Smolista czerń, odcienie ziemi, mocne barwy, które nabierają znaczenia niemal rytualnego. Tak się zaczyna. U Łukasza Godlewskiego, w Listopadzie, jest zawsze noc. Noc pożera, to w niej budzą się do życia złe moce. Czart kusi właśnie wtedy, bo ma dla siebie całą ziemską arenę. Nie rozprasza go światło, nie zagłuszają niepotrzebne dzienne odgłosy, wszystko śpi. Ci, którzy szwendają się po ciemku, stanowią dla niego łatwy cel.
Listopad Łukasza Godlewskiego to popis budowania atmosfery grozy, w której ciekawość staje się pierwszym krokiem do zatracenia.
Tutaj zło ukrywa się pod postacią trzech lisów, które dostrzegają Jaśka o złotym sercu. Chłopak spędza uroczy wieczór z Zosią, ale na chwilę zostawia dziewczynę i robi pierwszy krok w gęstwinę. Po co? Coś usłyszał, zwyciężyła ciekawość, więc wchodzi głębiej. A my idziemy za nim. Już ten moment wspaniale kreuje atmosferę grozy i zapowiada przyszłe zagrożenie.
Jasne, Łukasz Godlewski wyraźnie odwołuje się tutaj do epoki romantyzmu. Właśnie tak najczęściej przedstawia się ten komiks, tak widnieje przecież w oficjalnych opisach. I nawet jeżeli ja osobiście przez lata uciekałem od tej epoki, tym razem odnalazłem się tutaj doskonale. Godlewski jako wabik do ponownego przejrzenia szkolnych (nie tylko!) lektur? Czyżbym miał jeszcze raz zmierzyć się z Dziadami? Moim zdaniem Listopad czerpie z polskiego romantyzmu nie tylko dlatego, że pojawiają się w nim demony i historyczne kostiumy, lecz przede wszystkim dlatego, że przejmuje romantyczny model widzenia świata, w którym historia, mit, natura i metafizyka pozostają nierozdzielne.
Kawał gęstego, wysokiej jakości horroru.
Łukasz nie rekonstruuje XIX wieku dla samej rekonstrukcji. Bardziej interesuje go mechanizm romantycznego myślenia. Przekonanie, że narody żyją mitami, że historia powraca, że człowiek nieustannie mierzy się z pokusą i że pod powierzchnią codzienności kryje się coś więcej.
Ja jednak, niejako odruchowo, odrzuciłem symbolikę wynikającą zarówno z odgórnie narzuconego kontekstu literackiego, jak i tej przemycanej w treści oraz obrazie. Dla mnie to przede wszystkim kawał gęstego horroru, w którym jako czytelnik czuję się bardzo dobrze. Potrafię ocenić jakość oferowanej grozy, a ta u Łukasza Godlewskiego stoi na wysokim poziomie. Jest kuszenie, chłopak łapie przynętę, wchodzimy z nim do lasu. Następują przepychanki, podtykane są kolejne „prezenty”, a dusza powoli i delikatnie nasiąka ciemnością. Jasiek jest już zarażony, czerń krąży w żyłach, zaraz dotrze do serca. Ma jeszcze chwilę, jeszcze moment na ocknięcie się. Wszystko rozwija się znakomicie, niepokój przesącza się przez kolejne strony, a my czujemy stawkę. I to jest najważniejsze.
Rysunki: Łukasz Godlewski
Scenariusz: Łukasz Godlewski
Korekta: Barbara Śliwicka
Redakcja: Karolina Gębska
Ilość stron: 72
Oprawa: twarda
Wydawnictwo: Kultura Gniewu
Format: 165 x 235 mm
