Wdowia zatoka – pierwszy sezon

Wdowia zatoka, pierwszy sezon, czyli dziesięć odcinków. Dziesięć epizodów utrzymanych w konwencji grozy przeplatanej z tym najlepszym czarnym humorem oraz całą gamą intrygujących i pociągających postaci.

Wdowia zatoka przypomniała mi coś, czego dawno nie widziałem w serialowym medium. To ten moment w telewizji, gdy do naszego kraju docierały amerykańskie produkcje, które były de facto gatunkowymi hybrydami. Groteskowe, czasem absurdalne, zawsze zajmujące. Pamiętacie serial Gdzie diabeł mówi dobranoc. Albo Eerie, Indiana (wypadałoby powtórzyć, jak najszybciej!). No i oczywiście pierwszy kontakt z Twin Peaks. Później jeszcze Lost. Tak, Wdowia zatoka ma wiele wspólnego z tymi tytułami.

Wdowia zatoka - pierwszy sezonWyspa, której nie da się opuścić, skrywa więcej niż jedną tajemnicę.

Oczywiście pierwszy sezon to pewnego rodzaju zachłyśnięcie się tym światem – właśnie postaciami i tajemnicami. Tutaj łatwo przesadzić. Innymi słowy: serial dostał już zielone światło na drugi sezon, ale wolałbym, żeby ta historia nie zamieniła się w tasiemiec.

A jaka to opowieść? To historia o wyspie, której nie można opuścić. Tak w skrócie. To niepisane prawo rdzennych mieszkańców. W zasadzie nikt o tym nie mówi – to się po prostu podskórnie czuje. Oczywiście tutaj, na miejscu, nikt o tym nie wspomina i jakoś nikt nie czuje potrzeby, żeby wyjeżdżać na wakacje. Regularnie kursują promy do miast na stałym lądzie. Są jacyś turyści (zaraz o nich), przyjeżdżają towary, można zamawiać artykuły. Wszystko funkcjonuje normalnie – Nowy Jork, Boston – to wszystko istnieje. Mieszkańcy są pogodni i bardzo sympatyczni, a w pierwszym epizodzie obserwujemy energicznego (jeszcze!) burmistrza, który zabiega o dobrą opinię u przyjezdnego dziennikarza. Jest szansa, że reporter napisze artykuł o tym miejscu, pojawi się więcej odwiedzających, wyspa odżyje. To naprawdę urokliwe miejsce. Tylko ta klątwa. Ech, zupełnie niepotrzebna jest ta klątwa.

Wdowia zatoka wciąga jak te dawne seriale, które nie dawały spać po nocach.

Dziesięć epizodów, w których mieszają się nastroje jak w mikserze nastawionym na najwyższe obroty. Jest naprawdę zabawnie – absolutnie w tonie mojego poczucia humoru, z dowcipem zawieszonym w pół zdania. To te momenty, gdy nie wiesz, czy śmiać się już, czy za kilka sekund. No i jest groza, bo klątwa bywa okrutna. Serial ma mistrzowsko rozegrane wątki, obsada jest dobrana fantastycznie, a epizod ósmy – prawdziwy hołd dla klasycznych final girls z horrorów – to wybitny przykład, jak w serialowej formie można ograć w tak krótkim czasie całe kino gatunku.

Wdowia zatoka - pierwszy sezon

Dziesięć odcinków to walka z klątwą, próba okiełznania wyspy, komitywa kilku osób, które z „nie wierzę” i „to niemożliwe” całkowicie poddają się niemal rytualnym obrzędom, jakie trzeba odprawić, by znowu zaświeciło nad zatoką słońce. Świetny.

Patryk Karwowski

Czas trwania: 31-48 min
Gatunek: kryminał, dreszczowiec, komedia
Twórca: Katie Dippold
Reżyseria: Hiro Murai, Sam Donovan, Andrew DeYoung, Ti West
Scenariusz: Katie Dippold, Kelly Galuska, Neil Casey, Mackenzie Dohr, Colton Dunn, Alberto Roldán, Dave Harris, Emma Ketchum, Bobak Esfarjani
Obsada: Matthew Rhys, Kate O’Flynn, Kevin Carroll, Dale Dickey
Zdjęcia: Christian Sprenger, Cody Jacobs
Muzyka: David Fleming