Caza mistrz. W latach 70. i chwilę później, na przełomie dwóch dekad, gdy powstawały Scenki z życia osiedla, można traktować ten album jako zapiski z doświadczalnego poligonu. Jednak nie jest to poligon, na który wybrał się artysta, żeby coś ćwiczyć. Odbyły się tutaj manewry już doświadczonego twórcy, który po prostu prezentuje się z różnej strony, wyciąga działa różnego kalibru i bombarduje nas, czytelników, rozmaitą formą kreatywnego nalotu.
Album ciekawie się kształtuje, bo można tutaj prześledzić nie tylko drogę artysty jako ilustratora, ale również to, w jaki sposób dojrzewał on sam jako scenarzysta (pisząc kolokwialnie – jest tu wiele jego zajawek). Pierwsza część to historyjki nastawione na większą ilość tekstu, więcej tam opowieści – zajmującej, niekiedy przypominającej Strefę mroku. Głównym bohaterem jest najczęściej alter ego Cazy (Philippe Cazaumayou), który wpada w różne przypadkowe sytuacje, jest świadkiem jakiegoś wydarzenia, biernym lub czynnym uczestnikiem. To się po prostu dzieje, w czasie gdy on sam mieszka na szarym blokowisku.
Halucynacje codzienności – zwykłe życie pęka tu jak skorupa, odsłaniając światło i mrok wyobraźni.
Geneza cyklu wyrasta z codzienności autora: zderzenia wyobraźni z szarością przedmieść, z potrzeby ucieczki od powtarzalności, z intuicji, że zwykłe życie kryje w sobie potencjał halucynacji. Caza nie dokumentuje jednak tych zdarzeń – najczęściej transformuje je w serię wizji, jak zawsze wspaniale zaprezentowanych w formie grafik, których nie da się zamknąć w żadnym nawiasie.
Później powoli wchodzimy w bardziej pojemne science fiction. Caza już mniej pisze, zdania są krótsze, a my wkraczamy w rejestry lepiej znane z jego autorskiego (chociażby) Wieku cienia lub Świata Arkadiego. Pojawiają się znajome ilustracyjne patenty: twarze kobiet, sylwetki, tła. Forma opowiastek pozostaje jednak podobna przez wszystkie Scenki z życia osiedla – zaczyna się od realistycznego rejestru, po czym gwałtownie przechodzi w fantastyczną mutację.
Scenki z życia osiedla, albo portal do surrealistycznych doświadczeń.
Caza jako mieszkaniec tego osiedla (i jako wspomniany uczestnik) wykorzystuje wszystkie swoje obserwacje, lęki, powtarzalne sąsiedzkie sytuacje – choćby walenie miotłą przez sąsiadów, którzy chcą zaznać trochę ciszy i spokoju. Motyw powracającej miotły to lejtmotyw tego albumu. Podobnie jest z postaciami pobocznymi: funkcjonują jako figury reprezentujące stany emocjonalne i zbiorowe lęki.
Sporo tu o alienacji, monotonii dnia codziennego, o napięciach między prywatnością a społeczną presją. Zawsze przechodzi to w jakąś mniejszą lub większą wersję fantastycznego finału – przynajmniej na początku. Później, w kolejnych rozdziałach, Caza przedstawia się już w swojej bardziej rozpoznawalnej wersji. Surrealizm, twarde sci-fi, fantastyczne światy, mniej słów, więcej kontemplacji ilustracji – tych pięknych, wyśnionych krain. Nie z sennych marzeń czy koszmarów, lecz po prostu stamtąd, z miejsc, które muszą gdzieś istnieć.
Traktuję Scenki z życia osiedla jako kluczowy tytuł wśród prac francuskiego artysty. To coś w rodzaju uchwycenia kilku przejściowych momentów, ale też chwil, w których styl i sposób opowiadania powoli przekształcał się z czegoś na kształt weird fiction w stronę science fiction. Wybitny.
Rysunki: Caza
Scenariusz: Caza
Tłumaczenie: Wojciech Birek
Ilość stron: 240 x 320
Oprawa: twarda
Wydawnictwo: Kurc
Format: 215 x 290 mm
KOMIKS UDOSTĘPNIONY PRZEZ WYDAWCĘ. ZNAJDZIESZ GO NA PÓŁKACH

