Gdybym układał swój prywatny ranking pod nieco osobliwą nazwą „filmy, które oglądasz na stojąco”, niechybnie znalazłaby się w nim cała filmografia Na Hong-jina, reżysera pochodzącego z Korei Południowej.
W ramach przypomnienia warto, choćby w kilku zdaniach, wspomnieć o dotychczasowych dokonaniach twórcy. Debiutował w 2008 roku jednym z najbardziej niepokojących thrillerów. To był The Chaser; bezwzględny, wciągający i zrealizowany z niezwykłą pewnością siebie. The Yellow Sea z 2010 roku umieściłem swego czasu wśród najlepszych filmów XXI wieku. Dwugodzinny zastrzyk adrenaliny. Szalony thriller. Czy muszę dodawać, że wyjątkowo dosadny? Lament z 2016 roku. Jeden z najlepszych filmów o egzorcyzmach. Uczciwy i… sami wiecie jaki. Tak, bezkompromisowy. Zarówno w przekazie, jak i w formie.
A teraz dostaliśmy Witajcie w Hope, kino science fiction pożenione z horrorem, kinem akcji i niezwykle oryginalnymi zwrotami fabularnymi, które ustawiają nas w zupełnie innej perspektywie. Niemal rozkazują zweryfikować własne postrzeganie wydarzeń. Niezwykłe doświadczenie.
Na Hong-jin po raz kolejny udowadnia, że nikt nie kręci kina gatunkowego tak jak on.
Cztery filmy koreańskiego twórcy przedstawiają go jako autora, który zawsze idzie własną drogą i nie ogląda się na innych. Mam wrażenie, że szczególnie Witajcie w Hope pokazuje prawdziwego mavericka kina gatunkowego. Gdyby żył Larry Cohen i dysponował takim budżetem, mógłby nakręcić właśnie Witajcie w Hope.
Po sześciu latach milczenia Na Hong-jin wrócił z dziełem, które na pierwszy rzut oka wygląda jak potężne widowisko science fiction o konfrontacji ludzi z nieznanym. W rzeczywistości Witajcie w Hope jest czymś znacznie bardziej przewrotnym. To historia społeczności wystawionej na próbę. Najdroższa produkcja wciąż niewielkiego przecież dorobku reżysera. W obsadzie pojawiły się międzynarodowe gwiazdy obsadzone w absolutnie unikatowych rolach, między innymi Michael Fassbender i Alicia Vikander.
Nie mam też problemu z próbą umiejscowienia filmu na gatunkowej mapie. To kino katastroficzne. To również pełnoprawne monster movie. Przede wszystkim jednak opowieść o wspólnocie poddanej ekstremalnej próbie.
Nie ma tu taryfy ulgowej. Nikt nie idzie na skróty, ani pod względem realizacji, ani podczas dopasowywania fabuły do cudzych oczekiwań. To autorska wizja. Prawie trzygodzinne dzieło, krótsze od tej granicy o niespełna dwadzieścia minut, opowiadające o inwazji obcych na naszą planetę.
Wyobraźcie sobie jednak nastrój, jaki osiąga Hong-jin. Przez niemal czterdzieści minut towarzyszymy policjantowi i kilku innym grupom ludzi, które obserwują ślady, skutki chaosu i zastane już piekło po przejściu jakiejś katastrofy. Narasta niepokój. Słychać odgłosy strzelaniny. Małe miasteczko legło w gruzach. Policjant, napięty jak struna, ze strzelbą w ręku próbuje wykonywać swoją robotę. De facto wszyscy wiemy jednak, że tej roboty już nie ma. Pozostaje mu iść naprzód i w końcu stanąć twarzą w twarz z czymś najgorszym.
W czasach bezpiecznych blockbusterów Na Hong-jin stawia wszystko na jedną kartę.
W jakim innym filmie doczekacie się następującej sceny? Droga szybkiego ruchu. Galopujący na złamanie karku mężczyzna na koniu. Za nim ścigający go potwór. Jeszcze dalej, niejako z odsieczą, radiowóz z pasażerami ostrzeliwującymi monstrum. Energia jak w najlepszych momentach Mad Max: Na drodze gniewu.
Takie rzeczy wydają się dziś możliwe wyłącznie w kinie azjatyckim. Wyłącznie u reżysera, który najpierw robi, a dopiero później się zastanawia. Na pewno nie zwraca też uwagi na malkontentów gotowych powiedzieć: „jakie to głupie”. Powtarzam, Larry Cohen bawiłby się tutaj doskonale.
To bardzo przewrotne widowisko. Pod wieloma względami niezwykłe. Z prawdziwymi emocjami, ale też sporą dawką czarnego humoru. Nie jest prześmiewcze. Jest raczej brutalnie uczciwe.
We współczesnym kinie nie brakuje filmów o potworach. Nie brakuje również widowisk o końcu świata. Witajcie w Hope zdecydowanie wyróżnia się na tym tle. To kino grane całkowicie na serio, choć usłyszycie i przeczytacie opinie, że wygląda niepoważnie. Tyle że właśnie na tym polega siła autorskiej wizji. Po prawdzie nikt z nas nie brał jeszcze udziału w inwazji obcych, prawda?
Wszystko na tak.
Czas trwania: 150 min
Gatunek: sci-fi
Reżyseria: Na Hong-jin
Scenariusz: Na Hong-jin
Obsada: Hwang Jung-min, Zo In-sung, Jung Ho-yeon, Taylor Russell, Cameron Britton, Alicia Vikander, Michael Fassbender
Zdjęcia: Hong Kyung-pyo
Muzyka: Michael Abels

