Egzorcysta

William Friedkin nakręcił w 1973 roku arcydzieło, a William Peter Blatty wydał dwa lata wcześniej powieść wybitną. Friedkin stworzył film z poszanowaniem literackiego pierwowzoru, był precyzyjny, przekazał wszystko to, co opowiedział wcześniej Blatty.

To jest ten przypadek, przy którym dywagacje „książka czy film?” nie mają znaczenia. Oba utwory są znakomite. I co najlepsze – film nic nie traci na swojej sile w momencie, gdy jesteś już po lekturze. I odwrotnie. Przecież obraz Friedkina widziałem kilka razy, zawsze stawiałem go na szczycie wśród wymienianych najlepszych horrorów. Nie, nie jest to ten mój ulubiony – nie mam takich – jest po prostu na półce z najlepszymi. To obszerna półka, a Egzorcysta może czuć się tam niezagrożony.

EgzorcystaEgzorcysta, horror absolutny.

Blatty dotknął swoimi słowami wielu kwestii, ale esencją jest tutaj ta niewyobrażalna emanacja zła. Wiara jest oczywiście motywem przewodnim, walka z diabłem, z własną niepewnością, w końcu starcie na gołe pięści z demonem, który trzyma dziecko jako zakładnika. To wszystko trudne zagadnienia, momenty graniczne dla wielu bohaterów. Na tej arenie jakąś bitwę stoczył każdy. Chris, popularna hollywoodzka aktorka, osoba zamożna, ze świetlaną przyszłością, walczyła o swoją córkę, ale walczyła też o to, by nie osunąć się w szaleńcze odmęty własnej świadomości. Niewiele już brakowało – bo oglądać własne dziecko w tym stanie tak długo – to może rozsadzić rodzica. Walczył też każdy inny, zaczynając od domowników skupionych wokół Chris, kończąc na egzorcystach – byli to księża Merrin i Karras.

Pojedynek z diabłem jest zaciekły, to walka okrutna, takie emocje rozlewają się (dosłownie!) na karty powieści. Esencją jest tutaj głównie, przez większą część Egzorcysty, próba dojścia do meritum sprawy – że dziewczynka została rzeczywiście opętana. W ten właśnie sposób matka wraz z lekarzami próbuje zdać się na racjonalizm. Słusznie. To tak naprawdę przystanki w próbie odpowiedzenia sobie na pytanie: co się dzieje z Regan.

Blatty buduje grozę nie efektami, lecz precyzyjnym opisem rodzicielskiego koszmaru,

To są dramatyczne opisy i bardzo łatwo wczuć się – dzięki pisarzowi – w ten tragiczny stan rodzica, który chodzi od lekarza do lekarza, przeprowadza szereg badań, aż w końcu dochodzimy do ściany i na pomoc zostaje wezwany duchowny, który notabene sam ma problemy z wiarą, ma wykształcenie medyczne, jest psychiatrą. Nawet on na tym polu musiał odpuścić.

I ja jestem z tych, którzy muszą „zobaczyć, żeby uwierzyć”. To tylko literacka fikcja, a wszystkie historie z egzorcyzmami osobiście uważam za opowieści z mchu i paproci. Zawsze zaczyna się i kończy na jakiejś psychicznej chorobie – przypadłości jest tak wiele, że lekarze mają z czego wybierać. Jako zadeklarowany ateista przyjmuję powieść Egzorcysta wyłącznie jako gatunkowy horror, genialną grozę, fantastyczny traktat o nieczystych siłach, które czyhają na niewinność – bo tam najłatwiej uderzyć. Przyjmuję to wszystko w ramach tego samego gatunkowego nawiasu, w którym czają się upiory, demony, diabeł. Poza nawiasem jest tylko pustka, choroba, dalej śmierć i cisza.

Patryk Karwowski
Autor: William Peter Blatty
Tłumaczenie: Dagmara Chojnacka, Jan Kałuża
Korekta: Urszula Okrzeja, Krzysztof Krzemien
Autor ilustracji: Krzysztof Wroński
Ilość stron: 356
Oprawa: twarda
Wydawnictwo: Vesper
Format: 140 x 205 mm