Przygoda Maxa Friedmana – Brama Orientu

Vittorio Giardino – inżynier z wykształcenia, humanista z temperamentu – konstruuje kolejną elegancką opowieść szpiegowską. W tym tomie Max Fridman trafia do Stambułu roku 1938, miasta zawieszonego między kontynentami i epokami, w którym napięcie polityczne drży pod powierzchnią.

Fabuła, choć osadzona oczywiście w konwencji szpiegowskiej, jest bardziej kameralna niż wcześniejsza przygoda Fridmana na Węgrzech. Takie odniosłem wrażenie. Bohater nie jest tu wszechwiedzącym agentem (w sumie poprzednio też nie był), lecz figurą kruchą, zmęczoną, świadomą własnych ograniczeń.

Przygoda Maxa Friedmana - Brama OrientuFridman trafia do miasta, w którym każdy gest może być częścią cudzej gry.

Punktem centralnym wydarzeń będzie przez cały tom próba odnalezienie inżyniera Sterna – specjalisty, którego wiedza stała się towarem na czarnym rynku wywiadów. Fridman trafia do miasta, w którym każdy zaułek pachnie handlem, polityką i strachem. Wchodzi w sieć półprawd, podsłuchów i niejasnych lojalności. Spotyka ludzi, którzy mówią jedno, myślą drugie, a robią trzecie. Z każdym krokiem coraz wyraźniej widzi, że Stambuł 1938 roku to nie egzotyczna sceneria, lecz punkt zapalny – miejsce, w którym wielka historia zaczyna przyspieszać.

Fridman porusza się ostrożnie, bada teren, obserwuje twarze w tłumie. Próbuje ustalić, kto napraswdę kontroluje sytuację: NKWD, zachodnie służby, lokalni pośrednicy czy może ktoś jeszcze bardziej ukryty. Trop prowadzi go przez kawiarnie, porty, biura i zaułki, a każde spotkanie odsłania nową warstwę intrygi.

Giardino prowadzi Fridmana do Stambułu 1938 roku, miasta drżącego od napięć.

I jak poprzednio, w Budapeszcie, tak i tutaj, jest tym agentem trochę z przypadku – co rusz wpada z deszczu pod rynnę. Strzelają do niego, otrzepuje się i nagle go porywają (to nie jest dokładny przykład, ale tak to mniej więcej wygląda). Jest i femme fatale, bo przecież komiks Giardino ze stylistyką noir ma mimo wszystko wiele wspólnego.

Wizualnie jest to tak samo jak z treścią – znowu elegancko. Giardino ma już w tym momencie w pełni ukształtowany styl: klarowną linię, spokojny kontur i kadrowanie. Formalizm nie może przyćmić treści, nic nie może odwrócić naszej uwagi od szpiegowskiej tematyki. Nie mam tu jednak na myśli tego, że jest mdło, albo nijako. Giardino świetnie przedstawia ruch, gdy akcja jest dynamiczna – wszystko się zgadza, ucieczka, pościg, upadek – Włoch wie jak zaaranżować sceny tak, byśmy poczuli ludzki wymiar, ciężar, napięcie ciała. No i rzecz jasna krajobraz, w takich miejscach, szczególnie tych historycznych które odwiedza Fridman, za dużo się nie zmienia. Byłem w tych zakątkach w okolicach 2005 roku, pamiętam kilka miejsc, mam je na zdjęciach, teraz zobaczyłem je w komiksie.

Tak samo spokojnie zbudowane jest napięcie. Giardino nie stosuje gwałtownych skrótów. Buduje atmosferę przez powtarzalność motywów: spojrzenia zza rogu, sylwetki w półcieniu, drobne przesunięcia w kompozycji, które sygnalizują, że ktoś obserwuje, ktoś podsłuchuje, ktoś czeka.

Tematycznie i w ramach podsumowania napiszę, że to bardzo dobry przykład storytellingu – angażuje i przedstawia się jako komiks dojrzały. Jest tu ta świadomość, że historia składa się z drobnych przesunięć, z rozmów prowadzonych w cieniu. Polecam.

Patryk Karwowski

Rysunki: Vittorio Giardino
Scenariusz: Vittorio Giardino
Tłumaczenie: Jacek Drewnowski
Ilość stron: 64
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Wydawnictwo: Kurc
Format: 215 x 290 mm

KOMIKS OBJĘTY PATRONATEM PRZEZ 'PO NAPISACH’.  ZNAJDZIESZ GO NA PÓŁKACH

Wydawnictwo Kurc