Sangoma. Przeklęci z Kapsztadu

Gdy myślę o komiksowym medium, idealnym podłożu do dobrego ciężkiego filmowego thrillera (na przykład) to mam na myśli właśnie takie tytuły.

Sangoma. Przeklęci z Kapsztadu to efekt współpracy dwóch twórców, którzy od lat funkcjonują na styku literatury noir i komiksu realistycznego. Caryl Férey, znany przede wszystkim jako autor powieści kryminalnych osadzonych w konkretnych, często napiętych politycznie realiach (Nowa Zelandia, Ameryka Południowa, Afryka), od dawna interesuje się zderzeniem przemocy systemowej z jednostkowym doświadczeniem.

Obu autorów, Féreya (scenariusz) i Rouge’a (ilustracje) poznałem przy okazji niedawno wydanego komiksu Islander. To podobny styl, napięty, ze świetnie poukładanymi wątkami, które to wątki z szybkiego marszu przechodzą w trucht, a na końcu w sprint. Wszystko poukładane, angażujące, z dobrze napisanymi postaciami. Oba tytuły są o tyle podobne, że są tymi uszytymi na miarę gatunkowymi garniturami. Tytuły, które idealnie mieszczą się w ramach opowiadanej historii. Islander oczywiście pójdzie dalej, bo dostaliśmy dopiero część historii, ale Sangoma to ten film sensacyjny z napisami końcowymi, zamknięta historia, dobry i zaangażowany społecznie tytuł z wiodącego streamingu.

Sangoma. Przeklęci z KapsztaduAfrykański noir, w którym magia plemienna spotyka brutalną rzeczywistość.

Co ciekawe, Caryl Férey świetnie wchodzi w medium z historiami z nieco egzotycznych rejonów. Egzotycznych, dla mnie, czytelnika z Europy Środkowej. Tutaj, w Sangomie, wszystko jest przecież ciekawe. Sam tytuł odnosi się do szamana z Afryki Południowej. Szaman lub po prostu uzdrowiciel w komiksie stanowi trzon opowieści. Akcja osadzona jest w Kapsztadzie, stolicy Republiki Południowej Afryki.

Miasto jest u twórców ważnym elementem – symbolem zarówno nowoczesności, jak i nierozwiązanych problemów postapartheidowskiej rzeczywistości. Fabuła koncentruje się na śledztwie dotyczącym zaginięcia dziecka oraz morderstwa pracownika farmy. To tylko punkt wyjścia, bo warstw jest tu dużo więcej. Tłem wydarzeń są napięcia rasowe, konflikty wokół własności ziemi, dziedzictwo przemocy, ale też zderzenie tradycji i nowoczesności – tutaj wracamy do samego tytułu – kult uzdrowicieli wydaje się być wciąż ważny w społecznościach plemiennych.

Podróż w głąb strachu, winy i duchowej rozprawy.

I w tym krajobrazie musi poruszać się gliniarz, trochę bawidamek, trochę desperat. Jest doświadczonym policjantem, ale zaraz dostanie nową partnerkę, zatem i element buddy cop się znajdzie.

Świetny, treściwy, ze znana mi już dynamiczną kreską Féreya. Sekwencje akcji, pościgi i strzelaniny to najwyraźniej konik artysty. To stop klatki z dobrego filmu akcji. I tak jak w Islanderze, tak i tutaj, mamy wszystko wyraziste, kolorowe i… duże. Tak, postaci przy akcji nie są rysowane pokątnie, ale wypełniają całe kadry i plansze. To ciekawy aspekt w stylu Féreya – liczne zbliżenia, ostre cięcia i filmowe ujęcia. Emocje są widoczne nie tylko w twarzach, ale w całej mowie ciała.

Dobry kryminał, ale też ciekawy komentarz i garść refleksji nad współczesną Afryką Południową.

Patryk Karwowski

Rysunki: Corentin Rouge
Scenariusz: Caryl Férey
Tłumaczenie: Paweł Łapiński
Korekta: Izabela Sieranc, Hanna Antos
Łamanie: Jarosław Jabłoński / jjprojekt.pl
Ilość stron: 152
Oprawa: twarda
Wydawnictwo: Non Stop Comics
Format: 235 x 310 mm

KOMIKS UDOSTĘPNIONY PRZEZ WYDAWCĘ. ZNAJDZIESZ GO NA PÓŁKACH
Non Stop Comicx