Szczęściarz

Szczęściarz? Z definicji tego słowa to osoba, którą spotkało lub stale spotyka w życiu coś pomyślnego. Dobre sobie. Już sam tytuł brzmi naprawdę ponuro, gdy zestawimy go z akcją tego, nie mam oporów przed napisaniem, mistrzowskiego albumu.

Szczęściarz. Fortune Gluckmann z komiksu Wojciecha Chamier-Gliszczyńskiego i Wojciecha Szafrańca jest takim samym szczęściarzem jak Lee z filmu Manchester by the Sea (2016, Kenneth Lonergan). Albo, nie uciekając już tak daleko od tematyki omawianego tytułu, jak Michael (Robert De Niro) z Łowcy jeleni. To są ci farciarze, którzy przeżyli coś, co powinno ich zdruzgotać. I tak się stało, chociaż w życiu byś nie pomyślał w ten sposób patrząc na nich stojących w kolejce w sklepie.

Lee z Manchester by the Sea pochował trójkę swoich dzieci, które zginęły w pożarze, poniekąd przez jego winę, gdy wyszedł do sklepu po piwo. Michael z Łowcy jeleni pochował przyjaciół w Wietnamie lub krótko po powrocie z wojny. Albo ci szczęściarze z każdego innego filmu wojennego, którzy po wydarzeniach na froncie, po roku, pięciu latach, a nawet po dziesięciu (niektórych po dziesięciu już nie ma), wciąż budzą się zlani potem.

SzczęściarzSzczęście bywa przekleństwem, zwłaszcza gdy oznacza jedynie to, że przeżyłeś.

Tak, Szczęściarz jest o traumie, a w dużej mierze o PTSD. Ale Fortune Gluckmann naprawdę uważa, że ma farta. Jeszcze jeden film: hiszpańskie Intacto z 2001 roku, w którym bohaterowie ryzykują życie w makabrycznych grach losowych. Fortune Gluckmann również ostatecznie dojdzie do tego momentu, bo wierzy, że nie może umrzeć.

Wierzy, że jest nosicielem osobliwego fatum. Stał się sławny dzięki swojej pracy fotoreportera (tuż po wydarzeniach w wojsku), bo, igrając ze śmiercią, zdaje relacje z najbardziej niebezpiecznych przyczółków świata. Tak naprawdę jest obecny w każdym wojennym zarzewiu, zawsze w samym epicentrum wydarzeń. I za każdym razem przynosi doskonały materiał zdjęciowy. Ale przeszłość wraca, a on nieustannie doszukuje się w tym czegoś więcej niż zwykłego farta.

Między wojenną traumą, obsesją przypadku i samotnością sławy.

Niezwykły komiks, literacko docięty na milimetry. Mam wrażenie, że scenarzysta ciął i szlifował tekst do samego końca. Nie ma tu żadnego zbędnego słowa. Jest absolutne minimum, które wybrzmiewa jak absolutne maksimum treści.

Historia Gluckmanna jest przejmująca, a ja byłem poruszony od początku. Głównie ze względu na tę literackość, która przypomniała mi trochę Podróż do Włoch Bernarda Coseya. Tam również mieliśmy traumę wojenną, a Cosey, podobnie jak autorzy Szczęściarza, kroił zdania jak w najlepszej prozie.

I nie mogę nie wspomnieć o warstwie wizualnej. Jest specyficzna, trafiona w punkt: brudna, przygnębiająca, z postaciami, które Wojciech Stefaniec buduje rozedrganą kreską, z cieniowaniem wyprowadzonym z kolejnych linii. Świat narysowany niczym nerwowy zapis EKG. Wszystko może się rozpaść, gdy potrząśniemy planszą. Ten styl pasuje tu znakomicie.

Mocny komiks, z przemyślanymi planszami, które głęboko wbijają się w serce czytelnika. Jak ten moment, gdy Gluckmann siedzi samotnie na łóżku, w środkowym kadrze, na planszy przedzielonej niczym więzienna cela, a obok padają słowa: „sława i samotność to dwie strony jednej monety”.

Patryk Karwowski

Rysunki: Wojciech Stefaniec
Scenariusz: Wojciech Chamier-Gliszczyński, Wojciech Stefaniec
Redakcja i korekta: Arkadiusz Łuba
Skład: Wojciech Stefaniec
Ilość stron: 104
Oprawa: twarda
Wydawnictwo: Timof i cisi wspólnicy
Format: 210 x 290 mm

KOMIKS UDOSTĘPNIONY PRZEZ WYDAWCĘ. ZNAJDZIESZ GO NA PÓŁKACH