Klub Blaszanej Puszki

Ciekawa sprawa z tym Peterem Warrenem (scenarzystą Klubu Blaszanej Puszki). Najwyraźniej, i jest to w zasadzie fakt, zafascynowany komiksowym medium, a poślubiony głównie X Muzie, Warren działa i będzie działał na obu polach. Wszak sztuka komiksowa i filmowa nie są położone aż tak daleko od siebie.

Gdy przyjrzymy się jednak dokonaniom Warrena jako filmowca, nie są one jeszcze spektakularne, choć bardzo możliwe, że znajdujemy się dziś w momencie, gdy świat zaczął dla niego przyspieszać. Dość napisać, że jest współautorem scenariusza do filmu The Incal, adaptacji powieści graficznej stworzonej przez Jeana Girauda (Moebiusa) i Alejandro Jodorowsky’ego. Za sterami projektu siedzi Taika Waititi.

W tym roku miała też miejsce premiera filmu Kill Me w reżyserii Warrena. Nie widziałem go, ale zbiera dobre opinie. No i jest jeszcze ten Klub Blaszanej Puszki, tytuł, przy okazji którego wszyscy się tutaj teraz zebraliśmy.

Gdybym był jednym z tych, którzy wertują komiksy bez uważnego czytania, napisałbym: „komiks superbohaterski, niezły”. Zważywszy jednak na to, że komiksu superbohaterskiego nie cierpię, a Klub Blaszanej Puszki oceniam wysoko, zapewniam, że warto zajrzeć głębiej. I znowu na chwilę odejdziemy w kierunku kina, bo jest to komiks superbohaterski w takim samym stopniu, w jakim superbohaterskimi filmami były fantastyczna Kronika (2012, Joshua Trank) czy Niezniszczalny (2000, M. Night Shyamalan). Zabawa wspomnianą konwencją oczywiście tutaj jest, ale Klub Blaszanej Puszki opowiada o czymś innym.

Klub Blaszanej PuszkiUdaje komiks superbohaterski, a w rzeczywistości jest opowieścią o przyjaźni, stracie i końcu młodości.

To rodzaj coming of age z wyraźnymi naleciałościami To Stephena Kinga, bo tytułowy klub przypomina trochę Klub Frajerów (The Losers Club) z tej mistrzowskiej powieści. Dzieciństwo, a właściwie nastoletniość, służy tutaj zbudowaniu opowieści o przyjaźni, wieloletnich relacjach i zależnościach. U Kinga bohaterowie się rozstali, a później musieli odnowić więzi i stawić czoła najgorszemu. U Warrena główni bohaterowie są razem od początku aż do feralnych wydarzeń z udziałem jednego z nich. A jeden z nich ginie i jest to postać najbardziej rozpoznawalna: geniusz, który opracował egzoszkielet na własne potrzeby, a następnie wykorzystał jego potencjał do walki z przestępcami.

To dobry komiks, który swoją siłę buduje na dwóch filarach. Pierwszym są cliffhangery i regularne uderzenia kolejnymi rewelacjami na następnych stronach. Brazylijski serial? Niekoniecznie, bo Warren wie, jak dobrze uzasadnić wydarzenia oraz następne, pojawiające się nawet w zastraszającym tempie, zwroty akcji. Drugim filarem są motywy przewodnie. Jest tu wszystko, czego oczekuje współczesny rynek: zamordowany superbohater, śledztwo, futurystyczna technologia, tajemnica oraz grupa dawnych przyjaciół skrywających sekrety. Są to jednak jedynie narzędzia służące opowiedzeniu o głównych wątkach: żalu, rozpadzie wspólnoty i o tym, co pozostaje z przyjaźni, gdy kończy się młodość.

Zaczyna się od zagadki morderstwa, a kończy refleksją nad przemijaniem młodości.

Wchodząc głębiej w mity, inspiracje, a być może także kolejne wątki, które zaciekawią czytelników, wspomnę o jednej z najważniejszych postaci, przewijającym się przez całą historię superbohaterze Johnnym Mooreze. Trochę Steve Jobs, trochę Tony Stark. Człowiek, który dzięki technologii i fortunie pokonuje własne ograniczenia. Co ciekawe, jego sukces staje się początkiem rozpadu grupy. Jakże to uniwersalne.

Jasne, wszystko to wpisuje się w trend dekonstrukcji superbohaterów. Mieliśmy The Boys, jest Invincible. Co do ilustracji, na tym polu bywa różnie. Przyznaję, że najmniej efektownie wypadają dla mnie sceny akcji, a Francesco Mobili największą robotę wykonuje wtedy, gdy kadry są duże i zahaczają o motywy bardziej prozaiczne: paczkę przyjaciół, rozmowę czy siedzenie na kanapie. Gdy do głosu dochodzi coś, co w głównej mierze wypełnia produkcje Marvela, jest już po prostu tak jak zawsze.

Dobry komiks, pełen emocji płynących zarówno z obyczajowego charakteru opowieści, jak i z wątków dotyczących lęku, straty, dorastania, poczucia zagrożenia oraz utraty zaufania. Polecam.

Patryk Karwowski

Rysunki: Francesco Mobili
Scenariusz: Peter Warren
Tłumaczenie: Maciej Muszalski
Korekta: Maciej Mrozowski, Hanna Antos
Łamanie: Jarosław Jabłoński
Ilość stron: 256
Oprawa: miękka
Wydawnictwo: Non Stop Comics
Format: 168 × 260 mm

KOMIKS UDOSTĘPNIONY PRZEZ WYDAWCĘ. ZNAJDZIESZ GO NA PÓŁKACH
Non Stop Comicx