Doom Generation – Stracone pokolenie

Zaczyna się od absolutnie przewrotnego wstępu, planszy, na której reżyser zaprasza na seans tekstem: „A heterosexual movie by Gregg Araki”. Tak, to kino nie tylko wywrotowe i partyzanckie, ale jednocześnie niezwykle świadome. Kino, które podważa każdą definicję pożądania. Zero romantyzmu, emocjonalność bez oczyszczenia i bohaterowie odrzucający społeczne role. To kopniak w krocze tych, którzy szukają hollywoodzkiego ukojenia.

Przypominam, Doom Generation pochodzi z 1995 roku. Już wówczas Araki przekazywał wprost, że żyjemy w świecie, gdzie reklama, przemoc, telewizja i seksualność tworzą jeden nieprzerwany strumień bodźców.

Konstrukcja Doom Generation przypomina mi serię kolizji. To stłuczka za stłuczką, przejeżdżanie po leżących zwłokach i nieoglądanie się za siebie. Dlaczego? Tacy są bohaterowie Arakiego. Żyją w piekle, jednym z pierwszych obrazów jest zresztą neonowe „Welcome to Hell”. Postaci są wulgarne, prezentują cały wachlarz prymitywnych zachowań, a to całe piekło? No cóż, przecież wszystko kosztuje tutaj 6,66 dolara.

Ale w kinie lat dziewięćdziesiątych buntowników było wielu, na każdym kontynencie. Harmony Korine, Lars von Trier, Danny Boyle, Vincent Gallo, Shinya Tsukamoto i wielu innych. Wielu z nich ten sprzeciw sprzedawało. Gregg Araki był (i jest!) ikonicznym przykładem reżysera buntownika, ale w Doom Generation przedstawił się jednak inaczej. Nakręcił film, który wygląda jak krzyk człowieka zmęczonego samym pojęciem buntu. Zakłada, że świat już dawno się rozpadł. Wszystko przedstawione jest w tej pełnej nihilizmu formie: zgniłe, przetrawione, bez planu na dziesięć minut do przodu.

Doom Generation - Stracone pokolenieAraki nakręcił kino, które skopało każdy mit o młodości, wolności i buncie.

Tutaj wszystko przypomina stan psychiczny sportretowanych młodych ludzi. Jasne, Araki dysponuje większym budżetem niż przy swoich wcześniejszych partyzanckich produkcjach, ale wciąż kopie się z mainstreamem. Po Totally Fucked Up (1993), a przed Donikąd (Nowhere, 1997), jego Doom Generation. Stracone pokolenie z 1995 roku stanowi środkową część trylogii Teenage Apocalypse Trilogy.

Część widzów i krytyków odrzucała ten film już na wstępie, później nie było lepiej. Innych potrafił oczarować i skłaniał do bardzo pochlebnych opinii. Ale czy Doom Generation jest prowokacją pozbawioną treści? Od niepokornego skandalu przerodził się w klasykę kina niezależnego. To jedno jest pewne.

Za fasadą nihilizmu i agresji Doom Generation skrywa historię o potrzebie bliskości.

W centrum opowieści znajdują się trzy postaci. James Duval gra bohatera pozornie najbardziej zwyczajnego. W jego twarzy stale widać zdziwienie. Czy jest ono spowodowane wypalaniem nieprzyzwoitych ilości zielska? Być może. Sprawia wrażenie, jakby bezskutecznie próbował zrozumieć reguły świata, który już dawno utracił logikę. Rose McGowan tworzy Amy Blue, jedną z najbardziej charakterystycznych figur amerykańskiego kina niezależnego tamtej dekady. Jest agresywna, dowcipna i niezwykle krucha. Nieustannie atakuje innych, by nikt nie zdążył zaatakować jej pierwszy. Z kolei Johnathon Schaech wnosi do filmu energię czystej nieprzewidywalności. Nie gra człowieka. To chaos. To pokusa.

Doom Generation - Stracone pokolenie

I właśnie ta próba uchwycenia nastoletniego bałaganu wybrzmiewa najmocniej. Przecież gwałt i przemoc nie muszą być odczytywane dosłownie. Zresztą nawet pisanie o Doom Generation jako o filmie o nihilizmie może okazać się zgubne. Ta trójka bohaterów nie wierzy w wartości, ale desperacko ucieka przed samotnością. Nie są w stanie naprawić chaosu, co leży w naturze ich młodego wieku, jednak potrzeba bliskości pozostaje aż nadto widoczna. Sprawiają wrażenie odważnych, takich, którym na niczym nie zależy, ale to tylko poza. Boją się jak każdy. Nie nadążają za światem, dlatego plują, krzyczą i funkcjonują wyłącznie teraźniejszością.

Araki pod tym względem nakręcił rzecz niesamowitą, zwłaszcza że film ma już trzydzieści lat na karku. Przewidział wiele z tego, z czym mierzymy się dzisiaj. Groteskowa telewizyjną przemoc, medialna karykatura rzeczywistości, w której coraz trudniej odróżnić koszmar od rozrywki.

Patryk Karwowski

Czas trwania: 83 min
Gatunek: dramat
Reżyseria: Gregg Araki
Scenariusz: Gregg Araki
Obsada: James Duval, Rose McGowan, Johnathon Schaech
Zdjęcia: Jim Fealy
Muzyka: Dan Gatto