Produkt książkowy

Jak to się stało, że ja, zapatrzony w komiks w wieku dziecięcym i nastoletnim, urodzony w Bydgoszczy, równolatek naczelnego Produktu (choć jeden dzień starszy od niego), z Produktem się tak mocno mijałem? Przecież nawet jestem z tego samego osiedla! Może jednak nie pałałem wówczas do komiksu taką miłością, jak mi się dziś wydaje? Coś może być na rzeczy, bo właśnie pod koniec liceum odbiłem od tego medium, a przecież to wtedy Michał Śledziński, ucząc się w bydgoskim plastyku, wykorzystywał zasoby szkoły do poligrafii (za informacjami z „Produktu książkowego”).

Dla mnie jest to więc pozycja szczególna. Mogłem zagłębić się w opowieść, niemal reportażową, o powstaniu magazynu, jego losach oraz rozmaitych przygodach okołotwórczych. Wszystko to działo się tuż obok mnie, nieopodal, niemal za metaforyczną ścianą. Ja porzuciłem fascynację komiksem na ponad dwie dekady. Tymczasem „Produkt” rósł, zdobywał fanów i coraz więcej się wokół niego działo.

Nic w tym dziwnego. Michał Śledziński mocno się z tym przedsięwzięciem związał, miał własny projekt, którym inspirował innych. Sam był wówczas pełen komiksowego zacięcia. Chciał, później trochę musiał, czuł się zobowiązany. Ludzie na niego patrzyli, ufali mu, a on spajał całe towarzystwo. Tworzył pismo nasiąknięte energią właściwą jego wiekowi i etapowi życia.

Produkt książkowyProdukt książkowy to opowieść o młodości, pasji i ludziach, którzy mieli cel wtedy, gdy wielu z nas dopiero go szukało.

Wydaje mi się, że właśnie to jest znamienne dla Produktu. Takie przynajmniej odnoszę wrażenie po lekturze. Wyobraźcie sobie bowiem rzecz, która wychodzi z trzewi kogoś zbuntowanego, z głowy młodej osoby, w której buzują pomysły, idee i cele. Nie znam Śledzińskiego, więc mogę się w wielu kwestiach mylić. Być może był tym ułożonym młodzieńcem, który z wielką teką zaiwaniał do plastyka. Znam jednak tamtych ludzi, znałem wielu uczniów tej szkoły, również z rocznika naczelnego. Bydgoszcz to małe miasto, więc te drogi jakoś się przecinały.

Ludzie z plastyka zawsze byli… charakterystyczni, a niekiedy wręcz charakterni. Trafiało się tam już z jakimś talentem. To, jak taki talent ulepiło się później w konkretną formę, zależało od samego młodego człowieka i od znalezienia własnej artystycznej zajawki. U Śledzińskiego poszło właśnie w tę stronę.

Ale miało być o Produkcie, a właściwie o Produkcie książkowym. Co oferuje książka? Świetną formę i przemyślany koncept oparty na wspomnieniach przeplatanych wypowiedziami autorów związanych z tytułem. Całość uzupełnia ogromna liczba ilustracji wywodzących się z Produktu, stworzonych przez twórców, którzy właśnie tam się „narodzili” i „wzrastali”.

Za każdym numerem Produktu kryła się nie tylko twórcza pasja, ale też ciężka praca i determinacja.

Myślę, że kluczowe w myśleniu o tym, co dał Produkt, jest to, że dał bardzo dużo zarówno czytelnikom, jak i autorom. Szczególnie przyspieszył rozwój tych drugich. Czy Śledziński był trochę jak twórca z Doliny Krzemowej, który w domowym garażu zapalił się do pomysłu, a ludzie związani z tą ideą lgnęli do niego i wspólnie budowali coś nowego, upiększali, rozwijali i generowali kolejne pomysły w nieokrzesanym laboratorium kreatywności? Poniekąd tak.

Ale znowu wracamy do młodości. To musiała być szkoła życia. Niewielu byłoby stać na pchanie takiego wozu. Tematycznie owszem, wszystko mogło nosić silne znamiona partyzantki i buntu. Byli tam outsiderzy tworzący komiksy punkowe, nierzadko wulgarne i dziwne. Jednak poza tym kreatywnym kotłem trzeba było utrzymywać całość na torach. Poligrafia, rachunki, terminy wymagały ogarnięcia. Jasne, wiele rzeczy mogło się tam docierać, ale ostatecznie trzeba było dowozić. Szacunek.

I właśnie o tym jest Produkt książkowy. O czasie młodości, o autorach, produktowych i okołoproduktowych historiach, ale też o samym czasie, o latach radości, zwątpienia i przygód. Kiedy ja chodziłem do liceum, później na jakieś gówno studia, a potem do pierwszej gównianej pracy, ciągle bez celu, oni mieli cel: wydać kolejny numer.

Piękne. Zazdro.

Patryk Karwowski

Tekst: Bartłomiej Kluska
Redakcja: Piotr Kasiński
Korekta i redakcja tekstów: Joanna Krukowska, Karolina Gębska
Opieka merytoryczna: Adam Radoń, Joanna Birek-Fita
Ilość stron: 132
Oprawa: twarda
Wydawnictwo: Kultura Gniewu / Centrum Komiksu i Narracji Interaktywnej EC1
Format: 240 x 320 mm

KSIĄŻKA UDOSTĘPNIONA PRZEZ WYDAWCĘ. ZNAJDZIESZ JĄ NA PÓŁKACH

Kultura Gniewu