Absolutnie przytłaczające przestrzenie (to atut!) i wizualny nadmiar, który zmusił mnie do ciągłego skupienia. Ale był to ten cudowny stan, bo talent Nicolasa de Crécy wychodzi poza skalę, a już na pewno poza te ciasne kadry.
Stali czytelnicy bloga wiedza jaką estymą darzę surrealistyczne wojaże komiksowych twórców. Tutaj dostałem komplet, bo wraz z niepokojącą nerwową kreską francuskiego artysty Nicolasa de Crécy dostałem równie złowieszczy i mroczny tekst urodzonego w Etiopii Alexiosa Tjoyasa. Na styku tych dwóch warstw, literackiej i artystycznej powstało coś totalnie pokręconego, brudnego, ale przede wszystkim pięknego.
Foligatto, świat pełen dekadencji i teatralnej przesady.
Zacząć trzeba od prezentacji świata przedstawionego. Gdyby ktoś miał kiedyś pomysł na sfilmowanie tej wizji, to tylko duet Jean-Pierre’a Jeuneta i Marca Caro. To mógłby być ich kolejny film po Mieście zaginionych dzieci. W komiksie miejscem akcji jest miasto Eccenihilo – miasto‑organizm, miasto-nieczyste, pełne przemocy i groteskowych rytuałów.
Panem et circenses, czyli chleba i igrzysk!
Tak, w Eccenihilo nie dzieje się najlepiej. Niepokoje społeczne są widoczne, coś pełznie pod miejską tkanką. Włodarze mają pomysł, będzie to karnawał i powrót syna marnotrawnego, pięknego Foligatto, śpiewającego kastrata. Da on serię koncertów, ludzie zanurzą się w dekadenckich karnawałowych przyjemnościach, skosztują przemocy na ulicach i odpuszczą miastu wszystkie jego grzechy.
Piękny plan, ale ten sam powrót złotego obywatela w glorii i chwale miast uspokoić mieszkańców, prowadzi do eskalacji chaosu. Sztuka nie koi, lecz odsłania to, co ukryte.
Duszna, operowa rzeczywistość.
De Crécy operuje odważnym kontrastem między pięknem, a brzydotą. Zestawia subtelne, niemal barokowe ornamenty z brutalnymi scenami. Widzę tu odniesienia do steam-punku, choć jest to kreska bardziej jednak skupiona na deformacji niż na eksperymentach – dość jednorodna i osobna od innych dzieł kultury. Gdybym miał to opisać jednym zdaniem, to jest to taki cyrkowy koszmar z całą jego kolorową śliczną szpetotą.
Owszem, mamy tu cały bajeczny surrealizm – nie jest to jednak tylko i wyłącznie estetyka lecz pomysł na metaforę społecznej zgnilizny, tak na szczytach władzy, jak i na nizinach. To nie jest łatwy komiks, choć jako album jest króciutki. Ale to jednocześnie mocna i intensywna rzecz, tak w obrazkach jak i w treści. Funkcjonuje trochę jak alegoryczna opowieść o społeczeństwie ukrywającym własne lęki pod maską spektaklu. Horror, groteska, niezdrowe uniesienia – bardziej artystyczny niż rozrywkowy, dla mnie wspaniały.
Rysunki: Nicolas de Crécy
Scenariusz: Alexios Tjoyas
Tłumaczenie: Wojciech Birek
Redakcja: Krzysztof Ostrowski
Korekta: Hanna Antos
Ilość stron: 64
Oprawa: twarda
Wydawnictwo: Nagle! Comics
Format: 234 x 314 mm
KOMIKS UDOSTĘPNIONY PRZEZ WYDAWCĘ. ZNAJDZIESZ GO NA PÓŁKACH

