Mały palec pod gilotynę

Autobiograficzny impuls, doświadczenie emigracji, dziecięca perspektywa wrzucona w wir końcówki lat osiemdziesiątych. To wszystko się zgadza, ale komiks Marii Rostockiej miał ze mną niezwykle trudno. Trafił w zły czas.

Łatwiej by mu było, gdybym nie miał za sobą ciągu innych autobiograficznych albumów, równie zabawnych, równie szczerych i uczciwych. Zdaję sobie sprawę, że napisanie „to już było” będzie już swego rodzaju odczytane negatywnie, ale to samo „to już było” dotyczy tylko i wyłącznie mojego kontaktu z medium.

Jeżeli Mały palec pod gilotynę będzie jednym z pierwszych dla Ciebie z tego szerokiego nurtu tych autorskich wspomnieniowych, to super (albo jeżeli miałeś dużą przerwę od podobnych tytułów). Ale ja jestem świeżo po lekturze To był najlepszy koniec świata Natalii Legutko. I tak, Legutko nadaje w podobnych tonacjach, a autorskie (choć panie dzieli pewna różnica wieku i miejsca narodzin tej perspektywy) wnioski i obserwacje są w wielu miejscach tożsame. I teoretycznie trudno to uznać za wadę, bądźmy uczciwi. Jednak, znowu, ten odbiór czytelnika czyli mój musi zaważyć na ocenie. Nie wyjdę z tego. Innymi słowy Mały palec pod gilotynę to niezły komiks, ale byłby lepszy gdyby to był mój pierwszy kontakt z autobiograficznym komiksem. Ale nie tylko.

Mały palec pod gilotynęWrażliwość Rostockiej jest autentyczna, ale mój czytelniczy bagaż sprawia, że Mały palec pod gilotynę wybrzmiewa tylko częściowo.

Zatem znowu dzieciństwo, Maria jest jednak w swoim wieku formującym we Francji z rodziną, a w Polsce czas wielkich zmian. Trafiło tak, że rzeczywiście autorka jako dziewczynka jest w obcym kraju i stamtąd przygląda się Polsce. Albo inaczej – echa z Polski docierają do niej w różny sposób – rodzice, telewizja. To fajny zabieg, również pod względem formalnym, czyli przechodzimy do estetyki.

Maria Rostocka rysuje według mnie tak, jak przywoływane są obrazki z pamięci dziecka – trochę szkicu, niewyraźne linie, powidoki z tamtych lat, sprzed kilku dekad. Nie widzisz przecież w pamięci wyraźnych portretów, wszystko jest właśnie tak jak w Małym palcu pod gilotyną – jednak za tym idzie też nierówny rytm i bałagan – to trochę jak pamiętnik bez dat, ciąg wyrwanych z pamięci obrazów, które działają na zasadzie tych kluczowych dla konkretnego dziecka, konkretnej rodziny. I nie jest to niestety za bardzo atrakcyjne, szczególnie, że w tym tonie będziemy brnąć do końca.

Ciekawe konteksty – Polska istnieje głównie jako echo, opowieść i telewizyjny szum

Tematycznie autorka skacze po wielu tematach, rzeczywiście wydaje się że przywołuje z pamięci (chociaż chronologicznie wraz z jej dorastaniem, ówczesnym dzieckiem) raczej te wydarzenia, które najbardziej znamienne będą w kręgu samej autorki – wśród rodziny, przyjaciół, znajomych. Czułem się trochę, jakbym był obok tej historii, przysłuchiwałem się, nie za bardzo mogłem się zaangażować. I pewnego rodzaju konsternacja przychodzi przy zakończeniu opowieści, albo raczej przy braku tegoż – brak epilogu, zamknięcia – kadr taki, że mógłby być następny.

Z ciekawszych dla mnie rzeczy, to u Rostockiej jest sporo polityki, zarówno tej francuskiej z przełomu lat 80. 90. i tej w Polsce. To układa ciekawy kontekst porównawczy – również wobec odbioru nas Polaków na obczyźnie – na przykład przed i po wyborach, gdy prezydentem został Lech Wałęsa.

Generalnie jest tu wiele trafnych spostrzeżeń i może to być intrygujący komiks dla osób, które z tamtymi latami miały mniej do czynienia niż my urodzeni w latach 80. i wcześniej. Umówmy się, przybywa młodszych czytelników, nie wszyscy mają w domu gawędziarzy, takie medium przydaje się i choćby dlatego. Dla mnie tylko niezły.

Patryk Karwowski
Rysunki: Maria Rostocka
Scenariusz: Maria Rostocka
Redakcja: Michał Olech
Korekta: Justyna Topolska
Skład: Jarosław Składanek
Ilość stron: 88
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Wydawnictwo: Kultura Gniewu
Format: 165 x 235 mm

KOMIKS UDOSTĘPNIONY PRZEZ WYDAWCĘ. ZNAJDZIESZ GO NA PÓŁKACH

Kultura Gniewu