewnym momencie nie ufamy już nikomu. Byłem spięty jak główny bohater, wyczulony na każdy dźwięk, w końcu każde podejrzane zachowanie nowych gości. Wiadomo, że rodzina jest najważniejsza i jakkolwiek byś nie był gościnny, do końca będziesz bronić najbliższych.
 
Mocarny film, który nie daje łatwego rozwiązania. Atmosfera zagrożenia jest przytłaczająca, bo widz do końca nie wie jaką ścieżką pójdą twórcy. Czy finał będzie skąpany w czerwieni, czy może nastanie tylko grobowa cisza? To film dla cierpliwych, a i nawet szeregi tych wytrwałych mogą zostać ostatecznie przerzedzone. Osobiście bardzo polecam, bo to horror, który na kinowej sali sprawdza się wyśmienicie.

 

Za seans dziękuję sieci kin.

8/10 - bardzo dobry

Czas trwania: 91 min
Gatunek: horror
Reżyseria: Trey Edward Shults
Scenariusz: Trey Edward Shults
Obsada: Joel Edgerton, Christopher Abbott, Carmen Ejogo, Kelvin Harrison Jr.
Zdjęcia: Drew Daniels
Muzyka: Brian McOmber

  • kAMSON89 .

    Kurczę zachęciłeś mnie, ale z drugiej strony o „The Witch” też wszyscy pisali w samym superlatywach, a ostatecznie film do mnie nie trafił, do tej pory nie wiem czemu. To był film z serii „chciałbym, że mi się tak podobał jak innym”. Pozdrawiam!

    • Obawiam się, że tu nawet nie chodzi o to, że „wszyscy” piszą w samych superlatywach (nomen omen na FW tytuł zbiera kiepskie noty). To film w gruncie rzeczy podobny do „The Witch”, więc pewnie dlatego nie trafi w Twój gust.