Czy już pisałem, jak bardzo szanuję Shock Comics za konsekwencję w budowaniu linii wydawniczej? To jeszcze raz. Szanuję. Można wziąć do ręki taki najnowszy Ain’t No Grave i stwierdzić: aha, to Shock Comics. Tak się buduje rozpoznawalność!
I nie chodzi tu tylko o aspekt techniczny wydania, format, poligrafię. Tak, to też się zgadza. Ale chodzi również o wybór tematów na kolejne tytuły i treść. Ain’t No Grave to typowy Shock Comics: niepokorny, wyrywny, leci po bandzie tak z motywami fabularnymi, jak i z rysunkiem (ok, tutaj bardziej zachowawczo niż zwykle).
Dwa główne atuty, którymi sprzedam tę pozycję. Pierwszy to koncept na główną bohaterkę, czyli postać, którą stworzył Skottie Young. Nie czytałem jego serii Nienawidzę Baśniowa, ale widzę, że jest to seria dość popularna. Nie odniosę się jednak do niej. Ale Ryder, główna bohaterka Ain’t No Grave? Stop, to nie jest bohaterka. To zła kobieta, ale czy superbohaterska esencja?
Ain’t No Grave, z rewolwerem przez piekło.
Nie można jej ot tak łatwo ocenić. To dość trudne w przypadku Ain’t No Grave. Ma fantastyczną córkę, ma fajnego faceta, buduje coś, ale jej przeszłość… jej przeszłość jest mocno problematyczna. Zabijała, mordowała, powinna wisieć na stryczku po wielokroć. Tak, nie da się wymazać tej przeszłości, chociaż Ryder próbuje. To naprawdę mocna rzecz, bo patrzymy na nią trochę – na Ryder – przez pryzmat tej rodziny, tej córki. A do tego wszystkiego Ryder stoi na krawędzi, jest śmiertelnie chora. Co może zrobić? Wchodzi do krainy cieni, chce wyzwać na pojedynek samą śmierć.
Dosłownie przekracza bramy piekieł i z nabitym rewolwerem chce odstrzelić łeb kostuchy. Mocne. Ale czy powinna to zrobić? Czy powinniśmy jej kibicować? Przecież musimy mieć na uwadze jej przeszłość – ta będzie przypominana kilka razy, nie są to miłe obrazki. Dobry dylemat, są emocje.
Dużo akcji, mocne dylematy, są emocje.
I to powinno Wam wystarczyć. A dodam jeszcze ten drugi wabik, czyli wskażę na gatunek, który jest tutaj wykorzystany. Ain’t No Grave to western i horror w jednym. Jak bardzo trzeba kibicować westernowym horrorom? Trzeba bić brawo zawsze i wszędzie, bo jest to nurt zaniedbany, a powinien być z pewnością przez twórców i artystów wszelkiej maści częściej podejmowany w ich dziełach.
Zatem treść, ale również rysunek, chociaż tutaj jest mocno cartoonowo i mam wrażenie, komputerowo. Jorge Corona to sprawny ilustrator, kreska jest ostra, wszystko zatrzymane w akcji jak w dobrej animacji, która powinna być puszczana po zmroku. Są potwory, zombie, szkielety, są i krwiste odcienie piekielne, kule przeszywają torsy, głowy pękają, Ryder idzie swoim opętanym szlakiem śmierci. Jest dużo akcji!
No i finał, rzecz, o której nie wspomniałem. W całym tym komiksowym medium, zważywszy na ten gatunek, fantastyczną (wciąż w rzeczonym nurcie) treść, te potwory, śmierć – finał jest po prostu wiarygodny i bezlitosny. Kurczę, jest prawdziwy.
Scenariusz: Skottie Young
Kolory: Jean-Francois Beaulieu
Tłumaczenie: Elżbieta Janota
Korekta: Izabela Sieranc
Ilość stron: 152
Oprawa: miękka
Wydawnictwo: Shock Comics
Format: 170 x 260 mm

