Drugi zbiorczy tom, sygnowany jako Księga 2, nie tyle rozwija mitologię stworzoną przez Andreasa, ile ją zagęszcza. Drugi integral działa w ten sposób, że odbija wcześniejsze motywy, multiplikuje je, a jednocześnie wprowadza nowe pęknięcia w strukturze świata. Nieustannie miałem wrażenie obcowania z dziełem, które wymyka się linearnej logice – to uczucie jest tu jeszcze intensywniejsze niż w pierwszym tomie.
Także tutaj Andreas pozostaje wierny swoim obsesjom: czas, przejścia pomiędzy światami, poczucie niestabilności fundamentów rzeczywistości zbudowanej na obrazie tego, co widzimy wokół. To wszystko prowadzi go, jako autora, w rejony bardziej abstrakcyjne, jeszcze bardziej geometryczne i niepokojące.
I naprawdę, gdyby ktoś mnie poprosił o dokładne streszczenie, wytłumaczenie wydarzeń, rozwianie licznych wątpliwości, to wolałbym zmienić temat, wykręcić się od odpowiedzi. Andreas w żadnym momencie nie ułatwia bowiem sprawy – tutaj od zawsze liczyło się otwieranie drzwi i wbieganie w cały kalejdoskop niesamowitych, niejasnych obrazów, poznawanie tajemniczych postaci, uczestniczenie w wydarzeniach o randze kosmicznej. Bez instrukcji, bez ekspozycji.
Andreas w Księdze 2 porzuca jakiekolwiek pozory klarowności, tworząc dzieło, które bardziej się odczuwa, niż rozumie.
Druga księga domyka jedną z najbardziej osobnych narracji w historii europejskiego komiksu. Andreas, autor totalny, traktuje medium jak laboratorium formy, a jednocześnie jak przestrzeń intymnej mitologii. Widać tu dojrzałość twórcy, który od początku lat 80. konsekwentnie budował własny język wizualny – ascetyczny, precyzyjny, a zarazem pełen ukrytych pęknięć.
Nie przeczę, zdaję sobie sprawę, że trudno tu o entuzjazm masowy. To nie jest komiks, który poleca się ot tak, chociażby jako rozpoczęcie przygody z medium. To byłoby najgorsze posunięcie – przynajmniej w przypadku drugiej księgi. Pierwsza była bowiem nieco bardziej klarowna, przejrzysta, osobliwa, ale czytelnik mógł się tam chwycić pewnych wydarzeń. Innymi słowy: można było się tam odnaleźć, mieć za sobą jakieś oparcie, coś pewnego. Tutaj, w drugiej księdze, większość treści nawet po dotarciu do finału pozostaje niejasna, choć zawsze przejmująco piękna. Dlatego, moim zdaniem, pomiędzy księgą pierwszą a drugą warto zrobić przerwę, rozsmakować się w medium z innymi wymagającymi tytułami.
Andreas wymaga od czytelnika nie tyle uwagi, ile poddania się.
Formalnie to wciąż niesamowita precyzja. Kadry układają się w rytmy: raz krótkie i nerwowe, raz monumentalne, rozciągnięte na całą stronę. Andreas stosuje ostre kontrasty światła i cienia. Kolor, choć oszczędny, działa również jako akcent dramaturgiczny – pojawia się tam, gdzie narracja potrzebuje wstrząsu lub wyciszenia. Świetnie na ten przykład wypadają momenty, gdy na jednej planszy mamy rysunek w kolorze zestawiony z monochromatycznym kadrem.
Cztery zawarte w tym albumie części to Gwiezdne światło, Koziorożec, Zejście, Powrót. Tematycznie druga księga pogłębia obsesje znane z wcześniejszych odsłon: czas jako struktura pęknięta, tożsamość jako maska, przestrzeń jako labirynt. Rork – postać o białych włosach, niemal ascetyczna – staje się symbolem przejścia między światami, ale też między stanami świadomości.
W tle pobrzmiewa awangarda, komiks eksperymentalny, ambicje ilustratora i narratora (plansza podzielona na 300 kadrów!). To zatem trochę twórczy manifest, lektura tak wymagająca, jak i nieoferująca łatwych doznań. Nie będzie nadużyciem, gdy napiszę o niej, że jest to komiks nieuznający kompromisów, ale też szczególny, odrębny, często wprawiający w zakłopotanie. Ważny jako druga księga w strukturze całej opowieści, bo zamyka wątki, powracają starzy znajomi, artefakty, znane elementy grozy (plama!). Komiks w całości niezwykły.
Scenariusz: Andreas
Tłumaczenie: Jakub Syty
Skład: Jarek Obważanek | Dymkołamacze
Łamanie: Alina Machała | Dymkołamacze
Ilość stron: 240
Oprawa: twarda
Wydawnictwo: Kurc
Format: 210 x 297 mm

