PoNapisach
Tumblr Instagram Facebook Twitter
NAJNOWSZE LOSOWE
STREFA VHS

The Wolverine (2013)

The Wolverine - 2013Rosomak – gatunek drapieżnego ssaka lądowego, doskonale przystosowanego do zimowych warunków życia. W wielu regionach niesłusznie uważany za zwierzę bardzo agresywne, wręcz krwiożercze. To definicja z Wikipedii. No właśnie. Zawsze uważałem, a może bardziej chciałem uważać, Wolverina za ostrego skurczybyka. Z całego świata Marvela, właśnie on należy do moich ulubionych. Dlaczego? Bo ma bardzo duży pierwiastek ludzki, cierpi, jest nieprzewidywalny. Jest dziki. Przynajmniej powinien być. W najnowszej odsłonie jest zdecydowanie za mało Wolverina w Wolverinie. Największym problemem ze mną przy takich produkcjach jest fakt, że ulatniają się bardzo szybko. Tydzień po seansie pamiętam już tylko główną oś fabuły. Później z dnia na dzień jest już coraz gorzej. Tak niestety będzie i w tym przypadku. Wolverine wyrabia wizę i wyrusza do Japonii. To ma być pożegnanie ze starym przyjacielem. Pan Yashida był strażnikiem w obozie w Nagasaki, gdzie więźniem był właśnie Logan. Sny o potędze tego kraju zostały przerwane 9 sierpnia 1945 roku. Pomimo że był to poranek, „Little Boy” rozświetlił niebo. Zarówno Yashida, jak i Logan przeżyli falę uderzeniową znajdując schronienie w jamie, w której był więziony nasz tytułowy bohater. Teraz po latach Yashida, leżąc już na łożu śmierci, przygotowuje się do ostatniego spaceru. Jak się okazuje nie zaprosił x-mena tylko ze względu na stare czasy. Wie, że wieczność może okazać się nie lada ciężarem. Chce od tego uwolnić Logana.
Tak pokrótce przedstawia się fabuła filmu w kraju kwitnącej wiśni i więdnącej akcji. Hugh Jackman, to najlepiej dopasowany aktor jako odtwórca komiksowej postaci. Pod względem wizualnym pasowało, i wciąż pasuje, wszystko. Marvel powinien zgodzić się na każdą podwyżkę. Nie widzę następcy dla Jackmana. Logan jest dla niego stworzony. Niestety, pomimo że Wolverine nie posiada kłów, to (w cudzysłowie) powinien je pokazać. Tutaj tego nie było. Jego postać była za grzeczna, bez ikry, bez krwi. Obiekt westchnień tego odcinka, czyli Mariko, jest kompletnie nijaka. To fabularny debiut Tao Okamoto, znanej do tej pory z wybiegów mody. Mierząca całe 177 cm „aktorka”, rozpoczęła karierę w modelingu w wieku 14 lat. Jej twarz wyrażała tyle ekspresji, ile właśnie na wybiegu jest potrzebne. Główny przeciwnik Logana, koleżanka po fachu panny Tao, Svetlana Khodchenkova, znana polskim widzom z Małej Moskwy. Tam wypadła bardzo dobrze. Tutaj, to kolejna postać bez wyrazu. Zupełnie niegroźna, bez ognia na twarzy, bez złości. Widz w ogóle nie czuł, że grana przez nią Viper, może w jakikolwiek sposób zagrozić Loganowi. No, i trzecia aktorka. Rila Ai Fukushima, czyli Yukio. Najjaśniejszy punkt, przy tak kiepsko przeprowadzonym castingu. W końcu sama realizacja. Nie wiem, w który element zostało wpompowane 120 mln dolarów. Oczywiście wszystko jest poprawne, książkowe. Próba porwania Mariko, czy walka na pociągu, mogą zrobić wrażenie. Jednak, jako całość, pozostaje niesmak. Szkoda, że moja ulubiona postać została tak spłaszczona. Na pewno nawalił casting. Sam scenariusz miał potencjał. Akcja w japonii. Zderzenie nieokrzesanego x-mena z tamtejszą kulturą. Samurajskie miecze, Yakuza, ninja. To przecież powinno się udać…
4/10

Czas trwania: 90 min
Gatunek: Akcja
Reżyseria: James Mangold

Scenariusz: Mark Bomback, Scott Frank
Obsada: Hugh Jackman, Tao Okamoto, Rila Ai Fukushima, Hiroyuki Sanada, Swietłana Chodczenkowa

Zdjęcia: Amir Mokri
Muzyka: Marco Beltrami

  • Jeszcze im się w tym Hollywood nie znudzili superbohaterowie? Heh…
    Ja byłem zawiedziony już po pierwszych X-menach, na Wolverine'a chyba się nie skuszę.

  • Kurcze, jakoś tak krótko i mało o samym filmie, ale uważam, że sam Rosomak dostał godny film, lepszy niż ten od Hood'a. Pozdrawiam:)

  • Nie znudziło się i nie znudzi. Kultura komiksu jest za oceanem na poziomie o którym nie mamy nawet pojęcia.

  • Przykro mi że zawiodłem oczekiwania czytelnicze :), a poprzednich wcieleń Rosomaka to już w ogóle nie pamiętam.

  • Ja najlepiej go wspominam z serialu animowanego 🙂

  • Wolverine też jest moją ulubioną postacią! Przyznaję, że czytałam już sporo negatywnych recenzji o tym filmie i zniechęciło mnie to do niego. I nie chciałam też psuć sobie dobrego obrazu Logana. A moja fascynacja X-menami zaczęła się już w dzieciństwie wraz z ich animowanymi przygodami. 🙂

  • Rozczarowania nie odczułam głównie dlatego, że Wolverine: Origins był jeszcze słabszy. Ale ogółem to nie rozumiem, na czym to polega, że filmy z Rosomakiem są zauważalnie gorsze od tych o X-Menach, choć to przecież taka rewelacyjna postać. Ale z drugiej strony moje uwielbienie dla Jackmana przesłoniło mi większość wad podczas seansu, więc bawiłam się bardzo dobrze. Jeszcze jakby wykreślili ze scenariusza tę całą Mariko to w ogóle byłoby świetnie, Yukio i tak była znacznie fajniejsza. 😉

  • A ktory z filmow x-men, oprocz first class nie byl o Wolviem?
    We wszystkich przeciez byl w centrum fabuly, nawet na sile momentami.

  • Akurat First Class uważam za najlepszy, ale to nie dla tego, że akurat nie ma w nim Wolverine'a. 😉
    Co nie zmienia faktu, że X-Men i X-Men 2 podobały mi się znacznie bardziej niż obydwie solowe produkcje z Wolverine'em. Jak słusznie zauważasz, samego bohatera we wszystkich tytułach było dużo, więc tym bardziej nie wiem, z czego to wynika, że te bez 'X-Men' w tytule wypadają zauważalnie słabiej.

  • Uff, już się bałem, że tylko mi się nie spodobał. Czytałem sporo pozytywnych recenzji i tu także spodziewałem się podobnej. Mogę powiedzieć, że mnie film wynudził – niech sobie ludzie mówią co chcą wg. mnie to straszne marnotrawienie takiej postaci jak Rosomak 🙁 A ta ostatnia walka – lipa :/

  • Cieszę się że wyszliśmy z seansu z równie znudzoną miną 🙂

  • Nie było ich tak wiele. Bez "X-Men" w tytule ukazały się tylko dwa filmy. Jeden całkowicie przepchnięty przez H.J., który był kompletnym gniotem. Prawdopodobnie można by się kłócić – bo był znaczenie lepszy niż filmy o superbohaterach z lat 90, jednak każdy element tego filmu był zły od scenariusza zaczynając przez brak zrozumienia dla postaci ze strony reżysera, aż po paskudne efekty specjalne.

    Wolvierine jest dużo, dużo lepszy pod tym względem. Widać, że zarówno scenarzyści starali się unowocześnić i udramatyzować komiks, który jest świetny, ale przez wielką ilość introspekcji niemożliwy do sfilmowania. Reżyser odwalił dobrze swoją robotę zachowując spójny styl i nie uciekając od narracji na rzecz poszczególnych bohaterów. Do tego cała ekipa traktowała to jak poważny projekt, który został zrealizowany w dobrym stylu. Problem w tym, że postać Wolvie'go już nikogo nie pociąga… nie pociąga tak mocno jak na początku wieku, kiedy jeszcze nie mieliśmy w głowie obrazu zarysowanego przez Singera i jego następców. Teraz filmowy Wolvie nie wyzwala takich emocji jak komiksowy pierwowzór, dlatego nie przyciąga tylu ludzi do kina.

    Dlaczego First Class wydaje się dużo lepszy? Zasadniczo dlaczego jest dużo lepszy? Bo jest świeży nie musiał walczyć z przeszłością, a w momentach w których musiał to zrobić zrobił to delikatnie i z wyczuciem. First Class to nie film o superbohaterach, to raczej coś pomiędzy dramatem-szpiegowskim a quasi-sportowym Rocky. Mamy postać złego szpiega, który próbuje doprowadzić do jakiegoś tam kryzysu – niczym u Jamesa Bonda, a z drugiej strony mamy bohaterów, którzy muszą odkryć swoje umiejętności i potencjał. First Class był jednym z pierwszych filmów które odkryły, że nie ma czegoś takiego jak gatunek – film o superbohaterach. Żeby opowiedzieć jakiś film trzeba nadać mu odpowiednią narrację – tak teraz robi Marvel w fazie drugiej nie będziemy już po raz kolejny witać się z bohaterami, będziemy poznawać ich w ich własnych gatunkach filmowych. Iron Man 3 był komedią kryminalną, Thor 2 nawiązywał do adventure-fantasy z lat 80-tych, Kapitan Ameryka będzie czymś na granicy filmy szpiegowskiego, Ant-Man zapowiada się jako heist-movie.
    First Class był robiony już z wiedzą o tym, że historia musi do czegoś zmierzać, a super-bohaterowie to po prostu bohaterowie zaplątani w jakaś historię.

    Drugim wielkim plusem First Class'a była obsada. Rewelacyjna w każdym punkcie i na każdym etapie. Oczywiście można mówić tuta o wielkim szczęściu jak np. ściągnięcie Jenifer Lawrenvce i Fassbendera zanim stali się wielkimi gwiazdami, do których podchodzi się tylko z naprawdę grubym portfelem.
    Trzeci plus to styl, a raczej kompozycja i rytm który zastosował reżyser. Vaughn wcześniej pracował z Richiem i to właśnie szybki, nawijany styl Richiego w First Classie można wyczuć. Lekki brytyjski akcent dobrze sprawdza się w tego rodzaju historiach.

    X-Meni Singera nie mogą się z tym równać. Ktoś może sugerować, że obsada tam również jest świetna. Jednak gdy rozebrać to do podstaw, okaże się, że poza Stewartem i McKallenem nie bardzo da się zapamiętać kogokolwiek. Niemrawa Anna Paquin, kompletnie niedopasowany Marsden, no i piekielnie wkur… Halle Berry. Trzy fantastyczne postacie, trzy postacie genialnie przedstawione w komiksach tutaj znikają i kompletnie pozbawiono je osobowości.
    Jedyny plus dla Singera to efekt nostalgii i fakt, że przecierał szlaki dla superhero movies nowej ery.

    Mam nadzieję, że Singer odkrył już, że prócz bohaterów potrzebny jest jeszcze dobry i gatunkowy scenariusz. Bo spoczywa na nim odpowiedzialność za życie lub upadek serii.

  • Zdania podzielone. Mi się nawet podobał. Wolę to niż jakieś "Tranrormersy" czy "Halki". Wiadomo, że ten "Wolverine" to nie ambitne kino komiksowe, ale nie było tak źle. Przypomniało mi się coś…

    Ze spoilerem:

    Na początku filmu rosomak przyjeżdża do Japonii. Oni zabierają mu moc, ale on o tym nie wie. Zamiast od razu go unieruchomić oraz wyssać to i owo, scenarzyści postanawiają go rano wypuścić, żeby on dopiero dowiedział się, że mu zabrano moc. Innymi słowy główny wątek fabularny został zaprojektowany z dość głupią podstawą.

  • Wiemy że kto jak kto, ale Singer najlepiej wie, że od dobrego scenariusza zaczyna się sukces. To przecież on w "The Usual Suspects" wciągnął wszystkich w intrygę, by w końcu wszystkich oszukać. Obawiam się jednak że w przypadku takich budżetów reżyser jest niczym "mechaniczny turek". No ale nadzieję trzeba mieć.

  • Tak wciagnal…. zeby 4 lata pozniej o tym zapomnieć? Pierwszy X-men nie ma przeciez zadnej fabulu a raczej schematyczny kicz dla typowych filmow o super bohaterach. W film wchodzimy z zalozeniem ze znamy cechy bohaterow. A jedynwe dwie postacie ktorych cechy odkrywamy to Rouge i Logan.
    Dlatego tez film jest swietny dla ludzi ktorzy cos wiedza o x-men, ale zupelnie przecietny dla wszystkich innych.

    Co do roli rezysera w duzej mierze sie zgadzam, jednak historia ma sie inaczej jezeli rezyser odpowiada tez za scenariusz jak Whedon, Black, Gunn, czy Wright.
    Bez tego mamy amazing spidermana z Markiem Webbem ktorego jedynym zadaniem jest spelnienie zyczen garniturow zza biurka.

  • 4 lata później ? ja zapomniałem po miesiącu.

    Napisałem o jego pracy przy "The Usual Suspects", czyli "Podejrzani". Wskazując na film przede wszystkim z genialnym scenariuszem. Pamiętam go doskonale.

    Jego X-Men? Zgadzam się,a raczej muszę przyjąć każde zdanie o nim jako pewnik. Tak jak napisałem na początku. NIC nie pamiętam.

    Dlatego życzyłem reżyserowi powrotu pamięcią do czasu, gdy o sukcesie decydowała historia, nie budżet. Pozdrawiam 🙂

  • Nie chodzi mi o to czy scenariusz jest dobry czy zły. Tak naprawdę oglądając film bardzo trudno wyłuskać elementy scenariusza które mają znaczenie. Na każdym etapie produkcji tak wielu ludzi wpływa na scenariusz że jego pierwotne brzmienie i akcenty tracą na znaczeniu.
    Reżyser czytając scenariusz już narzuca mu swoją interpretację, potem mamy jeszcze aktorów, którzy mogą igrać z pewnymi postanowieniami, na końcu wcina się edytor, który może tak pociąć obraz że zupełnie straci on swój pierwotny sens. Tak często jest w przypadku wielkich produkcji, gdzie każda osoba obsadzona jest innym wielkim nazwiskiem. Jeżeli do tego dojdzie silne ego każdego z uczestników ze świetnego pomysłu może wyjść kompletny misz-masz. Przy wielkobudżetowych produkcjach dodatkowym elementem w tym całym obrazku są producenci mający o wiele więcej do powiedzenia.
    Jeżeli jednak obraz reżyseruje scenarzysta lub osoba re-wrightująca scenariusz wizja jest zdecydowanie bardziej spójna. Oczywiście nie musi to znaczyć, że film będzie dobry – czego doskonałym przykładem jest Phantome Manace, które na zawsze zniszczyło legendarną wizję Gwiezdnych Wojen. Jednak gdy za obraz odpowiada człowiek, który chce czegoś więcej niż dorobić się na zabawkach może powstać coś naprawdę ciekawego.

    Tak naprawdę praca scenarzysty jest cholernie niewdzięczna. Nie mam tu na myśli ciągłego dymania przez przemysł filmowy, bo to już w stało się zasadą. Chodzi raczej o prostą zależność – dobry scenariusz można spieprzyć na każdym etapie produkcji. Złego scenariusza jednak nigdy nie da się naprawić nawet najlepszymi efektami specjalnymi.

    Critic Hulk, w wydanej nie tak dawno książce dobrze to opisuje. Nie użył takiego sformułowania, ale bez większego grzechu można powiedzieć – że chcieć zostać scenarzystą to jak przyjąć krzyż, droga na górę jest długa i trudna, a kiedy już się tam dotrze to tylko jeden z bardzo wielu może zostać zbawionym w oczach publiczności i krytyków.

    Tak pomyślałem jeszcze o takich ludziach jak np. Christopher McQuairre – nie mam co prawda na to absolutnie żadnych dowodów, jednak podziwiając rozbieżność poziomu i tematyki scenariuszy które przygotował… Trzeba przyjąć, że jest świetnym re-wrighterem, a studia dla których pracował dużo zapłaciły za to, żeby pewne nazwiska nie pojawiły się na liście płac. Los Angeles wypełnione jest po brzegi ludźmi którzy chcą pisać scenariusze, czasem mają świetne pomyły, czasem ktoś postanowi dać im miejsce na napisach końcowych, ale najczęściej dostaną zgrabną sumkę zapewniającą przetrwanie przez kilka miesięcy za to że nie będą domagać się niczego więcej.

    DoFP – zbliżające się wielkimi krokami, nie ma kreatywnej kontroli jednej osoby. Scenariusz wypłynął z rąk Simona Kinberga, który bardziej niż scenarzystą jest producentem. Ciekaw jestem czy jest w stanie nie myśleć o kosztach produkcji i sposobie realizacji budżetu podczas pisania scenariusza? Wydaje mi się, że trudno będzie mu przezwyciężyć tę pokusę. Poprzednie produkcję w których brał udział nie napawają optymizmem. Z nieprzerwanego ciągu szmir wyłuskać da się chyba tylko Sherlocka, który jednak całe swoje zacięcie i popularność otrzymał od Guya Richiego i świetnego duetu RDj / Jude Law. Nie napawa optymizmem też zastosowanie starego jak świat wybiegu marketingowego – przed premierą filmu X mówimy o squelu Y, bo przecież X jest tak dobry, że jeszcze przed premierą dostaliśmy kasę na squel. A w widzu wytwarza się przekonanie – cholera, skoro już robią II część to muszę to zobaczyć, na pewno jest świetne.
    Metoda ta stosowana była wiele razy, wiele razy zawodziła. Nie mówię, że stanowi krzyk rozpaczy… jednak skoro trzeba było zastosować ten wybieg… to jak to świadczy o filmie?

  • no zogdzę się, dla mnie w tym filmie właśnie Logan był zbyt mało Wolwerinem – to osłabienie, cierpienie…ehh, ale to i tak dobry film akcji 😉

  • Po obejrzeniu fotosow ktore wyciekly z planu Dofp wieszcze bardzo mialki film ktory w box officie zgarnie na samej popularnosci jakies 50 mln. A Fox okrakiem bedzie wycofywal sie z age of apocalypse.
    Dramat. Pewnie dlatego Fassbender w zblizajacym sie Franku nie bedzie pokazywal twarzy.

  • Pingback: Logan (2017) - Po napisach | z pasją o filmach()