Horda kontrwiatrowa. Księga 1

La Horde du Contrevent Alaina Damasio ukazała się na rynku francuskim w 2004 roku. W tym przypadku – jeżeli chodzi o powieść – mogę posiłkować się tylko notkami prasowymi, recenzjami i opiniami innych czytelników. Na naszym rynku wydawniczym La Horde du Contrevent się nie pojawiła, ale jeśli wierzyć doniesieniom, książka Damasio ma swoich ogromnych entuzjastów. Znalazłem nawet stwierdzenie, że to powieść kultowa. I mając sporą wyobraźnię, jestem w stanie w to uwierzyć.

W rzeczy samej jest to przede wszystkim bardzo oryginalny koncept: świat, którym rządzi żywioł – konkretnie wiatr. Dyktuje prawa, kształtuje pejzaż, wpływa na wszystkie bytowe warunki. Nie będzie przesadą, gdy napiszę, że decyduje, kto ma żyć, a kto niechybnie umrze.

Na tym tle poznajemy całą mitologię. Ludzie egzystują tutaj na krawędzi własnego losu, a na tym niegościnnym (co najmniej!) świecie próbują ten wiatr zrozumieć. Stawiają mu czoła od pokoleń – w komiksie są wzmianki o setkach lat – i jednocześnie próbują dotrzeć do punktu, w którym wiatr ma podobno swój początek (początek wiewu).

Horda kontrwiatrowa. Księga 1W komiksie Henninota każda plansza jest walką – z wiatrem, z losem, z własną słabością.

Po co? To chyba jedyna nadzieja, dla której warto tutaj żyć – jak te wszystkie iluzoryczne cele w światach postapokaliptycznych. Przypomnijcie sobie Furiosę, która w Mad Max: Na drodze gniewu chciała dotrzeć do Zielonego Miejsca. Żyła tym, zaraziła innych obsesją do tego miejsca, cały konflikt oparła na jednym pragnieniu. Przykładów można by mnożyć. Może w głębi serca nikt z desperatów w to nie wierzy, ale dążą do tego wszyscy. Cóż im pozostało?

Jednak nie chodzi wyłącznie o nadzieję. W świecie stworzonym przez Alaina Damasio – autora literackiego pierwowzoru – istotna jest wspomniana mitologia, frakcje (jak ci, którzy tworzą tytułowe hordy) i cały kodeks. Ten sam kodeks, historia, po prostu odwieczne prawo zakłada, że hordy są powoływane i brną całymi latami w kierunku początku wiewu.

To dziwne, irracjonalne; każdy znalazłby setki lepszych powodów do życia. Ale żeby uwierzyć w świat, trzeba uwierzyć w ten koncept. Poza tym ta konkretna horda, o numerze 34, już po prostu idzie i jest całkiem blisko celu. Uwaga: maszerują ponad dwadzieścia lat.

Nie piszę za dużo o fabule – proszę mi wierzyć. Raptem zarysowuję krajobraz, niezwykle istotny przy pisaniu o komiksie. Wszystko bowiem prowadzi w tym tekście do mojego zachwytu. Wyobraźcie sobie, że horda to zbiór około dwudziestu osób (ilości mogą się zmieniać), którzy są kontrą dla wiatru. Każdy z nich ma swoje funkcje. Każdy jest istotny i każdy szkoli się do czegoś innego: zwiadu, rozpalania ognia, leczenia itd. Na tym polega fabularny fundament – walka z żywiołem, walka z własnymi słabościami, a dla czytelnika wgląd w każdy charakter, obserwacja relacji, poznawanie postaci, oddawanie serca różnym bohaterom.

To świetna konstrukcja – bardzo ambitna i spełniająca te ambicje. Jasne, gubiłem się w tej mitologii, a kolejnym moim pomysłem racjonalizatorskim jest to, by wydawnictwo poszerzyło ofertę właśnie o literackie pierwowzory. Wydawanie książek nie może różnić się aż tak bardzo od wydawania komiksów, a gwarantuję, że wielu czytelników po lekturze Hordy kontrwiatrowej skusiłoby się na powieść.

Horda kontrwiatrowa działa jak epopeja o ludzkiej determinacji.

Widać jednocześnie, że Éric Henninot, autor albumu, jest autentycznie zafascynowany materiałem, który wziął do obróbki. Świetnie – choć mogą pojawić się głosy, że uderzają w monotonię – wypadają ilustracje. W pierwszych trzech tomach niemal każda plansza opowiada o oporze. Ciała są pochylone. Sylwetki napięte. Linie krajobrazu wykrzywione. Architektura przypomina organizmy przystosowane do niekończącej się presji atmosferycznej. Odczuwamy ciągłe tarcie pomiędzy człowiekiem a środowiskiem – dziwnym, mitycznym, nierzadko z fantastycznym bestiariuszem.

Wracając jeszcze na chwilę do ambitnej konstrukcji, trzeba mieć na uwadze dwie kwestie, dwa motywy przewodnie. Jednym jest wspomniane parcie naprzód: upór, fizyczność, ludzie w hordzie dostają cały czas cięgi od żywiołu, rany są kolosalne, nie wszyscy przeżyją, chociaż to najtwardsi z twardych – z Golgothem na czele, który sprawuje funkcję grotu, dosłownie. Jest okrutny i bezkompromisowy, ale musi trzymać hordę w garści.

A pojawiają się pęknięcia – i to jest drugi motyw przewodni. Horda kontrwiatrowa, ze swoim podejściem do narracji, dalekiej od indywidualizacji, a raczej takiej, która dociera do wielu charakterów, opowiada właśnie o relacjach. To nawet ważniejsze niż wiatr, walka z nim, mitologia i legendy, a nawet ważniejsze niż cel. Horda kontrwiatrowa to tak naprawdę – w tej księdze pierwszej – historia o więzi: drużyna, przyjaźń, sztama, wspólne stawianie czoła przeciwnościom, uzupełnianie się jak w żywym organizmie, bo tylko wówczas jest szansa.

Można oczywiście czytać tę historię jako science fiction. Można jako fantasy. Można jako przygodową epopeję. Ale równie dobrze działa jako traktat o ludzkiej wytrwałości – o zbiorowym wysiłku, który istnieje mimo braku gwarancji sukcesu.

To nie jest jednocześnie komiks łatwy w odbiorze. Nie ma tu wytwornych rysunków, ozdobników, niesamowitych epickich plansz. Dużo tu szarości, brodzenia w gniewie i nienawiści, dużo psychologii, ale głównie emocji.

Patryk Karwowski
Rysunki: Éric Henninot
Scenariusz: Éric Henninot
Kolory: Gaétan Georges
Tłumaczenie: Jakub Syty
Redakcja: Mała Kasia
Korekta: Agata Bogusławska
Skład: Piotr Margol
Ilość stron: 232
Oprawa: twarda
Wydawnictwo: Lost In Time
Format: 240 x 320 mm
KOMIKS UDOSTĘPNIONY PRZEZ WYDAWCĘ. ZNAJDZIESZ GO NA PÓŁKACH